Tango jest lustrem – rozmowa z Piotrem Woźniakiem

A.K.: To nie każdy nauczyciel uczy od zera?

P.W.: Słyszałem od instruktorów warszawskich, że niejednokrotnie preferują grupy już tańczące, bo z nimi mają co robić. A te całkiem początkujące są dla nich… (zwoje Piotra grzeją się z wysiłku. Pomogę, mam dobre serce 🙂 )

A.K.: ?nudne.

P.W.: ?sztampowe, nieco automatyczne, i… masz rację: nudne. A ja dużą przyjemność czerpię z nauki właśnie od całkowitego zera. Jest dla mnie największą frajdą, kiedy widzę, jak te osoby robią swój pierwszy krok, poznają podstawowe zasady? Właśnie w tych początkowych momentach, w tych pierwszych trzech ? czterech godzinach, można bardzo zachęcić lub zniechęcić.

A.K: Na milongach raczej nie widujesz ich postępów, bo rzadko na nie chodzisz. Najczęściej Cię nie ma. Dziewczyny nie mają szansy z Tobą zatańczyć. Powiem więcej: ja osobiście polowałam na Ciebie przynajmniej trzy lata. Nie udało się, więc postanowiłam zaprosić Cię jako dj-a na moją milongę. Pomyślałam: prawem gospodyni najwyżej wywlokę na parkiet zza laptopa i już? (myślałam, że łypnie spod oka, a on popatrzył mięciutko jak kaczuszka i słodko się uśmiechnął?)

P.W.: No! (uznaję to jako aprobatę i zgodę na jeszcze heh).

A.K.: Tango ma coś takiego w sobie, że ono nie kłamie. Tak jak ciało. W różnych wymiarach, tu oczywiście ograniczamy się do tangowego. Jasne, wiele rzeczy zależy od dnia, nastawienia i takie tam, ale jest coś metafizycznego, co albo jest, albo nie i już ? przynajmniej ja tak to czuję. Otóż jest kilku takich tancerzy, na których moje ciało reaguje wzmożonym biciem serca i nadpobudliwością ruchową ? i to nie ma nic wspólnego ze sprawami damsko ? męskimi ani logiką. Ty do tych tancerzy należysz. Ja chciałam z Tobą zatańczyć z ciekawości, a tu się okazało, że? coś się ze mną zadziało. Natychmiast to wychwyciłeś i jako jedyny umiałeś sobie z tym poradzić. Przystopowałeś mnie, ogarnąłeś. Powiedziałeś: poczekaj, spokojnie. I było tak pięknie?

P.W.: Dziękuję za komplement.

A.K.: Każdy z zaawansowanych tancerzy ma coś swojego, niepowtarzalnego. Ty masz w sobie coś absolutnie wyjątkowego, czego u nikogo do tej pory nie spotkałam: kiedy rozpoczynasz taniec, dajesz taki impuls właśnie z centrum? To jest pewne drgnienie, coś unikatowego, fascynującego? Tangowe ciarki przechodzą. Szkoda, że tak mało dziewczyn może to poczuć na milondze.

P.W.: Dla mnie milonga jest spotkaniem towarzyskim. Idę, kiedy mam ochotę. W miejsce, które lubię. Wiem, że spotkam znajomych, że będzie fajny DJ i to będzie dla mnie święto.

A.K.: I świętujesz w barze. Opinia jest taka: Piotrek Woźniak idzie na milongę po to, żeby żłopać piwo.

P.W.: (całkiem poważnie, ale z szelmowskim błyskiem w niebieskich oczach) Wiesz, jak ciężko jest zapracować na taka opinię? 🙂 Jeśli idę na milongę po całym dniu naprawdę ciężkiej pracy ? tak! Lubię wypić piwo i ? tyle. Taniec zdarza mi się, kiedy mam jeszcze siłę, jest fajna atmosfera, podoba mi się muzyka, są osoby, z którymi ewentualnie chciałbym zatańczyć. Tak naprawdę nigdy nie przychodzę na milongę, żeby tylko tańczyć.

A.K.: O masz Ci los. Ja to chyba wytnę. Bo jak inni świetni tancerze zaczną przychodzić na milongi nie po to, żeby tańczyć, to my, kobiety, chyba zaczniemy prowadzić i wtedy nie będziecie nam już potrzebni? Przecież to by była dla nas milongowa masakra! Błagam: nie każcie także w tym obszarze radzić sobie bez Was!!! Nietańczący świetni tancerze? Zmarnowany towar. Od takich to stówa za wstęp, jak nic!

