Tango to cały pakiet – rozmowa z Joanną Gabryszewską

Ja bym chyba nie chciała tańczyć tylko ze starymi Argentyńczykami.

Ale oni cudownie tańczą? (wiele tangowych wywiadów przeprowadziłam, ale z taką czułością jeszcze się nie spotkałam?).

Naprawdę?! (nie mogłam tej czułości ogarnąć rozumem)

Naprawdę? (Odpłynęłam. Ona nie kłamie. Naprawdę tak czuje i tego chce!) Zawsze są świetnie ubrani: biała koszula, marynarka? Zresztą już po ubraniu można wnioskować, jaka będzie jakość tańca.

To ciekawe. U nas na pewno nie.

U starszego pokolenia cały czas aktualne jest powiedzenie, że na milongę trzeba iść ubranym lepiej niż na mszę. Więc oni elegancko się ubierają, obejmują kobietę, tańczą Z NIĄ i tańczą DLA NIEJ. Oczywiście są Argentyńczycy, którzy tańczą gorzej. Ale ci, co umieją tańczyć tango, dają kobiecie tak obłędną przyjemność? I poczucie, że jest jedyna na świecie, najpiękniejsza, nie ma żadnej innej! SPA, masaż, kosmetyczka – są wtedy niepotrzebne.

3

O matko!

Oni czasami niewiele robią, i to jest cudowne. A czasami robią bardzo dużo? Pewnego razu znajomi zabrali mnie na milongę, która znajdowała się w dystrykcie Buenos Aires, ale już poza granicami capital federal: Circulo Trovador. Jej adres znajdziesz w gazetkach tangowych, które są wykładane na milongach. Część osób mówiła mi nawet, żebym tam nie jechała, bo może być niebezpiecznie. W odczuciu wielu Argentyńczyków po kryzysie poziom agresji w Argentynie bardzo wzrósł.

Jak wszędzie.

Kiedyś mówiło się w Buenos Aires, że jak złodziej kogoś okradał, najpierw zabierał portfel, ale potem pytał, w której dzielnicy mieszka okradany i zostawiał mu tyle pieniędzy, żeby wystarczyło na powrót taksówką do domu. A teraz najpierw zabija, a później zabiera portfel. Wcześniej żyli w pewnej stabilizacji politycznej i względnym dobrobycie. Teraz od jakiegoś czasu sytuacja ekonomiczna jest tam dość niestabilna. Choć chyba bardziej w ich wyobraźni, niż w rzeczywistości. Chodziłam po Buenos Aires o różnych porach i nie czułam się bardziej zagrożona niż na warszawskiej Pradze.

Pojechałaś na tamtą milongę i…?

Ponieważ jechałam ze znajomym, który w tamtej okolicy mieszkał, powiedziano mi, że z taką rejestracją mogę spokojnie jechać. Takiej ilości fantastycznie tańczących kobiet i mężczyzn, jak na tamtej milondze, do tej pory jeszcze nie widziałam. Poza grupką Niemek, które ktoś przywiózł, nie było prawie turystów. Byli miejscowi milongueros z tej okolicy, a także część przyjezdnych z Buenos Aires. Patrzenie na parkiet, gdzie przed moimi oczyma pary przesuwały się w harmonii, jedna za drugą, bez wpadania na innych?

 Nie tańcząc w polską rozgwiazdę

Nie tylko w polską. Jest także francuska, niemiecka. To jest w ogóle międzynarodowy problem związany z tym, że w Europie tak popularne stało się nuevo. Więc często wybierasz ekspresję i masz w nosie, że prowadząc lub robiąc boleo, właśnie kopniesz kogoś za sobą. A tam widok spokojnie przesuwających się jedna za drugą par był naprawdę niezwykły.

Mnie się wydaje, że żeby być sprawnym w tangu, trzeba mieć sprawne ciało. Technika, stopa tak a nie inaczej, oś. A starsi ludzie jednak chyba nie zawsze nadążają za własnym ciałem ze świadomością?

W nuevo trzeba mieć bardzo sprawne ciało, ale jeżeli ktoś tańczy od czterdziestu lat, to ma tango w każdym mięśniu. Nie musi myśleć nad krokiem, jak co zrobić. On to ma wytańczone, wdrukowane w ciało. Ma w nogach setki tysięcy kilometrów kroków, więc wie, ile czasu potrzebuje dać partnerce, żeby ona dokręciła swoje ocho. Tańczy z muzyką i do muzyki. Oni są osłuchani z tangową muzyką od wczesnego dzieciństwa. Urodzili się w czasach, kiedy tango było popularne (przed zastojem w latach 60.-70. ubiegłego wieku), było zjawiskiem społecznym. Kiedy cały stadion piłkarski wynajmowany był na milongę. Te milongi gromadziły w jednym miejscu kilka tysięcy osób. To były lata 40. Pełno było miejsc do tańczenia tanga. Środowiska najbardziej zamożne miały orkiestry, które grały dla nich na żywo. Środowiska robotnicze tańczyły do muzyki z radia, ze specjalnymi kanałami transmitującymi tanga.

