Dlaczego twój nauczyciel tanga bardzo chce, żebyś tańczył(a), a wciąż uczy cię tylko kroków?

Ory­gi­nal­ny tekst w j. angiel­skim: „Why your tan­go teacher despe­ra­te­ly wants you to dan­ce but keeps teaching you steps”, Vero­ni­ca Touma­no­va, verotango.com, 2014.
 Tłu­ma­cze­nie: Lecho­sław Hoj­nac­ki, 2016.

Tan­go jest tań­cem, ale pro­ces ucze­nia się tan­ga i naucza­nia go nie przy­po­mi­na tego, jak uczy­my się i naucza­my innych tań­ców. Cha­rak­ter tej róż­ni­cy spra­wia, iż pro­ces ucze­nia się tan­ga powi­nien być porów­ny­wa­ny z ucze­niem się języ­ka, nie zaś tań­ca.

Tan­go jako taniec skła­da się z dwóch kom­po­nen­tów: two­je­go wła­sne­go ruchu oraz prze­ka­zy­wa­nia i odbie­ra­nia impul­sów. Dla­te­go pod­sta­wą tan­ga jest WSPÓLNA IMPROWIZACJA.

Kie­dy uczysz się tań­ca wyko­nu­jąc samo­dziel­ne ćwi­cze­nia przed lustrem, udo­sko­na­lasz swój wła­sny ruch i zasad­ni­czo odtwa­rzasz tyl­ko pew­ną cho­re­ogra­fię. Nie zapra­szasz dru­giej oso­by do podą­ża­nia za two­im ruchem, ani też nie uczysz się rozu­mieć pro­wa­dze­nia dru­giej oso­by. Isto­ta tan­ga spo­czy­wa jed­nak znacz­nie bli­żej kon­tak­to­wej impro­wi­za­cji niż same­go tyl­ko ruchu. Możesz być np. pro­fe­sjo­nal­nym tan­ce­rzem bale­to­wym, a jed­no­cze­śnie być total­nie bez­rad­nym w tan­gu, jeże­li nie nauczysz się komu­ni­ko­wać z part­ne­rem.

Jak zatem uczyć się tan­ga, któ­re jest bar­dziej języ­kiem niż tań­cem? Cał­kiem podob­nie, jak języ­ka. Będzie ci potrzeb­na zna­jo­mość słów, ich wyma­wia­nia, gra­ma­tycz­nych reguł ich łącze­nia etc. Jak dotąd — nic spek­ta­ku­lar­ne­go. Docho­dzi­my jed­nak wła­śnie teraz do klu­czo­we­go punk­tu. Otóż, aby móc roz­ma­wiać w danym języ­ku z DRUGĄ OSOBĄ, naj­pierw musisz mieć coś do powie­dze­nia. Co wię­cej, aby być rozu­mia­nym, musisz być w sta­nie to DOBRZE wyra­zić. A to już nie ma wie­le wspól­ne­go z samym tyl­ko języ­kiem.

Cóż, nauczy­ciel języ­ka może cię zna­ko­mi­cie nauczyć jego struk­tu­ry, czy też porząd­ku zda­nia. Ale kre­atyw­ność, któ­ra pozwo­li ci na pro­wa­dze­nie roz­mo­wy, pocho­dzi zgo­ła skąd­inąd.

Zasad­ni­czym pro­ble­mem, przed któ­rym sto­ją nauczy­cie­le tan­ga jest to, iż muszą być nie tyl­ko nauczy­cie­la­mi same­go języ­ka, ale TAKŻE jed­no­cze­śnie nauczy­cie­la­mi lite­ra­tu­ry. Muszą cię nauczyć w tym nowym języ­ku rozu­mieć, kochać i dosko­na­lić CZYTANIE. Muszą tak­że nauczyć cię PISARSTWA w tym języ­ku. Czy nauczy­ciel języ­ka może nauczyć mówie­nia inte­re­su­ją­cych rze­czy? I dobre­go wyra­ża­nia ich? Tak, może. Czy nauczy­cie­le tan­ga mogą nauczyć cię tań­czyć w takim sze­ro­kim rozu­mie­niu? Tak, mogą. MOGĄ być nauczy­cie­la­mi języ­ka i lite­ra­tu­ry oraz coachem pisar­stwa w jed­nym. Ale muszą wie­dzieć jak. Nie­któ­rzy wie­dzą, inni nie. Bądź dla nich cier­pli­wy, bo to nie­ła­twe zada­nie.

