Nic na siłę – rozmowa z Piotrem Kostrzębskim o tangu i fizjoterapii

I mówimy tu o takim zwykłym skręceniu? Takim, które często zdarza się przy nierównych chodnikach czy wysokich krawężnikach?

Tak dokładnie! Prowadzono bardzo różne badania ale wszystkie podają rezultaty całkowitego wyleczenia po okresie około 300 dni, co nie oznacza, że nie wolno tego stawu obciążać – wręcz przeciwnie. Tkanka miękka, narząd ruchu uwaga – GOI SIĘ W RUCHU, DLATEGO TAK SIĘ NAZYWA (śmiech).

Ale przecież kostki potrafimy sobie skręcić dość często, czasem już po paru dniach nawet nie pamiętamy, że taka sytuacja miała miejsce!

No właśnie według tych samych badań, najczęściej nawracające zwichnięcia i kontuzje stawów skokowych wynikają z… nie zaleczenia kontuzji po zwichnięciu stawów skokowych. Czyli skręciłem sobie kostkę, nie byłem na rehabilitacji, idę znowu tańczyć, biegać, skakać i po jakimś czasie sytuacja się powtarza. Jest, też taka zależność: tam gdzie jest ból tam nie ma czucia, bo czuję tylko ból. Często ból mija a czucie nie wraca. Na przykład pacjent po operacji kolana, gdzie ból już minął a on nadal utyka.

Jego mózg jeszcze nie przyjął tej zmiany to wiadomości?

I sam często nie przyjmie, to jest właśnie ta nasza ergonomia i lenistwo – naszego organizmu. Dla niego ten sposób chodzenia to najmniejszy wydatek energetyczny. Ale za jakiś czas, od tego złego chodzenia pojawi mi się ból biodra, barku czy kręgosłupa. I koło się zamyka. U tancerzy jest to szczególnie widoczne. Miałem kiedyś pacjenta, też tancerz tanga, który bardzo poważnie skręcił sobie staw skokowy. Ostatecznie udało mi się go uratować przed gipsem ale do jakiegokolwiek tańca zaczął wracać dopiero po czterech miesiącach, i wiesz z czym miał największy problem? Z rozpoczęciem ruchu, z pierwszym krokiem! Szedł do przodu, do tyłu czy do boku ale zupełnie tego nie kontrolował, mówił, że tak naprawdę to partnerka go trzyma. Tak nagle, od jednego zwichnięcia stracił kontrolę nad własnym ciałem. Chociaż z zewnątrz wszystko wyglądało nieźle to jednak jemu bardzo przeszkadzało. Tylko to był tancerz, który miał bardzo dobre poczucie własnego ciała. Przyszedł do mnie kiedyś, prawie ze łzami w oczach i się pyta, czy on to kiedyś odtworzy, czy kiedyś nad tym znowu zapanuje. Ja mówię, że jak najbardziej, ale to nie jest praca na siłowni, to jest praca w funkcji. On musiał jak najszybciej wprawić swoje ciało a szczególnie, w tym wypadku kostkę, w jego ruch funkcjonalny, a dla nie niego ruch funkcjonalny to był ruch taneczny.

Tak, żeby jego mózg przyjął do wiadomości, ze już jest wszystko w porządku i że może tej kostce zaufać?

Tak, dokładnie tak.

A co radzisz najczęściej? Wiem, że każdy przypadek jest inny, ale sam powiedziałeś, że są pewne najczęściej powtarzające się schematy: staw skokowy, kolana…

No i kręgosłup. Sztywny kręgosłup, wypięty tyłek, brak ruchomości w miednicy, to są zdecydowanie najczęstsze przypadki.

Czyli tańczymy sztywno?

Tak, na sztywności przeciążamy wszystko. Z kolei jak ktoś jest za wiotki to też nie dobrze. To trochę tak zgodnie z zasadą ,,wszystko albo nic”. Wykonam za wszelką cenę ten ruch 🙂

Co więc swoim pacjentom radzisz najczęściej?

