Tango jest lustrem – rozmowa z Piotrem Woźniakiem

Piotr Woźniak: nauczyciel z ogromnym doświadczeniem, o którym krążą różne opinie. W moim przekonaniu jeden z najlepszych polskich tangueros. Zaczynał od tańca towarzyskiego, brał udział w turniejach (z sukcesami). To, że Piotr jest uroczy, wiedziałam wcześniej. Ucieszyło mnie, że ma poczucie humoru, duży dystans do tego ?co mówią ludzie? i do siebie. Nie dorabia do tanga wyjątkowej filozofii, woli je odczarowywać. Patrząc ogólnie na warszawski świat tanga, Piotr jest znany tylko w pewnych kręgach. Dlatego, że Piotr? Ach, ale o tym przeczytasz, nie będę psuła przyjemności czytania wywiadu streszczeniem. Umknęło mi, że jest pionierem nowych form rozwijania tanga i że robi to, co na świecie dzieje się od dawna. Powiem tak: KRAJU! Zapraszaj Piotra na warsztaty! Ale najpierw przeczytaj naszą rozmowę 🙂

A.K.: Jesteś propagatorem PRO-AM. Co to takiego?

P.W.: Profesjonalista tańczy z amatorem. Instruktor, trener, tancerz ? tańczy ze swoimi uczniami, czyli tymi, którzy tańczą hobbistycznie. PRO-AM mocno rozwija się w Stanach Zjednoczonych. Tam praktycznie co tydzień, w różnych miejscach, odbywają się turnieje. Głównie w tańcu towarzyskim, ale także w salsie i tangu argentyńskim (Mamma mia! Turnieje w tangu argentyńskim? czyż to nie profanacja..? ? A.K.). W Europie PRO-AM także zaistniał. Z moimi partnerkami tańczyliśmy m.in. w Wilnie i Paryżu. Oprócz tego kilka razy startowałem w Wielkiej Brytanii w zawodach modern jive, ale to już z profesjonalistkami. Z niemałymi sukcesami.

A.K.: Czyli?

P.W.: Jako obcokrajowiec nieznany na tamtym rynku zdobyłem sześć złotych medali w różnych kategoriach: bardzo prestiżowej open i showcase oraz w kategorii aerials, czyli unoszenia. W pierwszym roku zwyciężyłem w zawodach w Blackpool, które są nieoficjalnymi mistrzostwami świata. Jestem jedyną osobą w historii turnieju Ceroc UK Open , która wygrała w tych trzech prestiżowych kategoriach. Wzbudziło to sensację. Dlatego dostałem propozycje prowadzenia różnych warsztatów. To była taka dwusezonowa przygoda. Tanga nie zostawiłem, ono cały czas było.

A.K.: To co Ty ? po takich sukcesach – robisz w Polsce? Miałeś mleko i miód? Żyć, nie umierać!

P.W.: To nie jest takie proste: zebrać manatki i wyjechać na stałe. Raz już w swoim życiu mieszkałem za granicą, w Paryżu. Miałem kontrakt tancerza w tamtejszym Disneylandzie. Ta praca była dla mnie nowym doświadczeniem. Dawała utrzymanie i ubezpieczenie. A co najważniejsze: możliwość ćwiczenia tanga. Chodziłem m.in. do Sebastiana Arce, dzięki czemu tangowo poszedłem do przodu.

A.K.: I wróciłeś do Polski. Dlaczego?

P.W.: Tu miałem znajomych, kontakty. Chciałem prowadzić zajęcia, występować. We Francji, w tamtych czasach, byłoby to niemożliwe. Jako Polak nie miałem wtedy w tangu argentyńskim szans. Mieszkający tam Argentyńczycy zdominowali rynek i nie widziałem dla siebie żadnego kawałka tortu (niejeden może pozazdrościć takiej autorefleksji. Zamiast frustracji i pretensji do losu o nie wiadomo co, Piotr wybrał działanie. To duża sztuka umieć odpuścić we właściwym momencie- A.K.).

A.K.: Zacząłeś od tańca towarzyskiego, a kiedy doszło tango?