Kie­dy przy­cho­dzisz na pierw­szą lek­cję fran­cu­skie­go, nauczy­ciel nie zaczy­na: “Opo­wiem wam teraz co kocham naj­bar­dziej w tym frag­men­cie z Pro­usta, gdzie pro­mień zacho­dzą­ce­go słoń­ca muska szczyt wie­ży dale­kie­go kościo­ła oraz jak to wpły­wa na głów­ne­go boha­te­ra”. Na pierw­szej lek­cji nauczy cię raczej: “Je m’appelle Marie. Com­ment tu t’appelles?” (“Mam na imię Maria. A ty jak masz na imię?”, przyp. tłum.).

Naj­pow­szech­niej­sze zda­nia kry­tycz­ne na temat nauczy­cie­li tan­ga brzmią: dla­cze­go wciąż uczysz ludzi sekwen­cji? Zaczy­na­ją tań­czyć jak robo­ty, nigdy nie zaczną być kre­atyw­ni. Dla­cze­go uczysz ludzi skom­pli­ko­wa­nych figur? Dla­cze­go nie uczysz ich jak pra­wi­dło­wo cho­dzić, aby mogli się cie­szyć, wiesz, z małych rze­czy?

Musisz zro­zu­mieć, że jeże­li kro­ki są “sło­wa­mi” tan­ga, to ich sekwen­cje są jego poezją. Sekwen­cja jest jak tan­go­we haiku; jest ruchem stwo­rzo­nym przez kre­atyw­ność tan­ce­rza. Czy moż­na się nauczyć pisać wier­sze bez ich czy­ta­nia? Tak. Jed­nak praw­do­po­dob­nie poezja two­je­go autor­stwa będzie lep­sza, jeże­li prze­czy­tasz wie­le cudzych wier­szy.

Sekwen­cje mogą być bar­dziej lub mniej pięk­ne, pro­ste lub skom­pli­ko­wa­ne, głu­pie lub bar­dzo sen­sow­ne, cał­kiem jak poema­ty. Możesz napo­tkać wier­szyk dzie­cię­cy lub poezję Brod­skie­go. Pro­blem nie leży w samych sekwen­cjach, ale raczej w tym, iż muszą być tań­czo­ne dobrze, aby napraw­dę ożyć. Nauczy­cie­le tan­ga uczą cię sekwen­cji, aby cię nauczyć tań­czyć je dobrze, aby na tym grun­cie wyra­sta­ła two­ja wła­sna kre­atyw­ność.

Musisz zro­zu­mieć tak­że, iż nie każ­dy będzie two­rzył swo­ją wła­sną poezję. Więk­szość tan­ce­rzy będzie tyl­ko powta­rzać cudze wier­sze. Tak­że więk­szość pro­fe­sjo­na­li­stów! Czy to pro­blem? Nie. Czy mamy pre­ten­sję do muzy­ków, któ­rzy “znów gra­ją tego cho­ler­ne­go Bacha”? Nie mamy, jeże­li gra­ją go dobrze.

Kie­dy nauczy­ciel mówi: “Spójrz, możesz przez cały utwór tyl­ko spa­ce­ro­wać i to już jest taniec!” i spo­glą­da trium­fal­nie na swo­ich uczniów, powi­nien rozu­mieć, że kie­dy on sam spa­ce­ru­je w parze po par­kie­cie, “kon­wer­sa­cja” wyglą­da mniej-wię­cej tak:
– Och, kocham to uczu­cie, kie­dy two­ja wol­na sto­pa omal doty­ka koniusz­ków moich pal­ców.
– Tak, wiem, czu­ję jak pew­nie pro­wa­dzisz i ogrom­nie mi się podo­ba, jak wysy­łasz impuls wprost w kie­run­ku moje­go cen­trum, skąd, jak maleń­ki żywy ognik wędru­je aż do mojej sto­py.
– Ta zmia­na cię­ża­ru wpra­wi­ła mnie w praw­dzi­wy zachwyt. Spo­sób w jaki naj­pierw deli­kat­nie głasz­czesz par­kiet, a potem żeglu­jesz naprzód gład­ko jak łódź po spo­koj­nych wodach.
– O tak, tak. A jak pięk­nie towa­rzy­szysz mi w obję­ciu, jak­bym była śpią­cym dziec­kiem.

