Tango jest wspólną chwilą — Wywiad z Carlosem Gavito

Tan­go jest wspól­ną chwi­lą — Car­los Gavi­to (1942−2005) czę­sto mówi tak na swo­ich lek­cjach. Ten poeta-tan­cerz jest uwa­ża­ny za jed­ne­go z ostat­nich sym­bo­li ery Milon­gu­eros, obec­nie już w sta­nie wygi­nię­cia. Ten wywiad został prze­pro­wa­dzo­ny w Nowym Yor­ku w cza­sie świa­to­we­go tur­ne Gavi­to z Fore­ver Tan­go.

Ory­gi­nal­ny tekst Tan­go Is a Sha­red Moment moż­na zna­leźć tutaj.

Repor­Tan­go: Jak zaczą­łeś tań­czyć tan­go?
Car­los Gavi­to: Nigdy tak napraw­dę nie uczy­łem się tan­ga. Tan­go było czę­ścią argen­tyń­skiej kul­tu­ry, a kie­dy byłem chłop­cem, było mod­ne. Kie­dy mia­łem sie­dem lat, cho­dzi­łem na boisko do koszy­ków­ki klu­bu spor­to­we­go w moim mie­ście, Avel­la­ne­da, gdzie trzy razy w tygo­dniu odby­wa­ły się tan­go­we „prac­ti­cas”. W tam­tych cza­sach tan­ga prak­ty­ko­wa­ne było mię­dzy męż­czy­zna­mi. Star­si męż­czyź­ni wyko­rzy­sty­wa­li młod­szych chłop­ców, sta­wia­li ich tak by naśla­do­wa­li kobie­tę, a oni ćwi­czy­li­by swo­je kro­ki. Mawia­li: „Hej chłop­cze, chodź, stań tutaj, postaw swo­ją sto­pę tu, a teraz tam” i pró­bo­wa­li nowych kro­ków i nowych roz­wią­zań. Tak więc na począt­ku byłem tyl­ko cia­łem, ale zwra­ca­łem uwa­gę na ich kro­ki, na to co robi­li, i kie­dy mia­łem pięt­na­ście lat, zro­bi­łem to samo z młod­szym chłop­cem. To była moja kolej aby ćwi­czyć. W tam­tych cza­sach nie było szkół tań­ca i tele­wi­zji, więc dzie­ciak taki jak ja grał w pił­kę noż­ną w cią­gu dnia i ćwi­czył tan­go póź­nym popo­łu­dniem.

R: A więc nie wol­no ci było robić żad­nych kro­ków, zanim nie skoń­czy­łeś pięt­na­stu lat?
CG: Nie, nie wol­no mi było robić kro­ków ani iść do milon­ge.

R: Co spra­wi­ło, że wró­ci­łeś na te tan­go­we prak­ti­sy?
CG: Zawsze inte­re­so­wa­ła mnie muzy­ka. Kie­dy mia­łem pięt­na­ście lat, wszy­scy słu­cha­li i tań­czy­li rock ’n’ rol­l’a, ale wszyst­kie klu­by w moim mie­ście nadal gra­ły tan­go. Ono zawsze było obec­ne. Od począt­ku do mnie tra­fia­ło, uwa­ża­łem, że muzy­ka tan­ga jest pięk­na, więc zawsze chcia­łem ją tań­czyć; nie jako zawo­do­wy tan­cerz, nie na sce­nie, ale wła­śnie w tej towa­rzy­skiej, spo­łecz­nej for­mie. Przy oka­zji, wła­śnie jakos zawo­do­wy tan­cerz, zawsze robię roz­róż­nie­nie mię­dzy tan­giem towa­rzy­skim, spo­łecz­nym, a tan­giem sce­nicz­nym. Jed­no z dró­gim nie ma nic wspól­ne­go. Tan­go sce­nicz­ne tań­czy się po to, aby sprze­da­wać bile­ty, pod­czas gdy towa­rzy­skie tan­go tań­czy­my dla wła­snej przy­jem­no­ści. Dla­te­go nigdy nie mogłem zro­zu­mieć „gan­chos” czy kop­nięć w towa­rzy­skim tan­gu. Zawsze pod­kre­śla­łem i tłu­ma­czy­łem moim uczniom, że u mnie gan­chos się nie nauczą. Mogę zro­bić wyją­tek dla tych, któ­rzy chcą zostać pro­fe­sjo­na­li­sta­mi i chcą nauczyć się ode mnie okre­ślo­nej cho­re­ogra­fii. W tym wypad­ku mogę uczyć gan­hos. Ale nie w tan­gu towa­rzy­skim.