P.W.: Niedługo będzie trzynaście lat. W tańcu towarzyskim wykruszyły mi się partnerki i poszukiwałem czegoś dalej, co mogę w tańcu zrobić. Znalazłem salsę, a zaraz potem tango. Trafiłem na pokaz pary argentyńskiej i na milongę ?Pod Pałkami? (pierwsza polska milonga). A potem dostałem ulotkę od Agnieszki Herbich, która prowadziła zajęcia z Tomkiem Potockim (obecnie: szkoła tanga argentyńskiego i milonga na ul. Wolność 2A w Warszawie), ale szukała kogoś, z kim mogłaby dawać pokazy. Zaczęliśmy współpracę. Po raz pierwszy pojechaliśmy do Buenos Aires w lutym 2004 roku. Potem ja wyjechałem do Paryża, ona drugi raz do Buenos i tam została. A tango zostało ze mną. Oczywiście wielokrotnie słyszałem, że po tańcu towarzyskim tanga argentyńskiego tańczyć ?się nie da?. Pozostawię to bez komentarza. Dodam tylko, że zmiana stylu potrzebuje czasu. Więc wszystko to, co się robiło wcześniej, wymaga przestawienia, ale nie jest niemożliwe. Nagonka na taniec towarzyski w świecie tangowym jest o tyle dziwna, że czołowe postacie z tego świata wywodzą się z tańca towarzyskiego, ale jakoś nikt się do tego nie przyznaje. Wiem jedno: gdybym teraz trenował taniec towarzyski, to po moich doświadczeniach tangowych zupełnie inaczej podchodziłbym do treningów i do partnerki.

A.K.: To znaczy? Wcześniej biłeś, teraz byś przestał czy odwrotnie?

P.W.: Inaczej bym podchodził do pracy w parze. Tango uświadomiło mi, że to jest dialog. Jest rola lidera i podążającej, ale to jest rozmowa: lider zadaje pytania, a follower odpowiada. W zależności od uzyskanych odpowiedzi dalej zadaje kolejne pytania.

A.K.: To jest możliwe tylko w tangu. W towarzyskim masz choreografię, cha, cha, chachacha. Gdzie tu dialog? Tak samo przebieracie nogami i nie ma pola dla improwizacji.

P.W.: Taniec towarzyski ma bardziej sportowy charakter i rzeczywiście pary trenują konkretne choreografie. Miejsce na improwizację się zdarza, kiedy np. pary na siebie wpadną, kiedy trzeba inaczej ?rozegrać? parkiet. My tangowo jesteśmy do tego przyzwyczajeni, w towarzyskim to sztuka. W tangu choreografie się zdarzają, chociażby w tango show. Oczywiście na milongach też nam się zdarza tańczyć schematycznie. Zwłaszcza osobom początkującym.

A.K.: Nie tylko, oj, nie tylko. I nie chodzi o figury. Czasem lepiej ich nie robić, z różnych powodów.

P.W.: Ja sam na milongach korzystam z ograniczonego zestawu. Jedna uwaga: robić mniej i lepiej, niż dużo i wyglądać na parkiecie jak małpa.

A.K.: Doszedłeś do tangowego PRO-AM, gdzie Ty jesteś PRO, czyli profesjonalistą, a tańczysz z AM, czyli amatorkami.

P.W.: Tak. To świetna forma spędzania wolnego czasu, taki ?taniec z gwiazdami?: uczeń może zatańczyć ze swoim nauczycielem i poczuć atmosferę pokazów, a także zawodów tanecznych. Oprócz tego, że to są specjalne przygotowania: makijaż, buty, pokazowa sukienka (w przypadku kobiet oczywiście :)), to narzucony konkretny termin turnieju mobilizuje do pracy i zdecydowanie zwiększa tempo postępów w nauce. PRO-AM w tańcu towarzyskim ma swój regulamin. W tangu jeszcze nie. Napisałem dwa przykładowe, mam nadzieję, że będą wykorzystane w turniejach. Na razie te tangowe odbywają się przy okazji turniejów w tańcu towarzyskim, bo jest już wszystko zorganizowane i jest publiczność. Najwięcej tego typu par jest w Rosji, gdzie na turnieju jeszcze nie byłem. Raz byliśmy w Wilnie na nietypowym wyjeździe. Z drugim instruktorem ? Piotrkiem Lewandowskim od tańca towarzyskiego ? wzięliśmy udział w kategorii showcase i z jedną uczennicą, naszą wspólną, zatańczyliśmy tango z rumbą. We troje. To jest możliwe tylko w PRO-AM, bo tu dobra zabawa jest ponad regulaminem. Ten turniej jest dla przyjemności uczniów. Nasz występ był mocno komentowany, bardzo się podobał. W tej kategorii nie ma przyznawanych miejsc. Tu tancerze prezentują siebie i swoje pomysły.

