Tancerze tanga i inne kundelki

Kochani, wczoraj obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Tanga i pomyślałam sobie, że ten tekst, chyba dość mało znany, będzie doskonale pasował do tej okazji.
Po raz kolejny dziękuję Patrycji Kamińskiej za to wspaniałe znalezisko. Tłumaczenie tekstu “Tango dancers and other mongrels” wykonali w ramach ćwiczeń studenci Instytutu Anglistyki Uniwersytetu Szczecińskiego.
Autorka tekstu: Iona May Italia, oryginał tekstu dostępny tutaj.


Moja przyjaciółka Foxy zwróciła kiedyś uwagę na interesujący fakt o ludziach tańczących tango, który od tamtego czasu potwierdził się wiele razy. Kiedy zapytasz ich „Skąd jesteś?”, odpowiedź nigdy nie jest prosta. Praktycznie zawsze powiedzą Ci coś w stylu: „Urodziłem się w Arabii Saudyjskiej, ale dorastałem w Uzbekistanie i Turcji, a teraz mieszkam w Irlandii”, albo „Cóż, jestem Duńczykiem pochodzenia rosyjskiego, mieszkałem w Irlandii a teraz żyję w Barcelonie”, lub „Jestem w połowie Argentyńczykiem a w połowie Japończykiem z amerykańskim obywatelstwem, ale mieszkam w Zjednoczonym Królestwie”, albo „Jestem z Indii, ale dorastałem w Dubaju, potem przeprowadziliśmy się do Stanów, a teraz mieszkam w Szwecji”. Zaskakująco duży odsetek tangowiczów jest obieżyświatami mającymi korzenie w wielu krajach i często z wielonarodowościowej krwi .

Nie jestem wyjątkiem. Moją ojczyzną jest Wielka Brytania. Poczęta w półtropikalnych strefach klimatycznych, byłam noszona w brzuchu mojej matki przemierzając niebo, z pępowiną luźno owiniętą wokół mojej szyi niczym chustą chroniącą przed północnym chłodem, aby przyjść na świat w szkockim przemysłowym miasteczku, gdzie piekielne błyski rafinerii oleju naznaczały przypominający Mordor horyzont (wciąż kocham te dystopijne krajobrazy rafinerii i platform wiertniczych). Lecz również Pakistan jest moją ojczyzną, gdzie powróciłam, kołysana jako niemowlę, do ziemi mojego ojca, gdzie zostałam przestawiona z mleka matki na dhansak [popularna hinduska potrawa- przyp. Tłum.] i jeździłam moim trójkołowym rowerem po zapylonym ogrodzie z bengalskim chłopcem, który był moją pierwszą miłością, i który pozostawił we mnie dożywotni sentyment do melodyjnych akcentów hinduskiej odmiany języka angielskiego. I również Indie są moją ojczyzną. Mój ojciec urodził się zanim wymyślono polityczną fikcję odrębnego Kraju Czystości, która rzekomo uświęciła miejsce gdzie dorastałam ja – nieczysta, hybrydowa mieszanka ras. Urodził się w Indiach, braterskiej krainie, przede wszystkim był Hindusem – i wszyscy jesteśmy jednym ludem. A jako że należę do ludu Parsów, Iran jest moją ojczyzną. Prawdopodobnie można wyśledzić przodków mojego ojca po subkontynencie aż do wybrzeża Gudżartu, gdzie mnich mieszał cukier z mlekiem aby udowodnić tubylcom naszą słodycz, a następnie ponownie poprzez morze, po którym moi podróżujący przodkowie błądzili przez miesiąc, aby dotrzeć do Persji z czasów przed islamem. Można też cofnąć się jeszcze dalej, do jakiegoś subsaharyjskiego afrykańskiego kraju, jeszcze zanim ustanowione zostały narody i pochodzenie, zanim nasza skóra nabrała ciemnej barwy, a my byliśmy jeszcze pojedynczym małym plemieniem, różowi jak szympansy, kiedy moja praprapraprapraciotka Lucy spacerowała ręka w rękę ze swoją córką po obszarze zalanym później przez wodę, pozostawiając na piasku bliźniacze odciski stóp, które na zawsze utrwaliły ślad ich podróży.

Zwykliśmy wierzyć, że świat jest bogaty w nieskazitelne, bezludne cisze i pustki; że elektron jest jedynie ziarnem grochu śmigającym wokół wielkiej, rozbrzmiewającej echem stodoły, a wszechświat stanowi pustkowie wolnej przestrzeni przerywanej lekkim muśnięciem rozmaitych gwiazd. Jednak teraz wiemy, że ten atom jest w pełni pokryty chmurami rozmytych elektronów; że nasze DNA jest przepełnione milionem aktywnych makr; że nasze ciała są jak park safari, gdzie miliardy miliardów maleńkich żyjątek bawi się i żeruje; że nasycająca nas energia pochodzi od symbiontów zagnieżdżonych głęboko w naszych komórkach; że kosmos sam w sobie jest jak wielka bulwa czarnej materii; że nie ma czegoś takiego jak negowanie, jest tylko twierdzenie. Nie istnieje czystość krwi. Wszystko się roi, tętni życiem, tłoczy, wykuwa, przekracza granice.