R: Co spra­wi­ło, że zde­cy­do­wa­łeś się uczy­nić z tan­ga swój zawód?
CG: Cóż, wyda­rzy­ło się to znacz­nie póź­niej, gdy mia­łem oko­ło 23 lub 24 lata. Tań­czy­łem jazz i bra­łem rów­nież lek­cje bale­tu. W tam­tym cza­sie byłem przede wszyst­kim tan­ce­rzem jaz­zo­wym, i pew­ne­go dnia odwie­dził mnie mój przy­ja­ciel Edu­ar­do Arqu­im­bau (Glo­ria & Edu­ar­do). Przy­go­to­wy­wał spe­cjal­ny pro­gram tele­wi­zyj­ny i potrze­bo­wał ludzi, któ­rzy tań­czą tan­go, a nie tyl­ko zwy­kłych tan­ce­rzy. Nigdy tego nie zapo­mnę, to było w kawiar­ni w Ave­ni­da Cor­rien­tes, gdzie zwy­kle przy­cho­dzi­li­śmy na kawę lub drin­ka. Opo­wie­dział mi o moż­li­wo­ści zro­bie­nia tego spek­ta­klu, a ja powie­dzia­łem „Jasne, spró­buj­my, zoba­czy­my jak to wyj­dzie”. Zaczę­li­śmy ćwi­czyć w klu­bie i zapo­wia­da­ło się nie­źle. Był to pro­gram „Así can­ta Buenos Aires” („Tak śpie­wa Buenos Aires”). Potem zro­bi­li­śmy kolej­ny „Yo soy Por­te­ño” („Jestem z Buenos Aires”). Pra­co­wa­łem z nim przez oko­ło trzy i pół roku. Tym samym, z cze­go do koń­ca nie zda­wa­łem sobie spra­wy, powo­li powró­ci­łem do moich korze­ni czy­li do tan­ga. Potem, Edu­ar­do, Glo­ria i ja zaczę­li­śmy pra­co­wać na milon­gach. Dawa­li­śmy poka­zy jako trio czte­ry razy w tygo­dniu. Póź­niej Edu­ar­do stwo­rzył wiel­kie show obsa­dza­jąc mnie w głów­nej roli. Po czym wyje­chał na tur­ne po Japo­nii i Ame­ry­ce Środ­ko­wej zosta­wia­jąc mi całe przed­się­wzię­cie pod opie­ką. Kie­dy w koń­cu wró­cił, posta­no­wi­łem wybrać się już samo­dziel­nie na Festi­wal Tan­go w Kolum­bii razem z orkie­strą Aníba­la Tro­ilo.

Zanim pój­dzie­my dalej, chciał­bym wspo­mnieć moich nauczy­cie­li, obie­ca­łem, że zawsze będę o nich wspo­mi­nał: w prze­ci­wień­stwie do wie­lu tan­ce­rzy tan­ga, nie mia­łem nauczy­cie­li tań­ca, mia­łem nauczy­cie­li tan­ga. Pierw­szym był Juli­án Cen­teya, był poetą i był moim naj­lep­szym nauczy­cie­lem. Jeśli poszłu­chasz „Café Domín­gu­ez”, ten, któ­ry mówi na począt­ku, to Juli­án. Był naj­lep­szy ponie­waż nauczył mnie tan­ga od środ­ka. Innym nauczy­cie­lem, o któ­rym chciał­bym wspo­mnieć jest Migu­el Caló. Pra­co­wa­łem z nim i jego orkie­strą w Buenos Aires oko­ło 1963 roku. Mówił: „słu­chaj muzy­ki, posłu­chaj gło­su Raúla Beró­na, zatańcz głos, po pro­stu głos, teraz zatańcz for­te­pian”. Kie­ro­wał mną tak, jak­bym był kolej­nym muzy­kiem w orkie­strze. Pozwo­lił mi zro­zu­mieć, jak słu­chać muzy­ki i cze­go powi­nie­nem słu­chać. To byli moi dwaj nauczy­cie­le tan­ga.

