Nic na siłę – rozmowa z Piotrem Kostrzębskim o tangu i fizjoterapii

Do Pio­tra tra­fi­łam, a jak­że by ina­czej, z pole­ce­nia. Usły­sza­łam o nim po raz pierw­szy w kon­tek­ście warsz­ta­tów, któ­re pro­wa­dził w Pozna­niu: „Tan­go i fizjo­te­ra­pia”. Jakoś te dwa poję­cia zupeł­nie mi do sie­bie nie paso­wa­ły. No bo jak to jest moż­li­we, że tan­go wyma­ga inter­wen­cji fizjo­te­ra­peu­ty. Mało tego, ktoś się wyspe­cja­li­zo­wał w fizjo­te­ra­pii tan­gu­eros wła­śnie! Ale pomy­śla­łam sobie, że jestem cie­ka­wa i spraw­dzę. Nic mi nie dole­ga­ło, nic nie bola­ło, nie byłam po żad­nej kon­tu­zji, ale że tań­czę lub upra­wiam jakieś spor­ty odkąd tyl­ko pamię­tam to fizjo­te­ra­peu­ci i masa­ży­ści byli zawsze sta­łym ele­men­tem moje­go kra­jo­bra­zu. Byłam przy­zwy­cza­jo­na do takich „cyklicz­nych prze­glą­dów” i pew­nie uchro­ni­ły mnie przed nie­jed­ną kon­tu­zją. Moż­na powie­dzieć, że na pierw­sze spo­tka­nie z Pio­trem poszłam „na pew­nia­ka” ocze­ku­jąc raczej pochwał… na dru­gie szłam już z zupeł­nie innym nasta­wie­niem i myślą, że może dobrze by było pew­nie infor­ma­cje czy ogól­ne idee bar­dziej roz­pro­pa­go­wać.

Jak to się w ogó­le zaczę­ła, że zosta­łeś fizjo­te­ra­peu­tą tan­gu­eros? Pamię­tasz jesz­cze?

Pamię­tam! Zawdzię­czam to Mag­dzie Ska­wiń­skiej i Micha­ło­wi Wój­ci­ko­wi z War­sza­wy. To byli jed­ni z takich pierw­szych moich tań­czą­cych pacjen­tów. Przez nich pozna­wa­łem ich uczniów, póź­niej poja­wi­li się inni. Przy­cho­dzi­li na przy­kład instruk­to­rzy czy tan­ce­rze, któ­rzy nie mie­li pro­ble­mów bólo­wych ale mie­li trud­no­ści z wyko­na­niem jakiejś tech­ni­ki czy figu­ry. Pyta­li czy ja, jako fizjo­te­ra­peu­ta, jestem w sta­nie coś im odblo­ko­wać i jakoś pomóc. To mnie zmu­si­ło do lep­sze­go pozna­nia mecha­ni­ki tego tań­ca. Wie­dzia­łem co to jest dyso­cja­cja ale jak ją zasto­so­wać w tań­cu lub co to zna­czy „bycia w pod­ło­dze” było śred­nio jasne. Musia­łem wie­le rze­czy spraw­dzić na sobie, doczy­tać, poszu­kać infor­ma­cji i tak to trwa do dziś.

A kie­dy to było?

Oj, z osiem lat temu.

To już masz kawał tan­go­wej histo­rii, ale sam nie tań­czysz?

Jesz­cze nie (śmiech)! To zna­czy tań­czy­łem daw­no temu, ama­tor­sko, mię­dzy inny­mi taniec towa­rzy­ski, więc rozu­miem o co w tań­cu cho­dzi. Nawet na wła­snym wese­lu jako pierw­szy taniec zatań­czy­li­śmy tan­go.

Argen­tyń­skie?

(śmiech) No nie, to euro­pej­skie, tur­nie­jo­we. Ale do tan­ga argen­tyń­skie­go mam szcze­gól­ny sen­ty­ment jako muzyk. Jestem, co praw­da już nie gra­ją­cym, akor­de­oni­stą i tan­go to był zawsze ten gatu­nek muzy­ki, któ­re­go mój pro­fe­sor nie musiał popra­wiać. Przy innych gatun­kach zawsze tłu­ma­czył jak trzy­mać rytm, jaki jest cha­rak­ter dane­go sty­lu, jaka jest jego spe­cy­fi­ka a w tan­gu nie, tan­go po pro­stu czu­łem.

Wróć­my do tej fizjo­te­ra­pii, z czym naj­czę­ściej do cie­bie przy­cho­dzą tan­ce­rze?

Przede wszyst­kim pro­ble­my z kola­na­mi, bóle krę­go­słu­pa, zwich­nię­cia sta­wów sko­ko­wych…

I to wszyst­ko od tań­cze­nia tan­ga?

Tak!