Piotr Woźniak i Anna Iberszer

P.W.: Powinni mieć wejście gratis (ahahah? sama się uśmiałam, ale wizja tanga bez tańczących mężczyzn naprawdę mnie przeraziła). W moim normalnym trybie najczęściej jest tak, że przygotowuję się do jakiegoś pokazu, występu, więc trenuję codziennie. I zazwyczaj mam lekcje: kilka godzin, nawet pięć, lekcji indywidualnych. Nie siedzę na krzesełku i nie popijam herbatki, a dziewczyna nie kręci ocho przy ścianie. Ja z kursantkami tańczę, żeby jak najszybciej poczuły bluesa. Uczenie indywidualne to naprawdę duży wysiłek bez odpoczynku. O wiele większy niż prowadzenie grupy, która z finansowego punktu widzenia jest bardziej dla nauczyciela opłacalna. Więc jeśli po całym dniu mojej pracy idę na milongę ? fantastyczne spotkanie towarzyskie ? napić się browara i pogadać ze znajomymi, to ja tam nie idę do pracy. Może mi się nie chcieć wyjść na parkiet. Jeśli będzie fajnie, to zatańczę dla własnej przyjemności. Ale jeśli będę zmęczony, to nie zatańczę ani razu. Widzę osoby z naszego tangowego świata, które prowadzą własne biznesy. Ile razy chodzą na inne milongi niż swoje własne? Najczęściej tańczy się na własnych.

A.K.: Albo i nie. Gospodarze bywają różni. Lubią się dozować. Nie zatańczą nawet z tanguerą, która przyjechała z odległego krańca Polski. Moim zdaniem to obciach, a nie gospodarz.

P.W.: Są tacy, co tańczą zawsze i wszędzie, i chwała im za to. Ja tego od siebie nie wymagam i daję sobie odpocząć. Bywam rzadko, a jest to również związane z tym, że mam rodzinę i z nią też chcę spędzić wolny czas.

A.K.: Zanim ją miałeś, też rzadko chodziłeś. Przepraszam: chodziłeś częściej, nie tańczyłeś prawie wcale.

P.W.: Chodziłem częściej i? tańczyłem. Pamiętam milongi przebalowane do ostatniego tanga. Może to jest też tak (widzę, że spogląda na mnie mocno filuternie?), że rzeczy, których jest mało na rynku, są bardziej pożądane??

A.K.: No chyba jednak nie tu. Jak się nie zna, nie spróbuje, to się nie wie, czego można chcieć i za czym tęsknić. Nie bez powodu wprowadzono degustację.

P.W.: Zgadzam się z Tobą. Dlatego staram się chodzić na milongi, kiedy mogę i mam siłę. Tango jest moją ogromną przyjemnością, ale i pracą. W wieczór milongowy taniec mi się przydarza, tańczę z wieloma dziewczynami dosyć regularnie. Wtedy, kiedy jestem DJ-em, tańczę więcej, praktycznie każdą tandę.

A.K.: Dość męczenia. Dzielnie to zniosłeś. W nagrodę opowiedz o tym, o czym też ludzie nie wiedzą. Występujesz w różnych spektaklach. Jak trafiłeś na deski teatru?

P.W.: Patrząc na moje taneczne początki, w życiu nie planowałem, że będę uczył ludzi, że dam jakikolwiek pokaz, wystąpię na turnieju, o teatrze nie wspominając. Tak się wszystko ułożyło, że zacząłem występować, uczyć, trafiłem do teatru. Wspomniana Agnieszka Herbich powiedziała mi, że na koncercie zespołu Distango chciałaby, abyśmy dali pokaz i że mamy na to pół roku. Tak więc kiedy wchodziłem w ten światek tangowy ? gdzie samo tango mnie zafascynowało ? dostałem od razu propozycję wystąpienia w teatrze i niemal od razu trafiłem na scenę.

A.K.: Mówi się, że jesteś największym zwierzęciem scenicznym wśród profesjonalnych tangueros i że nie możesz tańczyć z jakąkolwiek partnerką, bo ją zjadasz i jej przy Tobie nie widać.

P.W.: Zjadam na śniadanie 🙂

Piotr Woźniak i Ida Zagrzejewska

A.K.: Możesz sobie kręcić głową, ale na mieście mówią, że tylko partnerka pokroju Ani Iberszer może z Tobą występować.