Gdybyśmy byli genetycznie czyści to bylibyśmy rasą cyborgów, gigantycznym mrowiskiem. Lecz zamiast rekombinacji, przetasowań i mieszanek chromosomów, gra w genetyczne gorące krzesła jest powtarzana z każdą mitozą. Ta niechlujna i niezwykła uroczystość, tak zwana kocia kołyska wymieniających się par to coś, co utrzymuje nas w zdrowiu. To dzięki niej jesteśmy istotami seksualnymi i to ona sprawia, że istniejemy i jesteśmy pełni życia.

Mam wrażenie, że ostatnio przykłada się dużą wagę do fikcyjnych granic, dzielących linii i sztywnych podziałów: wy biali tu, wy czarni tam; Hindusi tu, Pakistańczycy gdzie indziej; chrześcijanie na swoim miejscu, muzułmanie na swoim. Granice są zmilitaryzowane, obstawione przez policję. Nie możesz przekroczyć ich bez dokumentów potwierdzających Twoją tożsamość. Wszystko jest nakreślone przez podziały na kasty, grupy etniczne i inne stany, na sekty i grupy polityczne. Aby posiadać tożsamość musisz się dopasować, sprostać oczekiwaniom. W tym narcystycznym świecie niewielkich różnic heretycy są nienawidzeni bardziej niż niewierni.  

Dla kontrastu, i być może z tego powodu, jest to jeden z najpotężniejszych uroków tanga – jego wykorzenienie, tęsknota za domem. Pewnego dnia przyjaciel powiedział: „Nie ma czegoś takiego jak Argentyńczycy i obcokrajowcy. My, Argentyńczycy, jesteśmy obcokrajowcami”. W raczkującym narodzie, w czasie, kiedy rozwijało się tango, więcej niż połowa mieszkańców nie była rodowitego pochodzenia, i tango to odzwierciedla. Ukazuje tęsknotę za utraconą przeszłością, przeszłością należącą nie do porteños [rodowici mieszkańcy Buenos Aires – przyp. Tłum.] , lecz do ich rodziców i dziadków pochodzących z południowych Włoch, Hiszpanii i żydowskich gett w Rosji. Tango to też wyraz upragnionej ale nieodzyskanej przeszłości, przenikniętej wielokulturowością miasta, mającej swój smak, charakterystycznej jak smak korzennej przyprawy dodawanej do gulaszu.  Jest to zwielokrotniona nostalgia, warstwa na warstwie straty. Piosenkarze tanga odnoszą się do historii dziecka imigranta znajdującego się daleko od ojczyzny, do dzieciństwa, które minęło, do pierwszej niewinnej miłości – jak mój bengalski chłopak, utracony na zawsze. Wsłuchując się w piosenkarza, przywołujemy z nostalgiczną melancholią złotą erę tanga. Erę, która sama w sobie jest nostalgiczna, ubolewająca nad utraconą sielanką. Zataczając koło, my, obcokrajowcy, jesteśmy wygnańcami raz jeszcze, pielgrzymami zmierzającymi do błędnie nazwanej bezsrebrnie srebrnej ziemi na dnie świata – do tego młodego państwa pełnego krów i ropy, niegdyś jednego z najbogatszych na świecie, jednak teraz rozpaczającego nad wspanialszą przeszłością.

Moi przyjaciele, wszyscy jesteśmy mieszanej rasy. Wszyscy jesteśmy nieschludnymi hybrydami, krzyżówkami, mieszańcami. Wszyscy jesteśmy mutantami, tworami przypadkowych spoufaleń. Takie jest życie. Aby oczyścić, trzeba sterylizować, zabijać. Zanim zasada używania prawdziwych nazwisk na facebooku weszła w życie, wielu ludzi korzystało z nazwiska „Tango”, tak, jak Sikhowie używali nazwiska „Singh”. Mimo, że było to powszechnie wyszydzane, zawsze czułam, że było to równie uzasadnione jak w przypadku każdej tożsamości plemiennej. Ponieważ nasza przeszłość, nasze dziedzictwo nigdy nie należało do nas. Zawsze były one pożyczone od innych, tych przed nami. Wszyscy mamy złożone tożsamości. A wszystkie państwa, grupy etniczne, kolory skóry i rasy to fantazje, sztuczne granice, mury wyobraźni. Moi przyjaciele, wszyscy jesteśmy tango-kundelkami. A kundelki, jak każdy miłośnik psów wie, są najlepszymi ze wszystkich psów.

 

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Tango Nuestro

Tango Nuestro jest serwisem poświęconym tangu argentyńskiemu w Polsce. Znajdziesz u nas katalog milong i instruktorów w całym kraju, informacje na temat nadchodzących wydarzeń, bazę ciekawych artykułów, tablicę ogłoszeniową i wiele innych ciekawych treści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X