Kto może uczyć tanga?

10929918_10153653140199988_2666731735861495775_n

Na jed­nej z tan­go­wych grup face­bo­oko­wych wybu­chła zażar­ta dys­ku­sja zaraz po tym jak niko­mu nie­zna­ny „nauczy­ciel tan­ga” zapro­sił na swo­je zaję­cia.

No wła­śnie, czy nauczy­ciel tan­ga może być nie­zna­ny w śro­do­wi­sku? Czy tan­ga moż­na uczyć nie cho­dząc na milon­gi? Czy takie tan­go to jesz­cze tan­go argen­ti­no? Wła­ści­wie to kto może nazwać się nauczy­cie­lem tan­ga? Te i inne pyta­nia skło­ni­ły mnie do zebra­nia róż­nych mode­li nauczy­ciel­skich w jed­nym tek­ście. Zapra­szam do lek­tu­ry.

Prze­chrzty z towa­rzy­skie­go

Jed­nym z naj­czę­ściej dys­ku­to­wa­nych tema­tów w śro­do­wi­sku tan­go­wy (oprócz roz­mów o butach i śli­sko­ści par­kie­tu) jest prze­szłość tanecz­na. Czy oso­ba po przy­go­dzie z tań­cem towa­rzy­skim, a już nie daj Boże jakiś mistrz kla­sy S jest mate­ria­łem do odra­to­wa­nia? Potocz­nie utar­ło się prze­ko­na­nie, że jeśli ktoś wcze­śniej uczył się towa­rzy­skie­go to bar­dzo cięż­ko pozba­wić go poka­zo­wych nawy­ków. Sama mam jed­nak bar­dzo dobre doświad­cze­nia z oso­ba­mi ?po towa­rzy­skim?. Mój pierw­szy nauczy­ciel nale­żał do tej kate­go­rii i muszę przy­znać, że dla mnie — oso­by bez żad­nych nawy­ków i pod­staw tanecz­nych — była to świet­na oka­zja na odpo­wied­nie usta­wie­nie cia­ła, świa­do­me poru­sza­nie się czy naucze­nie cho­dze­nia na obca­sach. Doświad­cze­nie w ucze­niu innych tań­ców też pro­cen­tu­je, Ci nauczy­cie­le po pro­stu wie­dzą jak uczyć. Nie zmie­nia to jed­nak fak­tu, że byłym tancerzom/tancerkom towa­rzy­skie­go może być cię­żej poczuć nie­ry­wa­li­za­cyj­ne­go ducha tan­ga i cie­szyć się tań­cem nawet z oso­ba­mi, któ­re kale­czą tech­ni­kę.

Cicho­ciem­ni

To kate­go­ria nauczy­cie­li, kto­rych lubię naj­mniej. Ofi­cjal­nie nie uczą, ale swo­ich uczniów mają. Nie ogła­sza­ją się. Wręcz ukry­wa­ją. Przy­cho­dzą na milon­gi i łowią. Naj­czę­ściej pro­wa­dzą lek­cje indy­wi­du­al­ne. Moż­na by pomy­śleć, że tacy skrom­ni, nie szu­ka­ją pokla­sku. Moje odczu­cia są jed­nak inne. Mam wra­że­nie, że to lęk przed oce­ną śro­do­wi­ska czy nie­pew­ność swo­ich kom­pe­ten­cji powo­du­ją, że ci nie­wi­dzial­ni nauczy­cie­le nie ujaw­nia­ją się. W razie cze­go moż­na ase­ku­ra­cyj­nie powie­dzieć ?ja nie uczę, sami do mnie przy­szli?.

