Tango to cały pakiet – rozmowa z Joanną Gabryszewską

Znam Joasię z warszawskich milong niemal od początku mojego tanga. Sympatyczna, skromna, zawsze z miłym słowem. Do rozmowy z nią zachęcił mnie Jacek Mazurkiewicz (wywiad z nim i Tereską przeczytasz TU). Pomyślałam: Z Joasią! Przecież mało kto ją zna. I zaraz sama sobie dodałam: zna ją pierwsze i drugie pokolenie tanga w Polsce, czas oświecić kolejne! Niesamowite we wszystkich rozmowach jest to, że każda jest inna. Rozmawiamy oczywiście o początkach (każdy ma jakieś, ale też każdy czuje nieporadność przeplataną pewnością, wzloty i zwątpienia?), za to deser ma zawsze inny smak. W tej rozmowie jest najwięcej nazwisk, można pary obejrzeć na YouTube. I jest coś jeszcze. Po raz pierwszy poczułam klimat dawnego Buenos Aires, kiedy tango dopiero powstawało, kiedy tańczono candombe, canyenge, tango apilado? Kiedy kobietę uwodzono piropos?

Pamiętasz początki tanga w Polsce? Nie tego przed wojną rzecz jasna.

Znam je z opowieści, bo zaczęłam tańczyć, kiedy tango istniało już w Warszawie od roku, półtora. Ale wcześniej to wczesne tango poznałam jako widz. Znajomi wyciągali mnie kilkakrotnie a to na pokaz, a to na milongę czy lekcję kroku podstawowego, lecz niespecjalnie mnie to wtedy wciągnęło. Miałam swoje flamenco, stwierdziłam więc, że niepotrzebna mi jakaś tam gimnastyka, sceniczne pozy i akrobacje czy machanie nogami w powietrzu. Widziałam kiedyś Paulinę na lekcji i pokazie (Policzkiewicz, teraz także Woźniak, wywiad z nią znajdziesz TU), ale wtedy jeszcze nie byłam częścią tego świata.

Co się stało, że zaczęłaś być?

Hmmm? Chciałam pożyczyć książkę od koleżanki, która tak jak ja tańczyła flamenco, ale tańczyła także tango i była w nim mocno zakochana.

Tańczy nadal?

Nie, w pewnym momencie zniknęła. Nawet nie pamiętam, dlaczego: praca czy rodzina? Ale wtedy miała mieć dla mnie obiecaną książkę. Obu było nam po drodze spotkać się niedaleko Grobu Nieznanego Żołnierza, gdzie wtedy odbywały się milongi na świeżym powietrzu. Przyjechałam wcześniej, jej jeszcze nie było. Czekając, usiadłam na murku i patrzyłam. I zaczęła tańczyć pewna para. Nie wiem, co się z nimi teraz dzieje – nie byli parą w życiu, tylko często razem tańczyli. Wszystkie inne pary robiły jakieś figury: sacady, kanapki…

…cuda na kiju?

Właśnie 🙂 A oni po prostu tańczyli ze sobą tak, jakby świat wokół nie istniał, jakby otaczała ich mydlana bańka. Gdyby nagle spadła ulewa, nawet by tego nie zauważyli i tańczyliby dalej. Byli tylko oni, muzyka i to coś pomiędzy nimi… Miałam wrażenie, że biło od nich światło. Gdy tylko przestali tańczyć, podbiegłam i zapytałam, gdzie można się tego nauczyć i TAK tańczyć. Takim miejscem był wówczas Teatr Nowy na Puławskiej, a animatorami tamtej milongi byli Agnieszka Herbich i Tomek Potocki.

Pojawiali się tam wszyscy ci, co dzisiaj stanowią najstarszą gwardię.

Prawie wszyscy. Zaczęłam chodzić na milongi. Koleżanki, które znałam z flamenco, a które były już uznanymi tanguerami, prosiły swoich tangowych partnerów, żeby zatańczyli ze mną parę tang. Wtedy jeszcze nie funkcjonowały tandy i tańczyło się ciurkiem do wszystkiego, łącznie z kujawiakiem. W ten sposób się uczyłam. Nie chodziłam na lekcje, bo nie miałam partnera. Mogłam za to patrzeć, jak dziewczyny się poruszają, jak stawiają nogi, a potem pytałam, jak to robią. Uczyłam się patrząc, jak tańczą inni i tańcząc z ? jak na tamte czasy ? zaawansowanymi partnerami.

