Tango jest lustrem – rozmowa z Piotrem Woźniakiem

A.K.: Albo i nie. Widzimy, co się dzieje na parkiecie.

P.W.: Jeśli ktoś chce się uczyć, ma taką możliwość. Jeśli ktoś zapisze się na kurs grupowy raz w tygodniu, do tego bierze lekcję prywatną, chodzi na dwie praktyki i trzy milongi, to w ciągu miesiąca będzie miał efekty.

A.K.: Powiedz to takiemu zielonemu, że tędy właśnie droga. Ludzie myślą, że tango jak siłownia: dwa razy w tygodniu i wystarczy.

P.W.: Chcesz nauczyć się języka, zapisujesz się na kurs. Raz w tygodniu. Dużo się nauczysz?

A.K.: Nie.

P.W.: A zrobisz pracę domową?

A.K. Nie.

P.W.: Włączysz telewizję? Zajrzysz do książki? Zrobisz coś dodatkowo? Ćwiczenia? Gazeta?

A.K.: Może.

P.W.: Wszystko zależy od motywacji. Chcesz się nauczyć ? otaczasz się tym językiem z każdej strony, dzięki temu robisz szybciej postępy. Tak samo jest w tangu. Zapisz się na kurs i otocz się nim. Ono jest wszędzie. W kinie, książkach, sztuce i oczywiście na YouTube.

A.K.: Nie daj Pan Bóg! Napatrzy się taki jeden z drugim, a potem na milondze łamie dziewczynom kręgosłupy.

P.W.: Chodzi tylko o to, żeby tanga poszukiwać, codziennie je sobie dawkować. Nie każdego oczywiście to ciągnie w takim samym stopniu. Jeśli dla kogoś wymówką w chodzeniu na milongi jest to, że ?nie mam partnera?, to taka osoba nie jest dostatecznie zmotywowana. Ja zresztą często pytam: dlaczego akurat tango? Słyszę: całe życie marzyłam, żeby zatańczyć tango, bo w ?Zapachu kobiety? Al Pacino tak zatańczył? Albo: bo Richard Gere zatańczył z Jennifer Lopez i ja też tak chcę?

A.K.: I co? Odzierasz ze złudzeń?

P.W.: Nie muszę. Zaczynamy lekcję i bardzo szybko okazuje się, że droga do zatańczenia tanga jest dłuższa niż krótsza. Tango jest dla osób wytrwałych i cierpliwych. Jeśli ktoś oczekuje szybkich efektów, musi pracować więcej.

A.K.: Nad czym? Nie każdy ma świadomość własnego ciała.

P.W.: Tu dotykamy mojej filozofii pracy z uczniem. Według mnie w tangu ludzie koncentrują się na tym, co mają zrobić. Ja usilnie staram się im tłumaczyć: jak to robić. Zostawmy efekt, ważna jest droga. Czym według Ciebie jest wspomniana świadomość ciała?

A.K.: Kiedy stawiam koślawo stopę, to wiem, że ona taka jest i następnym razem zrobię wszystko, żeby postawić ją ładnie. Nie zawsze wyjdzie, ale jestem świadoma, co i jak robię.

P.W.: Dla mnie w tangu dwie najważniejsze rzeczy to estetyka ruchu i wygoda tańca. Mówiąc o świadomości ciała, jakimś centrum, przepływie energii, tworzy się pewną mistykę niezrozumiałą dla ucznia. Dorabia się do tego jakąś teorię, wymyśla nową religię, robi czary-mary. Chyba tylko po to, żeby uczeń miał budyń zamiast mózgu i żeby proces jego nauki trwał wiecznie. Moim zdaniem można tak nauczyć, żeby po czterech ? sześciu godzinach uczeń mógł wyjść i zatańczyć. Oczywiście później są lata nauki i ten proces jest nieskończony, ale nie może być tak, że uczeń po pół roku nadal nie idzie na milongę, bo nic nie potrafi. Słyszał o pracy centrum, a nie wie, gdzie je ma.

A.K.: Ja nie jestem zbyt zdolna, więc pewne elementy z początku nauki poczułam dopiero po trzech, a nawet czterech latach. Także centrum. I rzeczywiście pewnych rzeczy słuchałam jak bajki.