R: Czy nie ma już takich nauczy­cie­li?
CG: Nie. Dzi­siaj, kie­dy ludzie tań­czą tan­go, widać, jak każ­dy tan­cerz śpie­szy się do tego by robić kro­ki. Nigdy nie powin­no być pośpie­chu w robie­niu kro­ku, powin­ni­śmy cie­szyć się jego robie­niem, powin­ni­śmy pozwo­lić mu trwać, roz­my­ślać nad nim i go cele­bro­wać. Czę­sto to powta­rzam, że kie­dy tań­czę tan­go, robie­nie kro­ku w danym momen­cie daje mi tak wiel­ką radość, że chce by trwał on jak naj­dłu­żej. To tak samo, jak kie­dy byli­śmy dzieć­mi i dosta­li­śmy pięć pen­sów na lody. Jedli­śmy je powo­li, sta­ra­jąc się wydo­być z nich jak naj­wię­cej sma­ku, wie­dzie­li­śmy, że kie­dy lód się skoń­czy to następ­ne­go nie będzie. Nie widzę potrze­by pośpie­chu, aby ukoń­czyć jeden krok i przejść do następ­ne­go. Wyda­je mi się, że o wie­le bar­dziej inte­re­su­ją­ce jest zatrzy­ma­nie, ale takie bez zatrzy­my­wa­nia, taki rodzaj pał­zy, któ­ry pozwa­la nam przez chwi­lę nie robić abso­lut­nie nic, jedy­nie cie­szyć się danym momen­tem, a dopie­ro potem iść dalej aby zro­bić coś inne­go. Myślę, że więk­szość ludzi spie­szy się, ponie­waż nie wie­dzą, jak nic nie robić i to jest dla nich naj­trud­niej­sze. Nawet jeśli twój taniec nie jest cho­re­ogra­fią, to jed­nak uczysz się pod­sta­wo­we­go kro­ku: tego, któ­ry idzie od jed­ne­go do sied­miu. Wte­dy myślisz, że musisz zro­bić cały krok. Ale co w sytu­acji gdy ktoś sta­nie przed tobą lub obok cie­bie i nie będziesz mógł ukoń­czyć tego kro­ku? W rze­czy­wi­sto­ści krok nigdy się nie koń­czy, to trzy minu­to­wy krok, to cały taniec.

R: To dla­te­go kła­dziesz tak duży nacisk na roz­róż­nie­nie tan­ga towa­rzy­skie­go od sce­nicz­ne­go?
CG: Tak, ponie­waż w tan­gu towa­rzy­skim poru­szasz się ze swo­im part­ne­rem i muzy­ką. I to jest rów­nież coś, co ludzie powin­ni zro­zu­mieć: rela­cja mię­dzy tobą a two­im part­ne­rem nie jest oso­bi­sta. Oso­bi­ste mię­dzy wami jest to, że obo­je pró­bu­je­cie pie­ścić muzy­kę sto­pa­mi.

R: Czy możesz opi­sać swo­ją ide­al­ną part­ner­kę do tan­ga?
CG: Moja ide­al­na part­ner­ka do tan­ga… Cóż, w tej chwi­li to zde­cy­do­wa­nie moja obec­na part­ner­ka, Mar­ce­la Durán. Jeste­śmy dobrym duetem, rozu­mie­my się bez słów, nie musi­my roz­ma­wiać i nie musi­my ćwi­czyć. Każ­de z nas pró­bu­je jak naj­le­piej ode­grać swo­ją rolę, ja pro­wa­dzę, ona podą­ża. Nie­któ­re dziew­czy­ny mają dość podą­ża­nia i chcą tań­czyć jak męż­czy­zna, ponie­waż mówią, że to bar­dziej inte­re­su­ją­ce. Ale ja mówię, że nie masz wystar­cza­ją­co dużo cza­su w swo­im życiu, aby nauczyć się, jak dobrze podą­żać. Pora­dził­bym tym dziew­czy­nom, aby naj­pierw nauczy­ły się na praw­dę dobrze podą­żać.