No muszę przy­znać, że to było dla mnie spo­re zasko­cze­nie kie­dy się dowie­dzia­łam o ist­nie­niu fizjo­te­ra­peu­ty, któ­ry zaj­mu­je się tan­ce­rza­mi tan­ga. Rozu­miem, że fizjo­te­ra­pia i taniec ale do tej pory myśla­łam w kate­go­riach tań­ca spor­to­we­go, towa­rzy­ski, balet tam gdzie są napraw­dę duże prze­cią­że­nia. Ale tan­go? Prze­cież w takim codzien­nym wyko­na­niu to raczej spo­koj­ny taniec gdzie się przede wszyst­kim cho­dzi!

O tym wła­śnie pro­wa­dzi­łem ostat­nie warsz­ta­ty w Pozna­niu „Tan­go w sto­pach”. Gdzie poka­zy­wa­łem, wyda­wa­ło się, pro­ste ćwi­cze­nia a co się oka­zy­wa­ło, że nawet oso­by, któ­re dobrze czu­ją swo­je cia­ło, któ­re dobrze tań­czą, mia­ły wie­le pro­ble­mów z ich wyko­na­niem. Tan­go jest dla mnie takim tań­cem, uży­wa­jąc mojej ter­mi­no­lo­gii, neu­ro­fi­zjo­lo­gicz­nym.

Czy­li?

Czy­li wyma­ga dobrej koor­dy­na­cji neu­ro­mię­śnio­wej. Mię­sień musi się odpo­wied­nio napiąć i na to napię­cie reagu­je mózg i cen­tral­ny układ ner­wo­wy, ale jeśli mię­sień jest źle napię­ty już w pozy­cji „zero” czy­li w sta­nie spo­czyn­ku, to sama ini­cja­cja ruchu będzie zła.

Skąd się poja­wia­ją w takim tań­cu „cho­dzo­nym” poważ­ne kon­tu­zje? Bo cały czas, w Pol­sce, funk­cjo­nu­je takie prze­świad­cze­nie, że do wszyst­kie­go moż­na dojść samy­mi ćwi­cze­nia­mi. Oka­zu­je się, że nie. Jeże­li, przyj­mij­my na ska­li nume­rycz­nej od 1 do 10, mam zakres ruchu od 1 do 3, to mój mózg, mię­śnie i tkan­ka łącz­na wie­dzą jak roz­dy­spo­no­wać tym napię­ciem w tej wła­śnie ska­li. Jeśli jed­nak taniec będzie wyma­gał ska­li od 1 do 6, czy­li o trzy punk­ty wyżej, to nie ozna­cza, że moje cia­ło samo się nauczy jak doło­żyć te bra­ku­ją­ce trzy punk­ty. Albo ina­czej, ono nauczy się jak to zro­bić, ale zawsze kosz­tem cze­goś. Czy­li naj­czę­ściej rekom­pen­su­jąc napię­cie innych struk­tur. I tu powsta­ją tak zwa­ne prze­cią­że­nia.

Natu­ra jako taka nie zna takie­go poję­cia. Sar­na jak bie­gnie, nigdy nie prze­cią­ża sobie jed­ne­go kopy­ta, a tyl­ko czło­wiek potra­fi sobie prze­cią­żyć jed­no kola­no. Jeśli ta sama sar­na to kopy­to skrę­ci, to nie wsa­dzi go sobie w gips. My jako ludzie de fac­to zaprze­cza­my pra­wom natu­ry. O tym mówią oste­opa­ci, tera­peu­ci manu­al­ni, rol­fe­rzy, czy­li ludzie, któ­rzy pra­cu­ją z ludz­kim cia­łem. Nasze zarzą­dza­nie ener­gią też idzie w sprzecz­no­ści z natu­rą, mał­pa, jeśli zje bana­na sia­da i tra­wi go przez godzi­nę czy dwie, czło­wiek kie­dy zje ciast­ko, leci od razu na siłow­nie. Dla­cze­go? Bo z jed­nej stro­ny czę­sto bra­ku­je nam ruchu, z dru­giej jeste­śmy bom­bar­do­wa­ni infor­ma­cja­mi i medial­ny­mi prze­ka­za­mi, że prze­cież jak zjesz jed­no ciast­ko to przy­ty­jesz tyle i tyle. Dla­te­go poja­wia­ją się prze­cią­że­nia, bo czło­wiek sta­ra się iść tro­chę w opo­zy­cji do tego co natu­ra dała. A pomyśl sobie o tan­gu, prze­cież to jest taniec bar­dzo „leni­wy – a czy my potra­fi­my aktyw­nie wypo­czy­wać?

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Maria Kownacka

Z wykształcenia historyczka, z zawodu graficzka, tańczy odkąd pamięta. Kiedy nie tańczy, nie oddycha. Redaktorka Tango Nuestro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X