Dla mnie tango po prostu się zdarza – wywiad ze Slavą Ivanovem

Ja jednak wolałabym pamiętać.

(Slava śmiejąc się i sprowadzając nas nieco na ziemię) No ja mam trochę takich momentów, o których bardzo chciałbym zapomnieć, ale nie mogę.

No tak, oczywiście są i takie momenty!

Osobiście uwielbiam to co kiedyś powiedział Carlos Gavitto: tango nie jest o krokach, tango jest o tym co pomiędzy, tango jest o ciszy i o pamiętaniu.

Miałem kiedyś ciekawą rozmowę ze znajomymi na temat tego, czy jesteśmy naprawdę w stanie oddzielić to co dzieje się podczas tańca, od tego co dzieje się już po zejściu z parkietu. Osobiście myślę, że on lub ona mogą udawać, że tak naprawdę nic się nie wydarzyło, ale jeśli naprawdę tam było coś, jeśli naprawdę wydarzyło się tango… to już z nimi zostanie.

Kiedy człowiek pozwoli sobie zupełnie zapomnieć, zupełnie się oddać i popłynąć.

Tak, dla mnie to są te najpiękniejsze chwile, coś co mógłbym nazwać medytacją w tangu. Kiedy tak naprawdę nic nie robisz tylko tańczysz. Dla mnie jest ogromna różnica między robieniem czegoś, robieniem kroków, robieniem figur, a tańczeniem. Bo czym tak naprawdę jest taniec?

O matko to w sumie gorsze pytanie niż czym jest tango!

Zdecydowanie, ale też myślę, że każdy człowiek powinien znaleźć swoją własną, osobistą odpowiedź na to pytanie. Co my tak naprawdę robimy, tu i teraz.

Czytałem i słyszałem wiele różnych definicji tanga, że jest to forma eskejpizmu, sublimacji, że jest to tani sposób na znalezienie partnera.

Akurat to ostatnie już słyszałam w odniesieniu do każdego innego tańca w parze, i nie przesadzajmy z tą taniością.

Tak, ale tango w pewnym sensie jest do tego stworzone. To pierwszy taniec, w którym objęcie było najważniejszym elementem. Oczywiście pierwszym tańcem w parze był walc, ale w nim tego rodzaju objęcie nie istnieje. Tango za to od początku było o objęciu i połączeniu w parze. Możemy oczywiście udawać, że tak nie jest, że jesteśmy tu tylko po to, żeby nauczyć się kroków. Ale ostatecznie nie można oszukać samego siebie. Przynajmniej nie na dłuższą metę. Dlatego właśnie ludzie, którzy kiedykolwiek doświadczyli tej magii, ludzie którzy naprawdę rozumieją tango, nawet jeśli próbują od niego odejść, wcześniej czy później wracają.

Oczywiście przyjemność z tanga można czerpać na bardzo różnych poziomach. Są ludzie, dla których samą przyjemnością będzie zdobycie nowych umiejętności, możliwość opanowania ciekawych, skomplikowanych figur. Osoby zapracowane, spędzające często długie godziny przy biurku, będą czerpać radość z samego ruchu i spędzenia czasu razem. Rzadko się zdarza aby ktoś, kto dopiero wchodzi w ten świat, przychodził właśnie dla tego objęcia. Na początku wszyscy chcą jak najszybciej opanować gancha, bolea… im więcej figur tym lepiej. Jednak im dłużej zostają tym mniej te wszystkie figury okazują się potrzebne. We wschodnich sztukach walki istnieje koncepcja „Mistrza jednego ciosu”, dla mnie w tangu mogło by istnieć coś takiego jak „mistrz jednego kroku”.

Na warsztatach zwracałeś bardzo dużą uwagę właśnie na kontakt, uciekając wręcz świadomie od takich pojęć jak prowadzenie i podążanie na rzecz dialogu i „rozmowy”. Bardzo mi się spodobała twoja „definicja”, że tango jest tańczeniem wzajemnych błędów [tango is dancing mistakes of each otchers]. A jednak, nie tylko na zajęciach, ale o zgrozo na milongach, zdarza się widzieć dyskusje, a wręcz kłótnie w parze: przecież miałaś iść tutaj, a ty miałeś poprowadzić to czy tamto.

Tak, i tu wracamy do wcześniejszego pytania: czym jest taniec? Co to znaczy tańczyć? Czy chcemy zrobić coś konkretnego, czy chcemy po prostu zatańczyć? Czy jesteśmy tu i teraz, czy wybiegamy już gdzieś dalej? Ja lubię koncepcję „zachowania twarzy”, nawet jeśli coś się stało, nieprzewidzianego dla którejś ze stron. Jeśli tańczę z partnerką i coś poszło „nie tak” to dla mnie jest jasne, że to jej wina!!! (tu Slava oczywiście wybuchnął śmiechem, wręcz mi podyktował, „Pamiętaj, tu Slava śmieje się głośno, bardzo głośno”.) Ale tak naprawdę to prosta koncepcja zakładająca, że jeśli coś poszło „nie tak” udajemy, że tak właśnie miało być. Tu nawet nie chodzi o jakieś szczególnie spirytualistyczne doznanie, to są często banalne i codzienne sytuacje: jakaś para może nam zajść drogę, ktoś będzie przechodził zbyt blisko parkietu czy wiele innych tym podobnych sytuacji, które na pewno każdy z nas zna. Musimy być przygotowani na pewną „elastyczność”, musimy być gotowi na zmianę naszej koncepcji, nawet w ostatniej chwili.