R: Czy myślisz, że ty i Mar­ce­la macie dobrą che­mię, że dzie­li­cie te same emo­cje w tań­cu? Inny­mi sło­wy, czy czu­je­cie / inter­pre­tu­je­cie muzy­kę w ten sam spo­sób, czy też ty doświad­czasz innych emo­cji niż ona?
CG: To pięk­ne pyta­nie. Wiesz, nawet jeśli mamy inne pomy­sły, inne zro­zu­mie­nie lub inne odczu­cia, to jed­nak wciąż myśli­my podob­nie. To co od sie­bie doste­je­my to nasrój. Ona nie czy­ta mi w myślach, podob­nie jak ja nie czy­tam w jej, ale w jakiś spo­sób komu­ni­ku­je­my sobie nawza­jem ten sam nastrój. Mnie i Mar­ce­le nie łączy żad­na oso­bi­sta rela­cja, jeste­śmy przy­ja­ciół­mi i part­ne­ra­mi w tań­cu, ale nasze dusze się rozu­mie­ją, nie potrze­ba nam do tego słów. Więc tak, teraz czu­ję, że tań­czę z moim ide­ałem, ale tak napraw­dę, mój ide­ał nie ma twa­rzy. Jest marze­niem o czymś, cze­go pra­gnę w praw­dzi­wym życiu. Wiesz, kie­dy tań­czysz tan­go, powi­nie­neś wkła­dać w to cząst­kę wła­sne­go życia. Jeśli będziesz tań­czyć swo­je życie, będziesz tań­czyć lepiej.

R: Kim jest dobry tan­cerz tan­ga?
CG: Dobry tan­cerz tan­ga to ten, któ­ry słu­cha muzy­ki.

R: Czy to jedy­ne kry­te­rium?
CG: Tak. Tań­czy­my muzy­kę, a nie kro­ki. Każ­dy, kto uwa­ża, że tań­czy dobrze, nigdy nie myśli o kro­ku, któ­ry ma zamiar zro­bić, to, na czym mu zale­ży, to że podą­ża za muzy­ką. Widzisz, jeste­śmy mala­rza­mi, malu­je­my muzy­kę sto­pa­mi. Muzy­cy gra­ją na instru­men­cie i uży­wa­ją pal­ców, dło­ni. Tan­ce­rze uży­wa­ją pal­ców u stóp.

R: Czy naucza­nie tan­ga było trud­ne w jakim­kol­wiek momen­cie two­je­go życia?
CG: Tak, ponie­waż tan­go nie zawsze było mod­ne. Dotar­cie do punk­tu, w któ­rym jestem dzi­siaj, zaję­ło wie­le lat. Teraz mam wie­le pro­po­zy­cji oraz zapro­szeń i cie­szę się z tego, ponie­waż spę­dzi­łem dużo cza­su tań­cząc tan­go. Myślę, że na to zasłu­ży­łem. Tań­czy­łem tan­go, zanim sta­ło się popu­lar­ne i nie zosta­łem tan­ce­rzem ponie­waż to było mod­ne. Nie­któ­rzy tan­ce­rze zaczy­na­li od folk­lo­ru lub fla­men­co, a prze­szli do tan­ga gdy to sta­ło się komer­cyj­nym suk­ce­sem. W moim przy­pad­ku tak nie było. Tań­czy­łem tan­go, gdy nie było w modzie, a nawet gdy było to poli­tycz­nie nie­bez­piecz­ne. Zasłu­gu­ję więc na to, co sobie wypra­co­wa­łem. Wypra­co­wa­łem to przez te wszyst­kie lata.

R: Czy naucza­nie tan­ga w USA jest inne niż w Argen­ty­nie?
CG: W tej chwi­li myślę, że to jest to samo, ponie­waż rów­nież w Argen­ty­nie sta­ło się ono bar­dzo komer­cyj­ne. Nauczy­cie­le wszę­dzie pró­bu­ją zasko­czyć i zaim­po­no­wać innym. Cza­sa­mi uczą kro­ków, któ­rych sami nawet by nie zro­bi­li. Mówią, że jeśli uczysz pro­stych rze­czy, stu­den­ci się nudzą. Ale dobry nauczy­ciel nigdy nie powi­nien się o to mar­twić. Powi­nien nauczyć towa­rzy­skie­go, spo­łecz­ne­go tan­go, a nie tan­ga, aby zaim­po­no­wać innym. Nie obcho­dzi mnie, czy na moich zaję­ciach jest dzie­sięć, dwa­dzie­ścia czy sto osób, spo­sób w jaki tań­czę to spo­sób w jaki uczę a uczę pro­sto­ty. Cza­sa­mi krok może wyglą­dać bar­dzo łatwo i pro­sto, ale ludzie nie potra­fią go powtó­rzyć, ponie­waż pro­sto­ta nie zawsze jest łatwa.

