Dla mnie tango po prostu się zdarza — wywiad ze Slavą Ivanovem

Sla­va (Via­che­slav) Iva­nov uczy tan­ga od 2003 roku, był orga­ni­za­to­rem i redak­to­rem naczel­nym pierw­szej w Rosji tan­go-gaze­ty „El May­ak”, autor arty­ku­łów o tan­gu w języ­kach rosyj­skim i angiel­skim. Razem ze swo­ją part­ner­ką, wspa­nia­łą Olgą Leono­wą pro­wa­dzą szko­łę tan­ga od 2005 roku (teraz miesz­ka­ją i uczą tan­ga w Sło­we­nii: Tan­go­Pro­fun­do).

Ponad­to regu­lar­nie pro­wa­dzą lek­cje tan­ga w Trie­ste (Wło­chy) i warsz­ta­ty w takich kra­jach jak: Ser­bia, Chor­wa­cja, Niem­cy, Pol­ska, Esto­nia, Łotwa, Litwa, Ukra­ina, Bia­ło­ruś, Bośnia, Tur­cja.
O sty­lu Via­che­sla­va mówią: „tan­go inte­li­gent­ne”, „tan­go głę­bo­kie” i to praw­dą. Dużo uwa­gi zwra­ca na szcze­gó­ły i uczu­cia jak part­ne­ra, tak i part­ner­ki, na to „Jak tań­czyć”, a nie „Co tań­czyć”, bo wła­śnie to jest naj­waż­niej­sze w nauce tan­ga. Po nagra­niach z pod­su­mo­wań zajęć Sła­wy i Olgi moż­na stwo­rzyć całą ency­kło­pe­dię tan­ga!

Sla­vę pozna­łam oso­bi­ście przy oka­zji warsz­ta­tów, któ­re pro­wa­dził na zapro­sze­nie Mary­ny Roma­niuk, któ­rej z tego miej­sca bar­dzo dzię­ku­ję za zgo­dę i moż­li­wość prze­pro­wa­dze­nia tego wywia­du 🙂

Jak to się sta­ło, że absol­went Moskiew­skie­go Insty­tu­tu Elek­tro­ni­ki i Mate­ma­ty­ki został nauczy­cie­lem tan­ga?

(śmiech, śmie­chu będzie dużo pod­czas tego wywia­du) Zanim zaczą­łem uczyć to musia­łem jesz­cze zacząć tań­czyć. Samo tań­cze­nie to były trzy lata. Zaczą­łem w 2000 roku. I napraw­dę nie jest mi łatwo wyja­śnić jak i dla­cze­go. Nigdy wcze­śniej nic nie tań­czy­łem.

Tan­go to było two­je pierw­sze zetknię­cie z tań­cem i z par­kie­tem?

Tak! Naj­zwy­czaj­niej, któ­re­goś wio­sen­ne­go poran­ka obu­dzi­łem się i zda­łem sobie spra­wę z dwóch rze­czy: że muszę tań­czyć i że to będzie tan­go… i że o żad­nej z tych rze­czy nic nie wiem!

Czy­li impuls chwi­li?

Tak!

I co było dalej? Posze­dłeś na pierw­sze zaję­cia?

Zaczą­łem szu­kać w Inter­ne­cie i z począt­ku nie zna­la­złem abso­lut­nie nic! Po paru tygo­dniach poszu­ka­łem raz jesz­cze i zna­la­złem jedy­ną szko­łę, któ­ra aku­rat w Moskwie pro­wa­dzi­ła zaję­cia. Począt­ko­wo posta­no­wi­łem tyl­ko pójść i popa­trzeć. Zoba­czyć o co w ogó­le w tym wszyst­kim cho­dzi. Tak tra­fi­łem na pierw­sze zaję­cia i bar­dzo mi się spodo­ba­ło to co zoba­czy­łem.

Od razu mi powie­dzie­li, że tu nie ma na co patrzeć, tego trze­ba spró­bo­wać! A że, jak to czę­sto bywa, bra­ko­wa­ło męż­czyzn, to od razu mnie wcią­gnę­li na zaję­cia. To była bar­dzo mała gru­pa, ale już raczej śred­nio zaawan­so­wa­na. Oczy­wi­ście powie­dzie­li, że mam się nie mar­twić, i że oni mi pomo­gą nad­ro­bić zale­gło­ści. Mówiąc szcze­rze, całe zaję­cia pró­bo­wa­łem zro­zu­mieć, co ja tu w ogó­le robię, prze­cież nic z tego nie rozu­miem?!