P.W.: Nie dziwię się, że ludzie odbijają się od tanga. Przychodzą, chcą tańczyć, a dowiadują się, że im ?nie przepływa energia? (perliście zarechotałam). Jakby mi nie przepływała, to bym się załamał! Ważny jest zdrowy rozsądek. Idę na parkiet, przebieram nogami, tańczę. Tango to chodzenie. Każdy chodzi i się nie przewraca, więc nie ma kłopotów z równowagą. Tak samo jak nikt nie ma kłopotów z poczuciem rytmu. Jest tylko kwestia uświadomienia sobie, czym ten rytm jest i jak go szukać. Jeśli potrafię z kimś spacerować po parku, to będę umiał tańczyć tango.

Piotr Woźniak i Agnieszka Herbich

A.K.: Ja się z tym nie zgodzę. Ludzie chodzą różnie: jedni jak gazele, inni człapią. Na parkiecie też.

P.W.: Taniec w moim życiu zaistniał późno, kiedy miałem szesnaście lat. Trenować zacząłem w wieku lat osiemnastu. Jak poszedłem na kurs tańca, nie słyszałem nic. Jakie: raz ? dwa ? trzy? Gdzie jest ten: raz? A jednak dwadzieścia lat tańczę, od ponad dziesięciu żyję z tanga. Więc jakoś się dało. Dlatego uważam, że każdy może tańczyć. Taniec ? moim zdaniem ? istniał wcześniej niż komunikacja werbalna. Taniec to wyrażanie emocji poprzez ruch ciała, wprawia świat w wibracje. Poza tym: jak się rozwijamy w łonie matki, pierwszy dźwięk, który słyszy dziecko, to bicie jej serca. Czyli rytm. Matka się porusza, dziecko się kołysze i to mu sprawia przyjemność. A co robimy w tangu? Obejmujemy się i kołyszemy, mając wspólny rytm. To są instynktowne, pierwotne rzeczy sprawiające nam przyjemność.

A.K.: Zniewoliliśmy się. Nie umiemy dotrzeć do naszych głębokich pokładów. Polacy w ogóle są mało roztańczeni, chyba że wypiją głębszego. Wtedy lubią poskakać do: ?Jesteś szalona?.

P.W.: I wtedy włącza się ten instynkt. A że nie potrafimy ? wiesz, jeśli w programach telewizyjnych słyszysz, że żeby zatańczyć trzeba mieć ramę, że taniec jest niemęski, na dodatek mówią, co masz czuć, a potem masz iść na tango będące ?pionowym wyrazem poziomych pragnień?, to się odechciewa. Jak mężczyzna słyszy, że ma być w tangu macho, a on sobie myśli, że nie będzie ? to co? Porażka! Panowie boją się, że się nie sprawdzą. Każdy lubi odnosić sukcesy przy małym wysiłku. Jeśli potrzebny jest duży wysiłek, a efekty są małe, to już tego nie lubimy. Jeśli wysiłek jest ogromny, a efektów nie widać prawie wcale, to się poddajemy. Nieliczne jednostki: być może ludzie biznesu, sportowcy, naukowcy ? pomimo porażek podejmują nowe wyzwania. Jeśli ktoś jest wytrwały, to? w tangu na niego czekamy. Tango jest lustrem. Tu od razu wyjdzie, kto jaki jest. Tango obnaży każdą cechę. Chodzi o to, żeby wziąć się za bary ze swoimi słabościami i pracować wytrwale. Każda dyscyplina, jeśli wejdziesz w nią głęboko, da to samo: poczujesz energię, poznasz i zmienisz siebie. Tanga nie da się ?robić? dorywczo: raz w miesiącu czy raz na pół roku. Czasami to można pójść na basen. Oczywiście ten, co już przeszedł pewien etap i osiągnął pewien stopień zaawansowania, może sobie dozować intensywność tanga.

A.K.: Myślę, że akurat w tangu systematyczność niezależnie od stopnia zaawansowania jest bardzo ważna. Raz w tygodniu nie wystarczy na żadnym etapie. Jakość ruchu spada. Oczywiście dość szybko można wrócić do tego, co się miało, ale tańcząc tango tylko raz w tygodniu cofamy się.

P.W.: Wszystko, co robisz, jeśli robisz częściej, to podnosisz swój poziom. Najwyraźniej widać to w sporcie. Jako dziecko grałem w tenisa. Po tygodniowej przerwie powrót na kort był koszmarem. W tangu jest podobnie.

A.K.: Czy nauczyciel z każdym może wystąpić i osiągnąć sukces?