R: Łatwiej jest tań­czyć szyb­ciej niż tań­czyć powo­li …
CG: Dokład­nie. Cza­sa­mi widzę, że oso­ba, któ­ra tań­czy szyb­ko, pró­bu­je ukryć błę­dy. Tan­cerz, któ­ry tań­czy powo­li, robi to, ponie­waż jest w stu pro­cen­tach pew­ny, że to, co robi, jest dosko­na­łe.

R: Więk­szość ludzi tutaj nie rozu­mie tek­stów tan­go. Czy myślisz, że cze­goś im bra­ku­je przez ten brak zro­zu­mie­nia?
CG: Słu­chaj, to pro­ste. Kie­dy byłem chłop­cem, słu­cha­łem Bil­la Haleya. Nie zna­łem angiel­skie­go, ale mogłem stwier­dzić, czy pio­sen­ka była rado­sna, smut­na, czy roman­tycz­na. Tekst i głos w tan­gu są bar­dzo wyraź­ne i moż­na usły­szeć, kie­dy jest roman­tycz­nie, nostal­gicz­nie lub smut­no. Możesz to poczuć, nawet jeśli nie rozu­miesz słów. Powtó­rzyć to jesz­cze raz, nale­ży słu­chać nastro­ju utwo­ru i muzy­ki. Na przy­kład, nigdy nie mogłem zro­zu­mieć, dla­cze­go oso­ba, któ­ra tań­czy do Migu­el Caló robi gan­chos kie­dy tan­go mówi o miło­ści. Gan­cho to agre­sja, dla­cze­go kobie­ta mia­ła­by się godzić na taką agre­sję, gdy muzy­ka opo­wia­da o miło­ści?

R: A na kim chciał­byś wzro­ro­wać swój taniec?
CG: Moją odpo­wie­dzią było­by nie na mim ale raczej na czym. Moim wzo­rem był­by spo­sób w jaki poru­sza się kot.Widzisz jego łapy i każ­dy poje­dyn­czy mię­sień. Poru­sza się powo­li, ale zawsze jest goto­wy do sko­ku, nie możesz go zła­pać. Podo­ba mi się ta powol­ność ruchu, jest wręcz ryt­micz­na, jest to coś pięk­ne­go do podzi­wia­nia i myślę, że wszy­scy tan­ce­rze powin­ni pró­bo­wać to naśla­do­wać.

R: Jakie jest two­je ulu­bio­ne tan­go?
CG: Trud­no mi odpo­wie­dzieć, ponie­waż tań­czę już bar­dzo dłu­go. Był czas, kie­dy to było „Quejas de Ban­do­ne­ón”, innym razem „Chi­qué”, „La Ulti­ma Cita”, a tak­że „Yun­ta de Oro”. Jestem bar­dzo zako­cha­ny w muzy­ce Puglie­se, szcze­gól­nie „Pata Ancha”.
Jed­nym z moich ulu­bio­nych tang jest Café Domín­gu­ez, ponie­waż na począt­ku moż­na usły­szeć głos moje­go „ojca chrzest­ne­go” Julia­na Cen­teya. Uwiel­biam tak­że tan­ga Migu­ela Caló, w zasa­dzie każ­de z nich. Uwiel­biam głos Raúla Beró­na a tak­że Alber­to Pode­sta. Uwiel­biam Puglie­se i Ricar­do Tan­tu­ri. Ale nie jestem wiel­kim fanem Bia­gie­go czy Cana­ro. To nie jest mój rodzaj tan­ga. Bia­gi pocho­dzi z lat 60-tych i nie podo­ba mi się rytm, jest zbyt ostry. Wolę muzy­kę, któ­ra odcho­dzi od ryt­mu, jest bar­dziej mięk­ka, gład­sza, nawet luź­niej­sza. Nie lubię moc­nych zna­ków ani akcen­tu w muzy­ce. Wolę tan­ga, któ­re bar­dziej przy­po­mi­na­ją marze­nie, są bar­dziej ulot­ne.