Trochę jak w życiu, czasem pewne sytuacje potrafią nas zaskoczyć, niezależnie od tego jak dobrze ułożyliśmy sobie plan.

Hmmm… w sumie nie myślałem o tym z tej perspektywy. Bardzo mi się podoba jak brzmi taka koncepcja, aby żyć tak jak się tańczy, ale…

Ale to nie zawsze działa?

Hmm… raczej po prostu nie myślałem z tej perspektywy. Jest taka książka Murakamiego „Tańcz, tańcz, tańcz”, jeden z ostatnich fragmentów mówi, że jeśli chcesz być najlepszy, jeśli chcesz coś osiągnąć w życiu, musisz tańczyć ale to była zupełnie inna koncepcja tańca.

[Slavie chodziło o końcowy fragment książki: „Musisz tańczyć. Kiedy usłyszysz muzykę, musisz tańczyć. Rozumiesz co mówię? Tańczyć. Ciągle tańczyć. Nie wolno ci się zastanawiać po co tańczysz. Nie wolno ci myśleć co to znaczy. Jeśli zaczniesz o tym myśleć, zatrzymasz się w tańcu. A kiedy się zatrzymasz nie będę mógł już nic dla ciebie zrobić.”]

Ja raczej myślałam o tym co powiedział, zdaje się, Barysznikow, Zatańcz dla mnie przez minutę a powiem ci kim jesteś. Nie masz czasem takiego poczucia, że tańcząc z kimś jesteś w stanie powiedzieć o tej osobie dużo więcej niż po kilku rozmowach?

Tak, to prawda, czasem wystarczy stanąć z kimś w objęciu i już samo to mówi więcej niż tysiąc słów. Michail Kazinik, wielki entuzjasta i promotor muzyki klasycznej, który również często prowadzi wykłady i warsztaty na temat muzyki i muzykalności, powiedział kiedyś, że dla niego istnieją trzy sposoby komunikacji. Pierwszy to komunikacja werbalna, przy użyciu słów. Druga to poezja, gdzie nadal używamy słów ale w inny sposób. Każde ze słów ma tu swoje własne znaczenie, ale łącząc je w szczególny sposób nadajemy im często zupełnie inny, niepowtarzalny sens. A jako trzeci sposób wymienia muzykę. Muzyka działa podobnie jak poprzednie sposoby, ale dziesięć razy silniej i bez żadnych słów. Wydaje mi się, że to co robimy w tańcu, to nadajemy tej muzyce dodatkową dynamikę, układamy do niej swego rodzaju słowa, tworząc niepowtarzalny dialog. Jakakolwiek werbalna komunikacja jest zbędna a jedno objęcie może naprawdę zastąpić tysiąc słów.

Wróćmy na chwilę do nauczania, wiem, że to może dość banalne pytanie ale chciałam się dowiedzieć, co dla ciebie w nauczaniu jest najpiękniejsze, a co stanowi największe wyzwanie?

Najpiękniejsze jest to kiedy widzisz, że ludzie podzielają twoje pasje i twoje idee, i że to im w jakiś sposób pomaga. Na przykład, nie tak dawno temu, miałem lekcję prywatną z jedną dziewczyną, po tej lekcji wróciłem do domu i pomyślałem sobie, że naprawdę kocham to co robię. Wiesz dlaczego? Ta lekcja, nie po raz pierwszy zresztą, dała mi poczucie, że mogłem komuś pomóc. Komuś, kto akurat jest w dość trudnej życiowej sytuacji. Nie zrozum mnie źle, to była zwykła, powiedzmy standardowa, lekcja. Nie było za dużo o technice, ale też nie tańczyliśmy cały czas. Nie było w tym absolutnie nic romantycznego czy emocjonalnego. Nie rozmawialiśmy o jej życiowych problemach. Ale na koniec widziałem, że jej spojrzenie, jej oczy, zupełnie się zmieniły. To była lekcja o tangu i to tango jej jakoś pomogło. Chociaż do teraz nie wiem jak. I to są właśnie najpiękniejsze i najcenniejsze momenty, kiedy widzisz, że to co robisz pomaga ludziom.

Jeśli chodzi o to co jest największym wyzwaniem… hmmm… nie mam takiej jednej rzeczy. Wyzwania w nauczaniu są raczej natury technicznej: jak zaplanować lekcje, jak sprawić żeby grupa słuchała. Ale to są rzeczy, które często zależą też od danej grupy.

To są, powiedzmy wyzwania, każdego nauczyciela.

Dokładnie i raczej nie nazwałbym tego wyzwaniem, to są jakieś drobne trudności, ale ostatecznie kto powiedział, ze życie ma być łatwe! Najważniejsze to kochać to co się robi.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Maria Kownacka

Z wykształcenia historyczka, z zawodu graficzka, tańczy odkąd pamięta. Kiedy nie tańczy, nie oddycha. Redaktorka Tango Nuestro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X