P.W.: Największą barierą jest psychika i podejście do swojego hobby. Występując na turnieju jest się ocenianym. Czasami ta świadomość działa wręcz paraliżująco. Emocje, które temu towarzyszą, są ogromne. Każdy miłośnik tanga, który ogląda pokazy i jest malkontentem, bo ?ci zatańczyli i nic się nie działo?, powinien sam chociaż raz wyjść na parkiet ? ze świadomością, że wszystkie oczy skierowane są na niego ? i niech zatańczy cokolwiek. Myślę, że będzie miał pełne galoty.

A.K.: Krytykować jest najprościej. Środowisko tangowe bardzo wolno przyrasta ze względu na trudność tanga. Jednak nie da się go nauczyć zbyt szybko.

P.W.: PRO-AM zdecydowanie ten proces skraca. Poza tym daje możliwość poczucia smaku zawodowstwa. Jest bardzo dobrym kolejnym etapem w tangowym rozwoju, dla kobiet i mężczyzn. Instruktorka też może się zdecydować przygotować swojego ucznia do takich zawodów. W tym momencie jestem jedyną osobą w Polsce, która robi PRO-AM tangowy. Rozmawiałem z kilkoma warszawskimi instruktorami, którzy są zainteresowani takim wyzwaniem, ale nikt jeszcze się nie zadeklarował.

A.K.: Mają obiekcje?

P.W.: Różne. Na przykład: na jakim poziomie ?to? będzie, jak się pokażę z własnym uczniem. Odpowiadam: na takim, jak go przygotujesz. Albo: a kto się zgłosi? Mówię: nie wiem, rozejrzyj się wokół siebie. Słyszę: nie mam z kim. To ja się dziwię: uczysz dziesięć lat i nie masz żadnej uczennicy, z którą mógłbyś wystąpić? To o czym to świadczy? Każdy uczeń PRO-AM to dla instruktora wizytówka. Jeśli dany instruktor potrafi nauczyć świetnie tańczyć i można to zobaczyć, to nie ma lepszej rekomendacji. Dla nauczycieli ? moim zdaniem ? wejście w PRO-AM jest kwestią prestiżową. Więc te argumenty trochę mnie śmieszą.

A.K.: Mnie się wydaje, że niektórym nauczycielom odbija palma. Nie chcą się zniżyć do zadawania się z tangowym plebsem. Przy czym nie biorą pod uwagę, że ten plebs może ich wcale nie chcieć.

P.W.: (zamyślił się. Głęboko.) Powiedziałaś coś, co? (oho! Włączył ostrożność?) To znaczy: trudno mi komentować to, co powiedziałaś. Yyy? Dlatego, że? yyy? Uważam, że instruktor, bez względu na swój osobisty poziom, jednak powinien kierować się dobrem swoich uczniów. Wierzę w to, że każdy nauczyciel uczy w dobrej wierze i ma swoich wielbicieli, do których trafia z przekazem. Kwestia: zniżać się czy się nie zniżać? (Ciekawe, co powiesz, żeby było miło? 🙂) Instruktor powinien być na tyle otwarty, aby jak najczęściej się zniżać ? z zaznaczeniem, że używam tu Twojego słowa (poradziłeś sobie śpiewająco 🙂) i jak najczęściej mieć kontakt z początkującymi, bo to daje im motywację do rozwoju. Ja w mojej pracy większość czasu spędzam z osobami, które rozpoczynają swoją przygodę z tangiem od zera. Kiedy na pytanie, czy można ze mną wziąć lekcje ? przy zaznaczeniu osoby chętnej: ale ja nic nie umiem – odpowiadam: oczywiście – spotykam się ze zdziwieniem. A przecież właśnie od tego jestem. Ludzie niejednokrotnie dziwili się, że uczę ?takich od zera?. Tak, uczę każdego, kto się do mnie zgłosi.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

8 myśli na temat “Tango jest lustrem – rozmowa z Piotrem Woźniakiem

  • 25 listopada 2016 o 12:43
    Permalink

    Krytyka nie wymaga żadnego działania.Trochę to przykre że niektórzy ludzie z obszczekiwania tworzą swój sens bycia.Z Piotrem miałem około pięciu lub sześciu weekendów warsztatowych, więc wyrobiłem sobie opinię o sposobie przekazywania wiedzy tangowej .Piotr jest wyjątkowo kulturalnym i merytorycznym instruktorem.Ta opinia powoduje ,że jeszcze wielokrotnie będziemy dobijać się do Piotrka po jego naukę i możliwy do poświęcenia czas.Oczywiście jest to moja opinia wynikająca z doświadczeń z wieloma innymi nauczycielami ale na to z czyjej wiedzy skorzystam wpływ mam na szczęście głównie ja.Hej.