Nie miałaś partnera, a jednak nie przeszkodziło Ci to wspiąć się na tangowe wyżyny. Dzisiaj dziewczyny też narzekają, że nie mają partnerów. Ty sobie jakoś poradziłaś.

Bardzo chciałam. Tylko błagam, jakie tam tangowe wyżyny… Wtedy, na dzisiejszym Placu Piłsudskiego, trafił we mnie piorun i zakochałam się w tangu na zabój.

Z wzajemnością, a z tym różnie bywa. Po jakim czasie poczułaś, że umiesz tańczyć tango?

Uuuchch? Takich momentów było kilka, ale za każdym razem byłam szybko sprowadzana na ziemię, kiedy trafiałam po takim momencie na lepiej tańczącego partnera. Myślę, że każdy miewa malutkie przełomy. Kiedy zaczyna wychodzić ocho? Kiedy płynnie wchodzi w obrót? Robi gancho? pierwszą sacadę? Jeszcze trzy miesiące temu nie robiłam, a teraz już tak, więc wydaje mi się, że już umiem dobrze tańczyć.

Ze mną też tak było.

A potem jednak się okazuje, że jeszcze dużo przede mną. We flamenco jest gitara, śpiew, rytm, który mnie prowadzi, ale tańczę ja sama. To ja decyduję, kiedy podniosę rękę. Interpretuję muzykę tak, jak ją czuję. W tangu musiałam nauczyć się słuchać partnera. Kiedy muzyka mnie zainspirowała, czasem chciałam zrobić jakiś krok. Jednak partner miał zupełnie inne plany. I ten moment, w którym załapałam, o co chodzi w słuchaniu partnera? w poddaniu się prowadzeniu? To był moment przełomowy. Przeżyłam olśnienie i można powiedzieć, że wtedy zaczęłam tańczyć. Potem oczywiście było mnóstwo sinusoid, które się nie kończą.

Długo to trwa. Czasem wiecznie.

Im więcej się umie, tym bardziej się odkrywa, że jeszcze czegoś można się nauczyć. Kiedy już się wydaje, że umiem, okazuje się, że za każdymi drzwiami są kolejne i to ode mnie zależy, czy będę chciała je dalej otwierać, czy zostanę w tym pokoju, w którym właśnie jestem. Miguel Zotto powiedział, że tango pokazuje cię takim, jakim jesteś. Patrząc na twoje tango i ciebie w tangu, jest w stanie powiedzieć, jak traktujesz innych, jaki masz charakter.

Coś w tym jest, chociaż mój pierwszy tangowy partner w tangu był świetny, a charakter miał taki, że zainspirował mnie do stworzenia postaci mordercy w mojej powieści. Na pewno tango jest wyzwaniem dla związku.

Tango jest katalizatorem. Pobudzi to, co zostało zapomniane. Dawne emocje, namiętności odżyją. Ale też może być katalizatorem negatywnych emocji, które gdzieś w parze buzują. Jeśli są schowane pod dywan, w tangu wypłyną na powierzchnię i nie wiadomo, czy para da sobie z tym radę, czy nie. To nie jest wina tanga. To jest taniec bardzo emocjonalny, który ofiaruje coś niezwykle intymnego i to może być dla par trudny sprawdzian. Sam proces uczenia się może być gehenną, a może umocnić związek. W historii tanga są takie pary, które pięknie razem się zestarzały: Cachafaz i Carmencita Calderon, Pepito i Suzuki Avellaneda, Los Filipini. Są też pary, które nie przetrwały próby czasu i się rozpadły, takie jak Milena Plebs i Miguel Zotto, Javier Rodriguez i Geraldina Rojas.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

12 myśli na temat “Tango to cały pakiet – rozmowa z Joanną Gabryszewską

  • 3 sierpnia 2017 o 08:50
    Permalink

    Czytam z zainteresowaniem teksty o tangu. Nie jest tego za dużo. Trzeba poszperać w sieci żeby coś znaleźć. Piszącymi są najczęściej osoby, które znam, przynajmniej z widzenia. Niekiedy śmieszą mnie próby szukania w tangu już nie drugiego a trzeciego dna. Dla jednego „prominenta” tangowego – tango to droga, dla drugiego – lustro, dla kolejnej – to cały pakiet. A ja szukam takich co stwierdzą, że tango to…tango. A tak na marginesie aktywności „Tango nuestro”. Pierwszy tekst na 1 stronie ma tytuł „Ponowne narodziny”. Należałoby go zmienić na „Ponowna śmierć”.