Pre­kur­so­rzy

To typ naj­czę­ściej spo­ty­ka­ny w małych i mło­dych śro­do­wi­skach tan­go­wych. Nauczy­cie­le z misją. To dzię­ki nim tan­go docie­ra do nowych miejsc. Naj­czę­ściej nie są świet­ny­mi tan­ce­rza­mi, sami się uczą. Ich głów­nym atu­tem jest entu­zjazm i umie­jęt­no­ści orga­ni­za­tor­skie. Oni zara­ża­ją tan­giem, ale nie­ko­niecz­nie potra­fią go dobrze nauczyć. Dobrze kogoś takie­go spo­tkać na swo­jej dro­dze, dobrze też wyczuć moment, w któ­rym jeste­śmy już wystar­cza­ją­co tan­go­wo zain­fe­ko­wa­ni i powin­ni­śmy zna­leźć sobie nauczy­cie­la, o tro­chę więk­szym doświad­cze­niu.

dlon

Przy­by­sze z Buenos

Poja­wia­ją się od cza­su do cza­su. Podróż­ni­cy, emi­gran­ci, rzad­ko zosta­ją na dłu­żej. Cza­sem to Polak czy Polka, któ­ra miesz­ka w Buenos. Cza­sem Argen­tyń­czyk, któ­ry zako­chał się w Pol­sce (lub Polce). Są to raso­wi tan­gu­eros. Nie­ko­niecz­nie mistrzo­wie tech­ni­ki, ale z pew­no­ścią czu­ją­cy ducha tan­ga. Ale czy wystar­czy pomiesz­kać jakiś czas w BA, żeby być nauczy­cie­lem tan­ga?

Mistrzo­wie z Buenos

Nie mylić z Przy­by­sza­mi z Buenos. Mistrzo­wie to kate­go­ria spe­cjal­na. Ido­le. Naj­lep­si z naj­lep­szych. Jeż­dżą po świe­cie, dają poka­zy, pro­wa­dzą warsz­ta­ty, sie­ją spu­sto­sze­nie w port­fe­lach. Wpa­da­ją na kil­ka dni, inspi­ru­ją (dają kopa) i jadą dalej. Są głów­ny­mi moto­ra­mi postę­pu tan­go­we­go.

Zło­te dzie­ci

Tań­czą od co naj­mniej 10 lat. To ?pierw­sze poko­le­nie? tan­go­we, któ­re zała­pa­ło się na począt­ki tan­ga w Pol­sce i razem z nim się roz­wi­ja­ło. Tan­go sta­ło się ich zawo­dem. Nikt nie pod­da­je w wąt­pli­wość pra­wa do korzy­sta­nia przez z nich z tytu­łu ?nauczy­cie­la tan­ga?. Ma się wra­że­nie, że są nimi od zawsze. Mają mnó­stwo uczniów, pro­wa­dzą warsz­ta­ty w wie­lu mia­stach, bywa­ją na festi­wa­lach, orga­ni­zu­ją milon­gi. Są obec­ni i aktyw­ni.

Wra­ca­jąc do pyta­nia z począt­ku — kto powi­nien uczyć tan­ga?

Nie ma żad­nych regu­la­cji, czy cer­ty­fi­ka­tów, któ­re poświad­cza­ją tan­go­we umie­jęt­no­ści instruk­tor­skie. Kie­dy kil­ka lat temu zakła­da­li­śmy Tan­go Nuestro dłu­go zasta­na­wia­li­śmy się kogo przy­jąć do nasze­go kata­lo­gu szkół. Sta­nę­ło na tym, że? przyj­mu­je­my wszyst­kich. Jeśli ktoś uwa­ża się za nauczy­cie­la tan­ga i fak­tycz­nie pro­wa­dzi zaję­cia to nie mamy kry­te­riów, któ­re pozwo­li­ły­by na wery­fi­ka­cję jego/jej kom­pe­ten­cji. Czy dobrze zro­bi­li­śmy?

(fot. Elż­bie­ta Petry­ka)

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Grzegorz Wdowiak

Web developer - tworzy strony i aplikacje internetowe. Wreszcie - pisarz (wciąż) amator. Maniak komputerowy i muzyczny. Do niedawna współtwórca, webmaster i redaktor portalu Tango Nuestro.

18 myśli na temat “Kto może uczyć tanga?