P.W.: Miło mi słyszeć, że nadaję się do występów scenicznych. Po moim powrocie z Paryża rozpocząłem współpracę właśnie z Anią. I stało się. Było tego dużo. Nie tylko w Polsce, także za granicą. Oczywiście były też inne partnerki. Ale nie tak dawno moja uczennica powiedziała mi, że będąc na milondze usłyszała, że jestem osobą niekompetentną i że nie powinienem uczyć. Tak więc opinie są różne.

A.K.: Widzisz, to dlatego, że tak naprawdę w środowisku tangowym jesteś niewidoczny. Młodzi Cię nie znają, starzy być może zazdroszczą.

P.W.: Kto ma znać, ten zna 🙂

A.K.: A jeszcze jak komuś wcześniej odbiłeś dziewczynę? Krążą słuchy, że byłeś dość kochliwy, że niejednej złamałeś serce.

P.W. (Matko, jak On patrzy; Zaiste niewiniątko!) Świat tanga jest pełen emocji i życie różnie się układa. Każdy ma jakąś przeszłość. Ale bez przesady. Poza tym ja czuję się ofiarą niektórych moich związków. Wracając do występów, oprócz Ani zdarzyły mi się pokazy z Agnieszką Kosicką – obecnie Gasperini (aaa… zmieniamy temacik… Ok, pozwalam :). Na razie.), z Beatą Maią Gellert, z Luizą Pasierowską ? obecnie Almiron. Z Anią Bosak zagraliśmy w teledysku Golców pt. „Góralskie tango”. Występowałem i dosyć często uczę z Idą Zagrzejewską – byliśmy razem w półfinale mistrzostw Europy w Rzymie w 2012 roku. Przez krótki czas tańczyłem z Martą Adamczyk, która mieszka w Buenos Aires, z amerykańską tancerką Teresą Ann Volgenau. Zastanawiam się, czy żadnej z partnerek nie pominąłem? (Piotr niemalże namacalnie grzebie w pamięci?).

A.K.: Szczególnie jeśli uwiodłeś i porzuciłeś. Będzie jej przykro, że nie pamiętasz. Żeby Cię nie torturować, powiem, dlaczego o to pytam. Część ludzi lubi zaglądać za cudze firanki w poszukiwaniu rozrywki. Ale spora część ma galimatias w relacjach tangowych, prawie tangowych, okołotangowych? Martwią się, czy „to” normalne??

P.W.: Popatrz na jakiekolwiek biuro, na korporację. Jest środowisko ludzi spędzających ze sobą czas. I dzieje się. Kursy tańca prowadzę, aż strach się przyznać, siedemnaście lat! I na tych różnych kursach pary się rozstawały, ale też poznawały i mają rodziny, dzieci, są szczęśliwe.

A.K.: Czasem zaiskrzy. Miłość znalazłeś w tangu?

P.W.: (milczenie? dłuuugie?) Gosia przychodziła do mnie na lekcje i tak dobrze poczuła się w moich ramionach, że została :).

A.K.: Bycie z tancerzem, szczególnie takim, któremu w tańcu „iskrzyło”, to nie jest prosta rzecz. Gdzie jest granica pomiędzy „odrobiną” zazdrości a „za nadto”?

P.W.: Aktorzy, tancerze, mają granicę intymności cielesnej przesuniętą w zupełnie inne miejsce niż przeciętny człowiek. Dotyk – nawet nieznajomego – jest czymś naturalnym, bo… taka robota! 🙂 Na milongach niektórzy mają problem, żeby do partnera/partnerki „się przytulić”. Dla niektórych ogromną barierą jest stanąć blisko siebie. My, jako grupa zawodowa, postrzegamy to inaczej, co może powodować u niektórych zdziwienie. Co do iskrzenia – teraz już koniec. Mam rodzinę.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

8 myśli na temat “Tango jest lustrem – rozmowa z Piotrem Woźniakiem

  • 25 listopada 2016 o 12:43
    Permalink

    Krytyka nie wymaga żadnego działania.Trochę to przykre że niektórzy ludzie z obszczekiwania tworzą swój sens bycia.Z Piotrem miałem około pięciu lub sześciu weekendów warsztatowych, więc wyrobiłem sobie opinię o sposobie przekazywania wiedzy tangowej .Piotr jest wyjątkowo kulturalnym i merytorycznym instruktorem.Ta opinia powoduje ,że jeszcze wielokrotnie będziemy dobijać się do Piotrka po jego naukę i możliwy do poświęcenia czas.Oczywiście jest to moja opinia wynikająca z doświadczeń z wieloma innymi nauczycielami ale na to z czyjej wiedzy skorzystam wpływ mam na szczęście głównie ja.Hej.