    Odpowiedz
    • 26 marca 2018 o 16:15
      Permalink

      Ciekawy kometarz … choć jakoś zupełnie nie czuję się ani tangową, anie żadną inną „prominentką”….. A tango… jak to tango, znaczy różne rzeczy dla różnych osób: dla kogoś będzie drogą, dla kogoś, tym co się po prostu dzieje, zaś dla kogoś innego lustrem lub może całym pakietem możliwości. Dla jeszcze kogoś miłą rozrywką, sposobem spędzenia wolnego czasu, a dla kogoś następnego lekcją życia, sposobem na lepsze poznanie siebie… a jeszcze dla kogoś, po prostu tangiem… I także na tym polega jego piękno, podobnie jak i innych form wyrażania siebie i/lub spędzania czasu, jak np. muzyka, która dla kogoś będzie brzdąkaniem, a nawet stratą czasu, dla kogoś innego metafizycznym przeżyciem, dla kogoś następnego miłym doznaniem, a dla kolejnego całym światem :).

      pozdrawiam serdecznie
      Joanna

      Odpowiedz
      • 13 kwietnia 2018 o 11:15
        Permalink

        Szanowna Pani Joanno,
        Jeśli nie uważa się Pani za „tangową prominentkę”, świadczy to tylko o Pani skromności. Zaliczając Panią do tej wymyślonej przeze mnie kategorii, absolutnie bez cienia pejoratywnego podtekstu, kierowałem się tym, że 1) jest Pani znakomitą tanguerą, 2) Pani częstym partnerem była, a może i jest, tak ciekawa osobowość w świecie tanga, jak Ruben. A poza tym zgadzam się z Pani spokojną i rzeczową argumentacją, tonując swój wyrażony wcześniej sąd.
        Życzę jak najwięcej radości w tangu i pozdrawiam.

        Odpowiedz
  • 29 maja 2016 o 20:51
    Permalink

    Asiu , piękny wywiad,w odtatnich latach brakowało nam Ciebie na milongach Warszawy i poza też. Ukłony od „Upper meadle ages from Sweden”

    Ps Smieszne było jak nie chciałaś „dać” bisu z Rubenem, wiele lat temu, wiele lat temu ….bo on stary i serce…, a ja dwa lata starszy i serce i … tango nas dalej „napędza” i pozwala tylko na ” ucieczkę od metryki”…i niedostatków dzisiejszego świata…

    Odpowiedz
  • 16 marca 2016 o 17:15
    Permalink

    Wciąż uczę się co to jest tango .Czy moim obowiązkiem jest podążać, czy mogę mieć marzenie, że partner zada sobie trud zeby zrozumieć i zechce wspolbrzmiec razem ze mną . Myślę, że tango jest jak rozmowa.W mig wyczujesz czy ktoś chce ciebie wysłuchać czy najważniejsze jest to co on SAM ma do powiedzenia. To oczywiście działa w obydwie strony.Chcemy coś wyrzucić z siebie , czasem nachalnie , wbrew woli słuchając ego.Czy zdarza się Wam doświadczać tego w tańcu?Uczmy się słuchać zatem..Sobie też to powtarzam a jakże!

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 17:45
    Permalink

    W wypowiedzi jak w tangu, widać człowieka . La classe.

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 13:29
    Permalink

    Oj tak, jestem tuż po Buenos i zgadzam się z każdym słowem …

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 10:45
    Permalink

    wspaniały wywiad (w obu kierunkach); wspaniały, bo genialny anie piękny nie oddaje tego; może PRAWDZIWY, piękny i genialny (choć tu ie o intelekt, a o wrażliwość mi chodzi). GRATULACJE!

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 01:08
    Permalink

    To niezwykłe, że każda rozmowa niby jest o tym samym, a jednak jest tak inna…

    Odpowiedz
  • 15 marca 2016 o 00:27
    Permalink

    To niezwykłe, jak można trafić w sedno. Ciągle, gdzieś, trwają rozważania na temat czym jest tango, jak to się dzieje, że tak wciąga jak narkotyk. To ciekawe co mówi Joanna, bardzo ciekawe bo prawdziwe.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X