Tym­cza­sem kie­dy ich począt­ku­ją­cy ucznio­wie “po pro­stu spa­ce­ru­ją”, ich “kon­wer­sa­cja” wyglą­da tak:
– Mam na imię Maria. A ty jak masz na imię?
– Mam na imię Jan. A ty jak masz na imię?
– Mam na imię Maria. A ty jak masz na imię?

Ucznio­wie muszą naj­pierw osią­gnąć sto­sow­ny poziom, zanim będą w sta­nie rozu­mieć małe rze­czy i cie­szyć się nimi. Zanim zdo­łasz poko­chać Pro­usta, musisz naj­pierw poczy­tać tro­chę dzie­cię­cych bajek, tro­chę śmie­cio­wych roman­si­deł, tro­chę dobrych roman­sów, parę thril­le­rów, nie­co bab­skiej lite­ra­tu­ry, tro­chę Toł­sto­ja. A nie­któ­rzy… nigdy nie poko­cha­ją Pro­usta. Podob­nie nie­któ­rzy tan­ce­rze nigdy nie poko­cha­ją zwy­kłe­go spa­ce­ru. Nie­któ­rzy zawsze będą wole­li bawić się skom­pli­ko­wa­ny­mi figu­ra­mi aby raczej żeglo­wać niż spa­ce­ro­wać po par­kie­cie. Ty nauczy­cie­lu też kie­dyś z pew­no­ścią bawi­łeś się chęt­nie vol­ca­da­mi, kie­dy były mod­ne, czyż nie? Tak, spa­cer jest pod­sta­wą i pięk­nem tan­ga jed­no­cze­śnie, ale, o nauczy­cie­le, nie bądź­cie total­nia­ka­mi spa­ce­ru, daj­cie na razie swo­im uczniom parę innych “wier­szy do poczy­ta­nia”. A potem wróć­cie do tego, co wy lubi­cie. Może zresz­tą wy tak­że nie kocha­cie Pro­usta tak moc­no. Nie osą­dzaj­cie swo­ich uczniów za to, że nie lubią (jesz­cze) tego same­go co wy. Mie­li­ście parę ład­nych lat na ukształ­to­wa­nie swo­ich pre­fe­ren­cji, a oni jesz­cze nie.

Wra­ca­jąc do kwe­stii kre­atyw­no­ści, kry­ty­ka “nie powin­ni­ście uczyć ludzi sekwen­cji, a tyl­ko pod­sta­wo­wych ele­men­tów” jest tyl­ko czę­ścio­wo praw­dzi­wa. Powin­ni­ście uczyć popraw­ne­go uży­cia pod­sta­wo­wych ele­men­tów w kon­tek­ście sekwen­cji. Nie moż­na powie­dzieć ucznio­wi “masz tu krok i pivot, a teraz baw się nimi”. To jak powie­dzieć przy­szłe­mu pia­ni­ście “Oto for­te­pian, spójrz na ten sze­reg lśnią­cych kla­wi­szy! A teraz graj sobie”. Albo — trzy­ma­jąc się mojej wcze­śniej­szej meta­fo­ry — to jak powie­dzieć nowe­mu ucznio­wi fran­cu­skie­go: “Oto słow­nik. Teraz napisz wiersz, ale dobry”.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Lechosław Hojnacki

Bielszczanin. Szereg lat temu zobaczył ocho i gancho i ? nieuleczalnie zachorował na tango. Dziś jest też współorganizatorem jednej z milong w Bielsku-Białej i TJ-em. Prowadzi witrynę etaniec.org

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X