  • 30 września 2015 o 14:33
    Permalink

    Dys­ku­sja z tema­tu„ Kto może uczyć „ucie­kła w dziw­ny spo­sób w jakieś spo­ry w któ­rych nikt nie chce uznać zda­nia innych osób.Bardzo czę­sto teo­rie z Wiki­pe­dii nie odpo­wie­dzą jed­no­znacz­nie na sze­reg pytań a doty­czą­cych tan­ga w szcze­gól­no­ści.
    Sko­ro do tej pory nikt nie okre­ślił jak wyglą­da krok pod­sta­wo­wy w tan­gu to zna­czy ‚że nikt tego nie chce
    okre­ślić dając nam zapa­leń­com dość dużo moż­li­wo­ści inter­pre­ta­cji.
    Może spo­wo­du­ję następ­ną dys­ku­sję ale i tak w kil­ku punk­tach wyra­żę swo­je zda­nie.
    Tan­go może tań­czyć każdy,uczyć może też każdy(to na pod­sta­wie wcze­śniej­szych wypo­wie­dzi)
    każ­dy może uważać,że to co tań­czy to jest tango.Bez wzglę­du czy to w domu czy na milon­dze.
    Jesz­cze jed­no zda­nie na temat nauki i prak­ty­ki tan­ga.
    Od paru lat uczę się ele­men­tów zło­żo­nych któ­re muszę popró­bo­wać na prak­ti­sach i wytań­czyć na milongach.Te trzy ele­men­ty są ze sobą nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ne i pomi­ja­jąc któ­ry­kol­wiek z ele­men­tów
    żad­ne­go roz­wo­ju nie będzie a w następ­stwie tego przy­jem­ność z tań­ca będzie mier­na .

    Odpowiedz
  • 2 kwietnia 2015 o 20:47
    Permalink

    meczu na żywo , od odbio­ru domowego.Na szczę­ście każ­dy ma wybór , ja na pew­no wybra­łam milon­gę i to” coś” cze­go nie zna­la­złam do tej pory nigdzie , cho­ciaż moja dro­ga tan­go­wa jest dopie­ro pół­to­ra­rocz­na i jesz­cze wie­le przede mną.

    Odpowiedz
  • 2 kwietnia 2015 o 20:26
    Permalink

    Zga­dzam się w całej ” roz­cią­gło­ści” i z Paw­łem i z Lechem. Tan­go w domu to tyl­ko taniec ( może i przy­jem­ny), lecz tan­go argen­tyń­skie to milon­ga , gdzie inni obok nas czu­ją to samo, cho­ciaż wyra­żać mogą to w zupeł­nie inny spo­sób .Jeśli się połknie tego bak­cy­la tan­go­we­go , to nie spo­sób się od nie­go uwolnić.Myślę, że wła­śnie wspól­ne prze­ży­wa­nie tego sta­nu cia­ła i ducha z tań­czą­cy­mi obok , nie­po­wta­żal­ność kaź­de­go tań­ca i każ­dej milon­gi skła­da się na to coś nazwa­ne­go duchem milongi.Potrzeba bycia i prze­ży­wa­nia cze­goś w gru­pie to nasz odwiecz­ny ata­wizm, innym jest prze­cież prze­ży­ciem , (nie twier­dzę , że gor­szym) odbiór np.muzyki na kon­cer­cie, czy oglą­da­nie meczu na

    Odpowiedz
  • 28 lutego 2015 o 10:30
    Permalink

    W peł­ni zga­dzam się z Pio­trem. Tan­go żyje i się roz­wi­ja dzię­ki ogrom­nej ilo­ści tan­ce­rzy. Moje umie­jęt­no­ści tan­go­we roz­wi­ja­ły się naj­szyb­ciej kie­dy zaczą­łem tań­czyć z róż­ny­mi part­ner­ka­mi. Enri­que San­tos Discépo­lo nale­ży do dzie­dzic­twa tan­ga i trze­ba się zgo­dzić z tym co pisał, ale tan­go żyje i się roz­wi­ja dzię­ki nowym oso­bo­wo­ściom któ­re cią­gle coś nowe­go do nie­go wno­szą. Nie wyobra­żam sobie aby jaki­kol­wiek gatu­nek sztu­ki roz­wi­jał się gdy­by upra­wia­ła go jed­na lub dwie oso­by. Przy­wo­ły­wa­ny tu przez Pio­tra ?Duch milon­gi? napraw­dę jest czymś ulot­nym trud­nym do uchwy­ce­nia i wytwo­rze­nia. Dla mnie rów­nież bez milong nie ma tan­ga, jest tyl­ko taniec.