    Odpowiedz
  • 12 listopada 2015 o 07:58
    Permalink

    … Nie jestem Polakiem … ale dużo złośliwości czytam w komentarzach , …. A mnie się spodobało , bardzo ładnie powiedziane , dużo starych prawd … mądre słowa i prawidłowego podejścia do wielu spraw .. Z przyjemnością zarekomenduje ten artykuł tak samo dla początkujących jak i dla instruktorów , … Nie znam tych ludzi osobiście / tzn Pani redaktor i PW / – ale uważam , ze można ich polubić ! Tolerancja i kompromis !

    Odpowiedz
  • 4 marca 2015 o 11:24
    Permalink

    Pani redaktor, proszę darować sobie przypisy, są irytujące. W wywiadzie uwaga powinna być skierowana na gościa rozmowy, a nie na zadającego pytania, co mnie obchodzi pani „perlisty rechot”?

    Odpowiedz
  • 8 stycznia 2015 o 12:28
    Permalink

    Święte słowa!!!
    To oportunista i pseudo tanguero
    Kto w ogóle ma pomysł by robić z nim wywiad, by promować takąosobę??

    Odpowiedz
  • 15 grudnia 2014 o 15:58
    Permalink

    Piotr W… – antydefinicja tanga.
    Górnolotne wywody, wzniosłe „przemyślenia”… Piotr W nie tańczy tanga. Tango nie jest jego pasją. On jedynie zarabia tangiem. Zna kilka tangowych figur i od lat czaruje nimi początkujących.
    Ma naleciałości z towarzyskiego i całkowity brak techniki tanga. Nie wykształcił żadnej nawet średniozaawansowanej tancerki ani tancerza.
    Jego występy w tv krążą w środowisku jako przykry żart…
    Od lat nie bywa na żadnej milondze. Jak wiele lat temu bywał to tylko piwo pił przy barze, bo wszystkie liczące się partnerki czmychały po kątach.
    Jest w Polsce kilka osób mających pojęcie jak uczyć tanga, zastanówcie się nad wyborem nauczyciela raz jeszcze… Przestrzegam przed tym szarlatanem.

    Odpowiedz
  • 7 grudnia 2014 o 01:03
    Permalink

    „PRO ? AM mocno roz­wija się w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Tam prak­tycz­nie co tydzień, w róż­nych miej­scach, odby­wają się tur­nieje. Głów­nie w tańcu towa­rzy­skim, ale także w sal­sie i tangu argen­tyń­skim (Mamma mia? Tur­nieje w tangu argen­tyń­skim? czyż to nie pro­fa­na­cja..?”

    Nie ma żadnych takich „co tygodniowych” zawodów tanga argentyńskiego w Stanach Zjednoczonych. Nie ma par PRO-AM w tangu argentyńskim. Nie ma dominacji Argentyńczyków w zawodach bo po pierwsze nie ma takich zawodów a po drugie nauczyciele, to głównie „krążący” zawodowcy z Buenos Aires, jak na całym świecie. Od niedawna odbywają się zawody w San Francisco – eliminacje do mundialu tanga w Buenos Aires. Są stosunkowo mało popularne i zostały zaincjalizowane przez kilku dość nielicznych argentyńskich nauczycieli mieszkających i uczących w Stanach. W Polsce jest mit Ameryki: „każdy Amerykanin ma psychoanalityka”, „każda Amerykana ma kosmetyczkę” i każdy uczeń tanga tańczy w parze PRO-AM. W rzeczywistości tango w Polsce jest na wyższym poziomie niż w USA.

    Odpowiedz
  • 13 listopada 2014 o 08:20
    Permalink

    Witaj Piotrze. Jestem twoim uczniem z Zielonej Góry. Bardzo podoba mi się wywiad z Tobą. Będę go polecał wszystkim którzy próbują ze mną miodu tangowego, by zrozumieli co jest ważne w rozwoju. Mam nadzieję na rychłe spotkanie podczas nauki.

    Odpowiedz
  • 12 listopada 2014 o 15:59
    Permalink

    Ach ten Piotr… umie zarażać tangiem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X