2

Jeździsz na polskie imprezy? Maratony, festiwale?

Nie zawsze mogę. Czasem chcę zostać w domu i pomieszkać. Pójść do kina, przeczytać książkę, obejrzeć film. Zmienił się poza tym styl tańczenia. Trochę mi szkoda tego tanga tańczonego na początku: nieporadnego, niespektakularnego, ale tańczonego dla partnerki, dla partnera. Jakiś czas temu przyjechał do Polski mój znajomy z zagranicy i powiedział: ?Wiesz? Oni bardzo dobrze tańczą. Tylko tak jakoś bardzo się męczą??. Miał na myśli, że tancerze nie czerpią z tego przyjemności, tylko tańczą, jakby mieli do wykonania jakieś zadanie.

Coś w tym jest.

Zagubiła się radość tańczenia, górę wzięła technika: żeby tak idealnie, doskonale tańczyć. Oczywiście każdy może w tangu szukać czegoś innego i może akurat nuevo czy idealna technika daje mu radość i szczęście. Ale nieraz tańczy mi się z kimś genialnie, dostaję to ?coś?, a potem jak widzę tę osobę na parkiecie, wcale nie wygląda idealnie. A zdarza się, że partner pięknie wygląda na parkiecie i ma świetną technikę, ale taniec z nim przypomina taniec z otwartą lodówką. Coś takiego zdarzyło mi się kiedyś w Paryżu.

Technika? Moim zdaniem wiąże się ze świadomością ciała, czuciem możliwości i ograniczeń. Ale i z jakością partnera. Jak jest ?mój?, kiedy stanowimy tangową jedność, to przestaję myśleć, czy moja stopa ładnie się prezentuje. Nie ma to wtedy znaczenia. Jak partner nie jest ?mój? ? to sobie trenuję różne rzeczy. A on nawet o tym nie wie? Twoim zdaniem Polacy dobrze tańczą?

Bardzo, bardzo pilnie się uczą. Czasem gdy rozmawiam z mężczyznami, wychodzi na to, że są przekonani, że partnerki oczekują od nich, aby je zaskakiwali niesamowitymi figurami, żeby robili ciągle coś nowego. A wiele kobiet mówi, że chciałoby, aby partner je przyjemnie objął, chodził do muzyki, żeby nie szarpał, nie przestawiał, nie popychał. Oczywiście fajnie, jak zrobi coś, co ją zaskoczy, ale to nie jest najważniejsze. Tak więc obserwuję różnice pomiędzy tym, co mężczyźni myślą, że powinni oferować kobiecie w tangu, a tym, czego one naprawdę chcą.

Nie lubię zaskoczenia podczas volcady, kiedy okazuje się, że partner nie ma pojęcia, jak powinien ją zrobić i nie wie, że nadwyręża mi w ten sposób kręgosłup. Z kim najbardziej lubisz tańczyć?

Och, jest wiele takich osób. Nie mogę tu wszystkich wymieniać. Wspomnę więc tylko Rubena, Jacka Mazurkiewicza i oczywiście Sergia, mojego partnera.

Jacek też bardzo lubi z Tobą tańczyć (tu sobie troszkę o Jacku poplotkowałyśmy hihi). Co do Sergia ? zgaduję, że połączyło Was tango.

Poznaliśmy się na warszawskim maratonie El Fuego. On przyjechał, bo namówili go znajomi, a mnie miało w ogóle nie być, bo się nie zdążyłam zapisać.

W związku z tym muszę Ci zadać kolejne pytanie, bo myślę, że odpowiedź zainteresuje wiele dziewczyn: po czym zorientowałaś się na tym maratonie, że zaiskrzyło?

Najpierw nam się fajnie tańczyło, a potem zaczęliśmy rozmawiać?

Ale fajnie się tańczy i rozmawia z wieloma, a nie iskrzy? Więc jak się zorientować??

Rozmawialiśmy, minęło czterdzieści minut, a my dalej rozmawialiśmy i wydawało mi się, że minęła dopiero chwila. To była niedziela wieczór, ostatni dzień maratonu. Zorientowałam się, że zaraz muszę wracać do domu, bo następnego dnia od rana praca? Dobiegała północ, a znajomy, który mieszkał niedaleko mnie i zaoferował się, że mnie odwiezie, właśnie wracał do domu. Przed moim wyjściem wymieniliśmy się z Sergio adresami mejlowymi i potem przez 2 miesiące codziennie do siebie pisaliśmy. I ciągle mieliśmy o czym. I to nie było towarzyskie ?bla, bla bla?? Po dwóch miesiącach spotkaliśmy się ponownie w ?realu?, na maratonie we Wrocławiu. I tak już zostało…