R: Czy możesz opi­sać swo­ją naj­lep­szą tan­go­wą chwi­lę?
CG: To takie trud­ne. Przy­się­gam na Boga, że ​​cie­szę się każ­dym tan­giem, któ­re tań­czę. Dla­te­go, kie­dy idę na milon­gę, nie tań­czę przez całą noc. Tań­czę kil­ka wybra­nych tand. Co jest dla mnie waż­ne to to aby tań­czyć dobrze. Jeśli się zmę­czy­łem, sia­dam i patrzę, wolę posie­dzieć niż źle zatań­czyć. Ale jeśli już tań­czę, to tak jak zain­spi­ru­je mnie muzy­ka. Potrze­bu­ję tej inspi­ra­cji. Tym samym naj­pierw potrze­bu­ję odpo­wied­niej muzy­ki, a potem muszę zna­leźć odpo­wied­nią part­ner­kę. Jeśli nie mogę zna­leźć odpo­wied­niej part­ner­ki, nie będę tań­czył. Jeśli nie podo­ba mi się muzy­ka, rów­nież nie będę tań­czyć. Więc wska­za­nie wam moje­go naj­lep­sze­go momen­tu w tan­gu jest nie­moż­li­we, ponie­waż dla mnie każ­de tan­go jest naj­lep­szą chwi­lą.

R: Spo­tka­łem ludzi, któ­rzy myślą, że jeśli nie jesteś Argen­tyń­czy­kiem, nie możesz tań­czyć tan­ga.
CG: Cóż, myślę, że oni są w błę­dzie od same­go począt­ku. Tan­go było muzy­ką imi­gran­tów w moim wła­snym kra­ju, a więc nie ma naro­do­wo­ści, jej jedy­nym pasz­por­tem są uczu­cia, a uczu­cia ma każ­dy. Pasja to duży plus. Jeśli jesteś oso­bą peł­ną pasji i emo­cji, będziesz tań­czyć lepiej. Ist­nie­je takie dość powszech­ne nie­po­ro­zu­mie­nie, że jeśli tan­cerz zna wie­le kro­ków, jest dobrym tan­ce­rzem. Myślę, że to pomył­ka. Ozna­cza to tyl­ko tyle, że ta oso­ba ma dobrą pamięć. Wolę takie tan­go w któ­rym moż­na cie­szyć się chwi­lą, bo wte­dy mogę zoba­czyć jak moja part­ner­ka zamy­ka oczy. Mogę zoba­czyć, że to dla niej też pięk­ny moment.

R: Jak myślisz, dla­cze­go nie­któ­rzy ludzie są tak namięt­ni, mają wręcz obse­sję na punk­cie tan­ga?
CG: Cóż, jeśli wró­cisz do począt­ku tan­ga, tan­go defi­niu­je się jako uczu­cie, „sen­ti­mien­to”, do któ­re­go tań­czysz. Więc kie­dy zaczy­nasz taniec, nie zaczy­nasz od kro­ku, zaczy­nasz od uczu­cia. Dla­te­go myślę, że nie jeste­śmy jak inni tan­ce­rze. Inni tan­ce­rze prze­cho­dzą przez kom­bi­na­cję kro­ków, tan­go jest impro­wi­zo­wa­ne, impro­wi­zo­wa­ne do koń­ca i w cało­ści, nie ma żad­nych kom­bi­na­cji. W tan­gu nie moż­na przej­mo­wać się kro­ka­mi, trze­ba sku­pić się na wyra­ża­niu emo­cji, słu­cha­jąc jed­no­cze­śnie muzy­ki. Możesz na kilo­metr roz­po­znać oso­bę, któ­ra na par­kie­cie myśli już o następ­nym kro­ku. A z dru­giej stro­ny tan­cerz, któ­ry podą­ża za muzy­ką, poru­sza się w tym samym cza­sie co jego part­ner lub part­ner­ka. Będą sta­no­wić jed­ność. Wie­le języ­ków ma takie powie­dze­nie: „do tan­ga trze­ba dwoj­ga”. Dla­cze­go nie dwoj­ga do cha­chy, lub do swin­ga? Dla­cze­go to wła­śnie do tan­ga trze­ba dwoj­ga? Ponie­waż w tan­gu dwa daje jeden.

R: Ostat­nie pyta­nie: Jak chciał­byś by cię zapa­mię­ta­no jako tan­ce­rza?
CG: Tyl­ko jeden spo­sób: że byłem szcze­ry w moim tań­cu.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Maria Kownacka

Z wykształcenia historyczka, z zawodu graficzka, tańczy odkąd pamięta. Kiedy nie tańczy, nie oddycha. Redaktorka Tango Nuestro.

Jedna myśl na temat “Tango jest wspólną chwilą — Wywiad z Carlosem Gavito

  • 9 października 2018 o 16:11
    Permalink

    cudow­ne 🙂 pod­pi­su­je się pod sło­wa­mi Gavi­to całym ser­cem 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X