    Odpowiedz
  • 31 stycznia 2015 o 12:23
    Permalink

    Punkt widze­nia zale­ży od punk­tu sie­dze­nia 😉 a może raczej od punk­tu tań­cze­nia w tym wypad­ku. Są ludzie, któ­rzy potrze­bu­ją współ­to­wa­rzy­szy, są tacy, któ­rzy mają inne potrze­by. Myślę, że nale­ży sza­no­wać i jed­nych i dru­gich i pozwo­lić im cie­szyć się takim tań­cem jaki kocha­ją. Dla mnie może­my Pio­trze zatań­czyć tan­go na uli­cy o pół­no­cy gdzie niko­go nie będzie i będzie to tan­go, o ile będzie­my to mie­li w ser­cu. Nie­któ­rzy potra­fią dostrzec w kału­ży błę­kit nie­ba, a w oce­anie tyl­ko spie­nio­ne fale, tak więc tyle w tym tema­cie 🙂 pozdra­wiam!

    Odpowiedz
    • 2 listopada 2015 o 23:14
      Permalink

      Nie chcę odbie­rać przy­jem­no­ści z Two­je­go tań­ca, ale trud­no się zgo­dzić z Two­im nasta­wie­niem do łama­nia wszel­kich zasad któ­re dla Tan­gu­eros są fila­ra­mi filo­zo­fii Tan­ga Argen­tyń­sie­go.

      Odpowiedz
  • 30 stycznia 2015 o 18:26
    Permalink

    Pio­trze czy możesz wytłu­ma­czyć co rozu­miesz przez „ducha milon­gi”? Zga­dzam się z Anie­lą, że taniec ma być syno­ni­mem wol­no­ści a nie ogra­ni­czeń. Są spo­tka­nia — owszem, znam je, bo cho­dzi­łam na milon­gi w Pol­sce i Wiel­kiej Bry­ta­nii, więc mam też porów­na­nie róż­nych kul­tur. Praw­da jed­nak jest taka, że tan­go ma cie­szyć ser­ce. A może to czy­nić i na milon­gach i w domu i gdzie­kol­wiek indziej. Jak to powie­dział Al Paci­no „…just tan­go on” 🙂

    Odpowiedz
    • 31 stycznia 2015 o 02:20
      Permalink

      Aniu nie twier­dzi­lem ze samot­ne odtwa­rza­nie ruchów tan­go­wych w domu to nie taniec. To nie jest tan­go argen­tyń­skie.

      Duch milon­gi” jest czymś ulot­nym trud­nym do uchwy­ce­nia i wytwo­rze­nia. Potrze­ba ludzi, prze­strze­ni, muzy­ki, inte­rak­cji żeby go stwo­rzyć — cza­sa­mi wcho­dzisz na milon­ge i czu­jesz jak ener­gia pul­su­je wycią­ga Cie do tań­ca skła­nia na prze­mian do uśmie­chu i zadu­my. A dwa dni póź­niej ta sama sala, ta sama muzy­ka pra­wie Ci sami ludzie i dra­mat. Wła­śnie ta inter­fe­ren­cje mia­łem na myśli.

      Przy­szła mi jesz­cze do gło­wy taka ana­lo­gia:
      Kału­ża jak wszy­scy wie­dza to akwen wod­ny bez więk­sze­go zna­cze­nia stra­te­gicz­ne­go a jak­bym się nie sta­rał Oce­anem to nie jest. 😉

      Odpowiedz
  • 30 stycznia 2015 o 17:49
    Permalink

    Pio­trze, w tym wypad­ku para tań­czą­ca pokaz tan­go argen­ti­no, gdy jest sama na par­kie­cie, rów­nież nie tań­czy tan­go argen­ti­no (?). Uwa­żam, że brak w Two­im stwier­dze­niu poko­ry. Nakła­dasz na taniec wol­no­ści jakim jest tan­go jakieś sztucz­ne i sztyw­ne gra­ni­ce. Wiem czym są milon­gi bo bra­łam udział ale nie uwa­żam, że rezy­gnu­jąc z nich nagle już nie tań­czę tan­ga tyl­ko dla­te­go, że nie mam widow­ni. Z tego co wiem to do tan­ga trze­ba dwoj­ga a nie gru­py.