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

12 myśli na temat “Tango to cały pakiet – rozmowa z Joanną Gabryszewską

  • 3 sierpnia 2017 o 08:50
    Permalink

    Czytam z zainteresowaniem teksty o tangu. Nie jest tego za dużo. Trzeba poszperać w sieci żeby coś znaleźć. Piszącymi są najczęściej osoby, które znam, przynajmniej z widzenia. Niekiedy śmieszą mnie próby szukania w tangu już nie drugiego a trzeciego dna. Dla jednego „prominenta” tangowego – tango to droga, dla drugiego – lustro, dla kolejnej – to cały pakiet. A ja szukam takich co stwierdzą, że tango to…tango. A tak na marginesie aktywności „Tango nuestro”. Pierwszy tekst na 1 stronie ma tytuł „Ponowne narodziny”. Należałoby go zmienić na „Ponowna śmierć”.

    Odpowiedz
    • 26 marca 2018 o 16:15
      Permalink

      Ciekawy kometarz … choć jakoś zupełnie nie czuję się ani tangową, anie żadną inną „prominentką”….. A tango… jak to tango, znaczy różne rzeczy dla różnych osób: dla kogoś będzie drogą, dla kogoś, tym co się po prostu dzieje, zaś dla kogoś innego lustrem lub może całym pakietem możliwości. Dla jeszcze kogoś miłą rozrywką, sposobem spędzenia wolnego czasu, a dla kogoś następnego lekcją życia, sposobem na lepsze poznanie siebie… a jeszcze dla kogoś, po prostu tangiem… I także na tym polega jego piękno, podobnie jak i innych form wyrażania siebie i/lub spędzania czasu, jak np. muzyka, która dla kogoś będzie brzdąkaniem, a nawet stratą czasu, dla kogoś innego metafizycznym przeżyciem, dla kogoś następnego miłym doznaniem, a dla kolejnego całym światem :).

      pozdrawiam serdecznie
      Joanna

      Odpowiedz
      • 13 kwietnia 2018 o 11:15
        Permalink

        Szanowna Pani Joanno,
        Jeśli nie uważa się Pani za „tangową prominentkę”, świadczy to tylko o Pani skromności. Zaliczając Panią do tej wymyślonej przeze mnie kategorii, absolutnie bez cienia pejoratywnego podtekstu, kierowałem się tym, że 1) jest Pani znakomitą tanguerą, 2) Pani częstym partnerem była, a może i jest, tak ciekawa osobowość w świecie tanga, jak Ruben. A poza tym zgadzam się z Pani spokojną i rzeczową argumentacją, tonując swój wyrażony wcześniej sąd.
        Życzę jak najwięcej radości w tangu i pozdrawiam.

        Odpowiedz
  • 29 maja 2016 o 20:51
    Permalink

    Asiu , piękny wywiad,w odtatnich latach brakowało nam Ciebie na milongach Warszawy i poza też. Ukłony od „Upper meadle ages from Sweden”

    Ps Smieszne było jak nie chciałaś „dać” bisu z Rubenem, wiele lat temu, wiele lat temu ….bo on stary i serce…, a ja dwa lata starszy i serce i … tango nas dalej „napędza” i pozwala tylko na ” ucieczkę od metryki”…i niedostatków dzisiejszego świata…

    Odpowiedz
  • 16 marca 2016 o 17:15
    Permalink

    Wciąż uczę się co to jest tango .Czy moim obowiązkiem jest podążać, czy mogę mieć marzenie, że partner zada sobie trud zeby zrozumieć i zechce wspolbrzmiec razem ze mną . Myślę, że tango jest jak rozmowa.W mig wyczujesz czy ktoś chce ciebie wysłuchać czy najważniejsze jest to co on SAM ma do powiedzenia. To oczywiście działa w obydwie strony.Chcemy coś wyrzucić z siebie , czasem nachalnie , wbrew woli słuchając ego.Czy zdarza się Wam doświadczać tego w tańcu?Uczmy się słuchać zatem..Sobie też to powtarzam a jakże!

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 17:45
    Permalink

    W wypowiedzi jak w tangu, widać człowieka . La classe.

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 13:29
    Permalink

    Oj tak, jestem tuż po Buenos i zgadzam się z każdym słowem …

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 10:45
    Permalink

    wspaniały wywiad (w obu kierunkach); wspaniały, bo genialny anie piękny nie oddaje tego; może PRAWDZIWY, piękny i genialny (choć tu ie o intelekt, a o wrażliwość mi chodzi). GRATULACJE!

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 01:08
    Permalink

    To niezwykłe, że każda rozmowa niby jest o tym samym, a jednak jest tak inna…

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 00:27
    Permalink

    To niezwykłe, jak można trafić w sedno. Ciągle, gdzieś, trwają rozważania na temat czym jest tango, jak to się dzieje, że tak wciąga jak narkotyk. To ciekawe co mówi Joanna, bardzo ciekawe bo prawdziwe.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X