Nic na siłę – rozmowa z Piotrem Kostrzębskim o tangu i fizjoterapii

Niesamowite, że od takiego złego oddechu zaczyna się często zły taniec.

Ale tak najczęściej jest. Jeśli spojrzysz na profesjonalnych tancerzy tanga, które jak już wspomnieliśmy, jest zwykle spokojnym, harmonijnym tańcem, oni często wykonują bardzo dynamiczne figury czy przejścia. Aby ta dynamika zagrała, nie siłowo, żeby nie było tego wrażenia przestawiania się po parkiecie, to właśnie musi zagrać oddech.

Często, się też mówi, że to właśnie oddech inicjuje ruch, szczególnie dla nas, dla partnerek, jest taką jasną informacją, że coś się wydarzy.

Dokładnie tak! Ale to o czym mówisz, wyczuwanie, to jeszcze szerszy temat. Ja tu w ogóle widzę kolejny problem, u polskich tancerzy, a nawet generalnie europejskich: kontakt cielesny. Argentyńczycy mają barierę intymną bardzo blisko, my mamy statystycznie dwadzieścia centymetrów. Czyli jeżeli ty się do mnie zbliżysz i będziesz w odległości mniejszej niż te dwadzieścia centymetrów, to się automatycznie napinamy. To jest naturalne w tej szerokości geograficznej. Z kolei ta bliskość i kontakt są w tym tańcu potrzebne i tu się rodzi trochę problem, szczególnie dla początkujących tancerzy. A o tym się już dużo rzadziej mówi.

No to faktycznie temat na kolejną dużą rozmowę, ale wróćmy na chwilę do samego tańca i kontuzji. Jesteś też fizjoterapeutą na maratonach tanga…

Tak, teraz będzie trzeci maraton w którym biorę udział.

No właśnie, a coś wyróżnia takich maratonowych pacjentów? Bo to najczęściej chyba są szybkie interwencje?

Powiem tak, na pierwszym maratonie, rok temu w Warszawie, przychodzili zazwyczaj z tym co ich bolało. Najczęściej były to kobiety i bolące stopy czy łydki, albo przeciążone kręgosłupy i chcieli, żeby ich rozmasować. Na drugim, teraz w sierpniu, też w Warszawie, przychodzili na przykład ci, którzy byli na poprzednim maratonie tylko już z jakimiś swoimi problemami. Na przykład mówili wiesz co bark mnie boli, a ja się pytam, ale teraz cię boli? Nie no, tak generalnie, od paru miesięcy. (śmiech)

Natomiast poza takimi przypadkami to po prostu przeciążenia. W końcu tańczycie trzy dni, więc to normalne, że ciało daje o sobie znać.

To wróćmy może już na koniec do tych stóp. Wiadomo, są ważne i u partnerów i u partnerek ale my jeszcze dodatkowo tańczymy na obcasach, często wysokich, to chyba nie jest specjalnie zdrowe z punktu widzenia fizjoterapeuty?

To jest jedyna rzecz w tangu argentyńskim która jest patologizowana. To znaczy, postawa partnera czy partnerki – prawidłowa, ruch – prawidłowy, ale pozycja stopy w tańcu u partnerki jest do kitu, bo to już nawet nie o te obcasy chodzi, ale o sam sposób ruchu. Partnerki w tangu dokręcają stopę do środka czyli mocno obciążają pierwszy staw palucha. To jest jedyna rzecz, która fizjologicznie, nie powinna się nigdy zdarzyć. Najczęściej tancerki mają tam bolesny modzel no i to też prosta droga do haluksów. Ja tu zawsze pytam, chcesz tańczyć dalej czy kończysz taniec? Miałem kiedyś taką tancerkę, która przyszła i mówi, że tak lubi tańczyć ale tak już ją ten paluch boli, że nie daje rady. I pyta czy pójść na operację. Z racji tego, ze znam metody operacji haluksów w Polsce, wiem, że najczęściej, nie zawsze ale najczęściej, polega to na usztywnieniu tego stawu. Dlatego zaproponowałem, że jeśli chce dalej tańczyć, to może spróbujmy najpierw rehabilitacji, jeśli się nie uda to trudno, będzie trzeba operować. Skończyło się na tym, że po dwu i pół miesięcznej rehabilitacji mogła tańczyć bez bólu, ale niestety po roku problem wrócił. Poddała się operacji, prywatnie, gdzie właśnie nie usztywnili tego stawu i tańczy ale na dużo niższym obcasie. Lekarz powiedział jasno, że jeśli chce tańczyć dalej, z takim dokręceniem stopy i na tak wysokim obcasie, to może się to dla niej bardzo źle skończyć.

To dość przykra wiadomość, bo przyznasz, że wygląda to pięknie.

Wygląda prześlicznie! Niestety jest zupełnie niezgodne z naszą anatomią. Dla jasności, ja nie chce zmieniać mechaniki czy stylu danego tańca. Taniec generalnie, prowadzony w formie rekreacyjnej, pomaga. Jeśli jednak ktoś tańczy dziesięć, piętnaście godzin tygodniowo a tacy się zdarzą to już jest problem. Zawodowy, wyczynowy sport, nie zależnie od dyscypliny, niestety szkodzi i odbija się w jakiś sposób na organizmie. Wiadomo, na pokaz, dla zrobienia show, czasem trzeba.

Ale jak nie trzeba to nic na siłę?

Dokładnie, nic na siłę.

 

 

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X