    Odpowiedz
    • 31 stycznia 2015 o 02:09
      Permalink

      Nie cho­dząc na milon­gi nie tan­czysz tan­ga argen­tyn­skie­go — upra­wiasz tanecz­ny are­obik.
      Ale może róż­ni­ca pole­ga na tym ze Ty postrze­gasz milon­ge z per­spek­ty­wy widow­ni ja gru­py ludzi ener­gii i entro­pii tej gru­py.
      Czy para tań­cząc pokaz tan­ga argen­tyn­skie­go sama na par­kie­cie tań­czy tan­go — tak! Bo jest na par­kie­cie, jest wśród ludzi, dzie­li sie ze wspol­sta­pa­cza­mi swo­ja inter­pre­ta­cja. TBD 😉

      Co ma poko­ra do mojej wypo­wie­dzi nie rozu­miem, wiec nie odpo­wiem. Bo jeśli wła­sną opi­nia to brak poko­ry.…?

      Odpowiedz
      • 31 stycznia 2015 o 11:47
        Permalink

        Pio­trze,
        Myślę że nie jeste­śmy w sta­nie spoj­rzeć w ten sam spo­sób na tan­go argen­tyń­skie bo dla mnie cytu­je: „Kla­sycz­ne tan­go argen­tyń­skie jest tań­cem cha­rak­te­ry­zu­ją­cym się impro­wi­za­cją i bli­sko­ścią part­ne­rów. Liry­ka tang, pisa­na czę­sto w lun­far­do, wyra­ża zazwy­czaj smu­tek lub zawód miło­sny. Jeden z naj­wy­bit­niej­szych poetów tan­ga Enri­que San­tos Discépo­lo nazwał tan­go smut­ną myślą, któ­rą się tań­czy.”, a dla Cie­bie to cały sze­reg zda­rzeń, odczuć, kli­ma­tu, towa­rzy­szą­cych Ci ludzi. Dla Cie­bie ta „ener­gia” nie zamy­ka się w parze, a dla mnie tak. Nie moż­na sobie rościć praw do defi­nio­wa­nia czym jest tan­go, więc niech każ­dy zosta­nie przy swo­im. Ja będę uwa­ża­ła, że tań­czę tan­go, a ty że tan­go tań­czy tyl­ko zamknię­ta gru­pa na milon­dze.
        Pozdra­wiam i życzę otwar­cia na poglą­dy innych tan­ce­rzy.

        Odpowiedz
  • 29 stycznia 2015 o 23:09
    Permalink

    Moje pyta­nie brzmi: dla­cze­go by tań­czyć tan­go argen­ti­no trze­ba cho­dzić na milon­gi? Nie sądzi­cie, że są oso­by, któ­re może chcia­ły­by w zaci­szu swo­je­go domu potań­czyć tan­go ze swo­im mężem czy żoną? Czy to ozna­cza, że dobry­mi tan­ce­rza­mi być nie mogą? Na szczę­ście ja sądzę ina­czej i dzię­ki temu wła­śnie z mężem zaczę­li­śmy przy­go­dę z tym wyjąt­ko­wym tań­cem 😉 Dobre­go tań­co­wa­nia wszyst­kim 😀

    Odpowiedz
    • 30 stycznia 2015 o 17:22
      Permalink

      Anie­lo uwa­żam że oso­ba nie cho­dzą­ca na milon­gi nie tań­czy tan­ga „argen­tyń­skie­go”.
      Bawi­cie się ruchem i chwa­ła wam za to ale tan­go argen­tyń­skie to rów­nież inte­rak­cja z prze­strze­nią, duchem milon­gi i „współ­stą­pa­cza­mi” 🙂
      Bez tego to are­obik