Co waż­ne, dwa lata wcze­śniej zaczy­na­łem nową pra­cę, pra­co­wa­łem 24/7, czę­sto do póź­nej nocy. To był też jeden z głów­nych powo­dów, dla któ­rych zaczą­łem szu­kać cze­goś nowe­go. To była dobra pra­ca, na począt­ku bar­dzo inte­re­su­ją­ca, ale rów­nież bar­dzo męczą­ca i wyma­ga­ją­ca duże­go zaan­ga­żo­wa­nia. Z cza­sem entu­zjazm i zaan­ga­żo­wa­nie już nie­co opa­dły i zda­łem sobie spra­wę, że cze­goś mi bra­ku­je, że coś mnie omi­ja, i że muszę spró­bo­wać cze­goś nowe­go. I w tym waśnie momen­cie tra­fi­łem na tą pierw­szą lek­cję.

Powie­dzia­no mi, że zaję­cia odby­wa­ją się dwa razy w tygo­dniu. Ja na to, że to zde­cy­do­wa­nie za dużo i może na razie zacznij­my od jed­nych zajęć tygo­dnio­wo, tak na począ­tek, i zobacz­my jak się to roz­wi­nie.

Rzwi­nę­ło się?

(śmiech) Tak! Dwa tygo­dnie póź­niej cho­dzi­łem już na wszyst­kie moż­li­we zaję­cia i prak­ty­ki jakie mogłem zna­leźć!

A pamię­tasz swo­ją pierw­szą milon­gę?

(tu zno­wu sal­wa śmie­chu) Abso­lut­nie! Cho­ciaż mam ten­den­cje do zapo­mi­na­nia wie­lu rze­czy, myślę, że tego nie zapo­mnę nigdy. W tam­tym cza­sie nie mia­łem w zwy­cza­ju wycho­dzić wie­czo­ra­mi na mia­sto. Nie mia­łem wie­lu zna­jo­mych, a z tymi nie­licz­ny­mi spo­ty­ka­li­śmy się zwy­kle w domach, taka rosyj­ska tra­dy­cja. I pew­ne­go dnia posze­dłem do kawiar­ni, zamó­wi­łem her­ba­tę i patrzy­łem jak ludzie tań­czą tan­go… to były tyl­ko 3–4 pary, ale dla mnie to była czy­sta magia.

Tyl­ko 3–4 pary? Bar­dzo kame­ral­na milon­ga.

Tak, ale weź pod uwa­gę, że tan­go w Moskwie zaczę­ło się jakoś w 1999, ja zaczą­łem tań­czyć i cho­dzić na milon­gi w 2000. To była bar­dzo mała spo­łecz­ność, może ze trzy­dzie­ści par i wszyst­kie z jed­nej szko­ły.

Czy­li wszy­scy się dobrze zna­li?

Tak, i mówiąc szcze­rze, mnie urze­kła nie tyl­ko sama magia tań­ca, ale nagle i zupeł­nie nie­spo­dzie­wa­nie zyska­łem dużą gru­pę przy­ja­ciół i zna­jo­mych. Tylu wspa­nia­łych, róż­no­rod­nych i cie­ka­wych ludzi. Spę­dza­li­śmy razem każ­dą wol­ną chwi­le, na zaję­ciach, prak­ty­kach, milon­gach czy wspól­nych wyjaz­dach. Dopó­ki nie poja­wi­ła się dru­ga szko­ła. Wia­do­mo, że ten moment musiał nastać wcze­śniej czy póź­niej, taka już jest kolej rze­czy. Nie­ste­ty od tej „sepa­ra­cji” zaczę­ły się hmmm… powiedz­my „woj­ny” i dys­ku­sje, i nic już nie było takie jak na począt­ku. Ale to były pięk­ne cza­sy.

Wiesz ile teraz jest szkół tan­ga w Moskwie?