Oj nie da się tego tak usystematyzować i uogólnić. Ja mówię najczęściej, że jeżeli tylko mogą i nie ma konkretnych przeciwwskazań to ćwiczenia z elementami jogi. One przede wszystkim uruchamiają korpus i dają różnorodność ruchu. Nie powinno być tak, że dzisiaj ćwiczymy tylko mięśnie brzucha a jutro nogi. Nie, nie. My musimy ćwiczyć już dziś wszystko – ale to też zbyt duże uogólnienie ale na potrzeby naszej rozmowy staram się to trochę tak przedstawić. No i to czego 99% wszystkich tancerzy, nawet instruktorów, nie robi: rozciąganie i uelastycznianie. Czyli uelastycznienie tego co wzmocniłem. Ja to często widzę u bardzo zaawansowanych tancerzy czy instruktorów: sztywne, przeciążone, zmęczone stopy czy kolana, kręgosłuup. I jak to ma się potem dobrze ustabilizować? To znaczy, zawodowy tancerz sobie z tym poradzi. Kostkę przechyli trochę w prawo czy w lewo, ustabilizuje się kolanem i zatańczy. Problemem w tym, że za jakiś czas to wyjdzie. Teraz w ogóle pojawił się taki nowy trend jak rolowanie. Ja z racji tego, że też pracuję powięziowo,, nauczam na różnych szkoleniach ale…

Nie przemawia to do ciebie?

Wręcz przeciwnie – jak najbardziej przemawia. Problem leży gdzie indziej. Wszyscy wybierają rolkę zamiast rozciągania. Czyli myślą, że jak się porolują to już nie muszą robić rozciągania.

A to jest dodatek?

Dokładnie. Tkanka, ta powięziowa, która otacza nasze mięśnie, a najnowsze badania mówią nawet, że je przenika, to jest w ogóle temat na całą inna rozmowę, ma dwie zasadnicze właściwości jest elastyczna i plastyczna. Jeśli ja coś uelastyczniam, czyli rozciągam, to wpływam tylko na jedną komponentę czyli elastyczność właśnie. Ale nie wpływam na plastyczność, po to jest potrzebna właśnie rolka. Czyli rolka zawsze po treningu, czy po tańcu plus rozciąganie. Mam rzeszę pacjentów, biegaczy szczególnie, którzy rolują się na potęgę a mają niesamowicie sztywną powięzi bo się nie rozciągają. I co z tego, że się porolują jak zakres ruchu, który zwiększa właśnie rozciąganie, jest bardzo słaby. Prawda i dobry kierunek leży jak zwykle po środku..

Na samych zajęciach, nie tylko z tanga, z tym rozciąganiem jest problem. Rozgrzewka zwykle jakaś jest na początku, ale to rozciąganie po…

Jest słabe.

Fajnie, jeśli w ogóle jakieś jest, ale najczęściej słyszymy: brawo, byliście świetni a teraz do domu. I zanim człowiek do tego domu dojedzie to już stracił ten najlepszy moment kiedy mięśnie były rozgrzane.

Dokładnie tak, i to jest duży problem. Także ja bym polecał w pierwszej kolejności na to właśnie zwracać uwagę. Wiadomo, każdy przypadek jest inny, ale to jest najbardziej uniwersalna rada. No i oczywiście ćwiczenia mięśni głębokich, czyli mięśnie brzucha, miednicy i przepona czyli oddech. Jeśli robimy jakiekolwiek ćwiczenie na nisko ustawionej przeponie, czyli na wdechu, no to niestety wiele rzeczy nie wyjdzie.

Wydaje mi się, że na oddech zwraca się już coraz większą uwagę. Na to, że ruch ma iść z wydechem, ma być w stosunku do niego harmonijny. Te koncepcje powtarzają się na jodze, w sztukach walki, w tańcu…

Tak, o tym się mówi coraz więcej, tylko znowu…

Nie zawsze się to praktykuje?

No właśnie. Chociaż to znowu temat na zupełnie inną rozmowę. Jest coś takiego jak przepona, ale mało ludzi wie, że de facto mamy trzy przepony. Przeponę górnego otworu klatki piersiowej, tuż nad obojczykiem. Przeponę oddechową, o której myślimy, że tylko ona istnieje, i przeponę dna miednicy. Wszystkie trzy ściśle ze sobą współpracują. I teraz, jeśli mam ramiona wysunięte do przodu, robię tak zwanego „żółwika” no to górna przepona jest niewydolna. A dolna przepona, którą zwykle oddychamy jest najczęściej na wdechu. Jesteśmy w stanie zrobić bardzo mocny wdech ale krótki wydech. Automatycznie mechanika mojej klatki piersiowej nie działa tak jak powinna. Idąc dalej, jeśli ta główna przepona jest na wdechu, jest ustawiona nisko, wszystko to co pod przeponą czyli nasze narządy wewnętrzne, są spychane pod wpływem ciśnienia w dół i mamy przeciążenie dna miednicy, co przenosi się na kość krzyżową i powoduje bóle w krzyżowym odcinku kręgosłupa. To jeden z takich klasycznych łańcuchów zależności.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Maria Kownacka

Z wykształcenia historyczka, z zawodu graficzka, tańczy odkąd pamięta. Kiedy nie tańczy, nie oddycha. Redaktorka Tango Nuestro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X