      Odpowiedz
  • 29 stycznia 2015 o 21:12
    Permalink

    Zga­dzam się z pierw­szym komen­ta­rzem. Tań­czę od 23 lat i nie­ustan­nie otwie­ram się na nowe sty­le, któ­rych wcze­śniej nie pró­bo­wa­łam. Dobry nauczy­ciel to taki, któ­ry umie prze­ka­zać nie tyl­ko wie­dzę, ale tak­że zapał i pasję do tań­ca. Uczy­li mnie i tacy z cer­ty­fi­ka­ta­mi i świa­to­wy­mi suk­ce­sa­mi, i samo­ucy, może bez wiel­kich wystę­pów na swo­im kon­cie, ale za to z ogrom­ną cha­ry­zmą. Szcze­rze? Uczeń z rado­ścią cho­dzi na lek­cje do kogoś, kto sam pamię­ta jak uczniem był. Para­fra­zu­jąc zna­ne powie­dze­nie: „nie ety­kiet­ka zdo­bi czło­wie­ka”. Czy to były tan­cerz t. towa­rzy­skie­go, ktoś kto miesz­kał w Buenos, czy gol­den child… jeśli uczeń chce do nie­go wró­cić, wte­dy może czuć się nauczy­cie­lem. Jako cie­ka­wost­kę powiem, że moim naj­lep­szym nauczy­cie­lem bacha­ty, był ama­tor, zna­jo­my, któ­ry zako­chał się w tym tań­cu, sam go szli­fo­wał na kur­sach i z jesz­cze więk­szym zapa­łem ową wie­dzę mi prze­ka­zy­wał. Nauczy­łam się od nie­go wię­cej niż na kur­sie w sza­no­wa­nej szko­le tań­ca z doświad­czo­ny­mi instruk­to­ra­mi. Pozdra­wiam 🙂

    Odpowiedz
  • 29 stycznia 2015 o 20:51
    Permalink

    Tań­czę 3 lata i moim zda­niem naj­waż­niej­sze to zara­zić się tan­giem. A od kogo i co dalej z tym każ­dy zro­bi to , jak zdą­ży­łam zauwa­zyć, spra­wa bar­dzo dowol­na — jak to w tan­gu.

    Odpowiedz
  • 29 stycznia 2015 o 19:46
    Permalink

    Tań­czę tan­go już szó­sty rok.Na szczę­ście tra­fi­łem na bar­dzo dobre­go nauczyciela.Przy
    oka­zji przy­go­dy z tan­giem wyda­je mi się,że nauczy­łem się roz­po­zna­wać tych nauczy­cie­li
    któ­rzy są war­ci uwagi.Mój nauczy­ciel potra­fi też wska­zać kogo war­to posłu­chać i że mogę
    wnio­ski wycią­gać sam.Zgadzam się z auto­rem artykułu,że wła­ści­wie to dobrze jak spo­ty­ka-
    my na swej dro­dze tych któ­rzy nas zara­żą a wraz ze wzro­stem wie­dzy i wraż­li­wo­ści tan­go­wej
    zacznie­my szu­kać tych dobrych i to oni nas popro­wa­dzą.

    Odpowiedz
  • 29 stycznia 2015 o 18:53
    Permalink

    A co to za róż­ni­ca kto uczy?,ważne aby uczeń wyszedł szczęśliwy,że może tań­czyć pięk­nie tango,może się mylę.Ja bar­dzo chęt­nie nauczy­ła bym się tego wspa­nia­łe­go tańca,ale ani mnie stać,ani wiek odpo­wied­ni no i brak partnera,co w moim wieku(zaraz przeczytam,że to nie możliwe,żeby baba tak dłu­go mogła żyć)),nie jest takie łatwe.Pozdrawiam i nauczy­cie­li i uczniów i baw­cie się wspaniale,mogę dłu­go dobry taniec oglą­dać a i nogi same cho­dzą.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X