Jakieś dzie­sięć lat temu pró­bo­wa­łem je poli­czyć, dosze­dłem do dwu­dzie­stu i się pod­da­łem (śmiech). Teraz nawet bym nie pró­bo­wał.

To jak to było z tym two­im ucze­niem?

To w sumie dość zabaw­na histo­ria. W tam­tym cza­sie byłem „dziec­kiem milon­gi”, tań­czy­łem nie­co ponad trzy lata i czu­łem się jak ryba w wodzie. Pro­sto z pra­cy bie­głem na zaję­cia lub od razu na milon­gę, potem zwy­kle prze­sia­dy­wa­łem do póź­na ze zna­jo­my­mi w barach i kawiar­niach. Czę­sto wra­ca­łem do domu tyl­ko na kil­ka godzin lub lecia­łem pro­sto do pra­cy i oczy­wi­ście spa­łem przy biur­ku. Ale przy tym wszyst­kim byłem nie­sa­mo­wi­cie szczę­śli­wy! W sumie nie bra­ko­wa­ło mi nicze­go, może poza odro­bi­ną snu (śmiech). Chcia­łem po pro­stu tań­czyć i nic inne­go nie mia­ło zna­cze­nia.

I pew­ne­go dnia, moja przy­ja­ciół­ka Mila, z któ­rą w tam­tym cza­sie tań­czy­łem, i myślę, że jak na ogól­ne stan­dar­dy byli­śmy cał­kiem nie­źli, przy­cho­dzi i mówi: Sla­va, tan­ce­rze tacy jak my muszą się na coś zde­cy­do­wać. Czy chcą wystę­po­wać czy uczyć. Onie­mia­łem, że co? Uczyć? Wystę­po­wać? Ja byłem szczę­śli­wy i chcia­łem po pro­stu tań­czyć!

Ale Mila naci­ska­ła i w koń­cu się zgo­dzi­łem. Przy­ja­ciel pomógł nam zor­ga­ni­zo­wać jakaś małą salę, zro­bi­li­śmy ulot­ki i przy­szedł czas na pierw­sze zaję­cia. Do teraz to pamię­tam. Był luty, nie­sa­mo­wi­cie zim­no, i… przy­szła jed­na dziew­czy­na. A wyna­ję­ta przez nas sala była zamknię­ta na czte­ry spu­sty, bo wła­ści­ciel­ka chy­ba kom­plet­nie o nas zapo­mnia­ła!

Czy­li wasza dwój­ka i jed­na uczen­ni­ca spo­tka­li­ście się na moskiew­skiej uli­cy w środ­ku zimy?

(Sla­va roz­ba­wio­ny i nie­co roz­ma­rzo­ny tym wspo­mnie­niem) Tak! Ale lek­cja i tak się odby­ła… na kory­ta­rzu innej szko­ły! Taki był nasz począ­tek.

Teraz macie oczy­wi­ście duża więk­szą szko­łę?

Wła­ści­wie teraz nie mamy szko­ły jako takiej. Ale jesz­cze w moskiew­skich cza­sach nasza szko­ła cał­kiem się roz­ro­sła. Nie byli­śmy naj­więk­si, ale pro­wa­dzi­li­śmy czte­ry gru­py na róż­nych pozio­mach, każ­da mia­ła zaję­cia dwa razy w tygo­dniu plus week­en­do­we warsz­ta­ty, w sumie było tego 11–12 zajęć tygo­dnio­wo. Nie byli­śmy naj­więk­si, ponie­waż byli­śmy jedy­ną parą nauczy­cie­li w szko­le. Więk­sze szko­ły mia­ły po pro­stu wię­cej nauczy­cie­li. Ja mam nie­co inną filo­zo­fię ucze­nia. W ostat­nich latach zaczę­li­śmy włą­czać w naucza­nie naszych uczniów. Ale to byli nasi ucznio­wie, pary któ­re sami wykształ­ci­li­śmy, któ­re podzie­la­ły nasz sys­tem ucze­nia, naszą meto­dy­kę i nasz sys­tem war­to­ści.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Maria Kownacka

Z wykształcenia historyczka, z zawodu graficzka, tańczy odkąd pamięta. Kiedy nie tańczy, nie oddycha. Redaktorka Tango Nuestro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X