    Odpowiedz
  • 12 listopada 2015 o 07:58
    Permalink

    … Nie jestem Polakiem … ale dużo złośliwości czytam w komentarzach , …. A mnie się spodobało , bardzo ładnie powiedziane , dużo starych prawd … mądre słowa i prawidłowego podejścia do wielu spraw .. Z przyjemnością zarekomenduje ten artykuł tak samo dla początkujących jak i dla instruktorów , … Nie znam tych ludzi osobiście / tzn Pani redaktor i PW / – ale uważam , ze można ich polubić ! Tolerancja i kompromis !

    Odpowiedz
  • 4 marca 2015 o 11:24
    Permalink

    Pani redaktor, proszę darować sobie przypisy, są irytujące. W wywiadzie uwaga powinna być skierowana na gościa rozmowy, a nie na zadającego pytania, co mnie obchodzi pani „perlisty rechot”?

    Odpowiedz
  • 8 stycznia 2015 o 12:28
    Permalink

    Święte słowa!!!
    To oportunista i pseudo tanguero
    Kto w ogóle ma pomysł by robić z nim wywiad, by promować takąosobę??

    Odpowiedz
  • 15 grudnia 2014 o 15:58
    Permalink

    Piotr W… – antydefinicja tanga.
    Górnolotne wywody, wzniosłe „przemyślenia”… Piotr W nie tańczy tanga. Tango nie jest jego pasją. On jedynie zarabia tangiem. Zna kilka tangowych figur i od lat czaruje nimi początkujących.
    Ma naleciałości z towarzyskiego i całkowity brak techniki tanga. Nie wykształcił żadnej nawet średniozaawansowanej tancerki ani tancerza.
    Jego występy w tv krążą w środowisku jako przykry żart…
    Od lat nie bywa na żadnej milondze. Jak wiele lat temu bywał to tylko piwo pił przy barze, bo wszystkie liczące się partnerki czmychały po kątach.
    Jest w Polsce kilka osób mających pojęcie jak uczyć tanga, zastanówcie się nad wyborem nauczyciela raz jeszcze… Przestrzegam przed tym szarlatanem.

    Odpowiedz
  • 7 grudnia 2014 o 01:03
    Permalink

    „PRO ? AM mocno roz­wija się w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Tam prak­tycz­nie co tydzień, w róż­nych miej­scach, odby­wają się tur­nieje. Głów­nie w tańcu towa­rzy­skim, ale także w sal­sie i tangu argen­tyń­skim (Mamma mia? Tur­nieje w tangu argen­tyń­skim? czyż to nie pro­fa­na­cja..?”

    Nie ma żadnych takich „co tygodniowych” zawodów tanga argentyńskiego w Stanach Zjednoczonych. Nie ma par PRO-AM w tangu argentyńskim. Nie ma dominacji Argentyńczyków w zawodach bo po pierwsze nie ma takich zawodów a po drugie nauczyciele, to głównie „krążący” zawodowcy z Buenos Aires, jak na całym świecie. Od niedawna odbywają się zawody w San Francisco – eliminacje do mundialu tanga w Buenos Aires. Są stosunkowo mało popularne i zostały zaincjalizowane przez kilku dość nielicznych argentyńskich nauczycieli mieszkających i uczących w Stanach. W Polsce jest mit Ameryki: „każdy Amerykanin ma psychoanalityka”, „każda Amerykana ma kosmetyczkę” i każdy uczeń tanga tańczy w parze PRO-AM. W rzeczywistości tango w Polsce jest na wyższym poziomie niż w USA.

    Odpowiedz
  • 13 listopada 2014 o 08:20
    Permalink

    Witaj Piotrze. Jestem twoim uczniem z Zielonej Góry. Bardzo podoba mi się wywiad z Tobą. Będę go polecał wszystkim którzy próbują ze mną miodu tangowego, by zrozumieli co jest ważne w rozwoju. Mam nadzieję na rychłe spotkanie podczas nauki.

    Odpowiedz
  • 12 listopada 2014 o 15:59
    Permalink

    Ach ten Piotr… umie zarażać tangiem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X