Turniej PRO - AM w Paryżu

A.K.: Załóżmy, że Stefcia Spryciulska chce wziąć udział w takich zawodach. Co ona ma zrobić?

P.W.: PRO-AM to dla instruktora praca, która polega na tym, że uczennica bierze u niego lekcje indywidualne. Więc to kosztuje. Każdy zajmujący się taką działalnością nauczyciel ma swoją stawkę. Wyjazd także kosztuje, czasem nawet kilkanaście tysięcy. Ćwiczy się dużo i często. Dzięki temu efekt widać z tygodnia na tydzień. Występowałem z moją uczennicą Bogną Olech np. w Mikołajkach czy w Warszawie. Były to pokazy, bo nie było innych par, więc nie mogło być turnieju. A z całą reprezentacją tańca towarzyskiego wyjechaliśmy do Paryża. My wzięliśmy udział w turnieju tangowym. Naszej ekipie udało się wygrać we wszystkich kategoriach. Znam wiele osób, które tańcząc tango kilka lat są trochę znudzone: i milongami, i tym, że już się nie za wiele dzieje, że ciągle spotykają te same osoby. Patrząc na ostatnie dziesięć lat, tango oczywiście bardzo się rozwinęło, ale jednak środowisko nadal jest dość hermetyczne. Nawet Warszawa – jedno z lepiej przygotowanych miast pod kątem osób uprawiających tangową turystykę, z mnóstwem milong i praktyk ? ma ograniczone grono bywalców. PRO-AM jest na pewno dla osób już tańczących, ambitnych, które szukają czegoś więcej.

A.K.: Czyli lekcje prywatne, które znacznie przyspieszają proces tangowej edukacji. Jedna taka lekcja więcej zdziała niż trzymiesięczny kurs.

P.W.: Tak, ale zwykłe lekcje prywatne mają też wady. Pierwsza: nauczyciel nie ma możliwości wyjścia z siebie i popatrzenia z boku jak wyglądasz. Opiera się głównie na tym, co czuje, kiedy tańczy z uczennicą, lub na tym, co zobaczy w lustrze ? które przekłamuje. Druga: prawdopodobieństwo, że nauczyciel popełni błąd w prowadzeniu jest praktycznie żadne. Czyli komfort takiego tańczenia jest bardzo wysoki, a realne zderzenie z partnerami na milongach jest druzgocące. Okazuje się, że się nie da.

A.K.: Da się, ale też wiadomo, do czego się tęskni.

P.W.: Biorąc lekcje indywidualne, otrzymujesz koncentrację na Tobie i solidną wiedzę, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że to wszystko musi działać także na milondze.

A.K.: Twoim zdaniem teraz można szybciej się tanga nauczyć niż kiedyś?

P.W.: W samej Warszawie deklaruje się dwudziestu czterech nauczycieli (heloł! Ktoś naliczył siedemdziesięciu! Ale UWAGA! Nie każdy, kto zabiera się za uczenie umie to robić!!! Pytajcie bardziej doświadczonych!). Są milongi, praktyki, warsztaty. Ja prowadzę projekt nauczania przez Internet, co oczywiście nie zastąpi lekcji. Ale jest to propozycja dla tych, co chcą mieć coś w pigułce na tablecie czy komórce. To taka ściągawka zarówno podstaw figur, jak i ich łączenia. Nie traktowałbym żadnych tanecznych kursów internetowych jako podstawowej drogi, a tylko jako uzupełnienie. Musi być interakcja na żywo. Niemniej: można się uczyć na wiele sposobów i dość szybko robić postępy.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

8 myśli na temat “Tango jest lustrem – rozmowa z Piotrem Woźniakiem

  • 25 listopada 2016 o 12:43
    Permalink

    Krytyka nie wymaga żadnego działania.Trochę to przykre że niektórzy ludzie z obszczekiwania tworzą swój sens bycia.Z Piotrem miałem około pięciu lub sześciu weekendów warsztatowych, więc wyrobiłem sobie opinię o sposobie przekazywania wiedzy tangowej .Piotr jest wyjątkowo kulturalnym i merytorycznym instruktorem.Ta opinia powoduje ,że jeszcze wielokrotnie będziemy dobijać się do Piotrka po jego naukę i możliwy do poświęcenia czas.Oczywiście jest to moja opinia wynikająca z doświadczeń z wieloma innymi nauczycielami ale na to z czyjej wiedzy skorzystam wpływ mam na szczęście głównie ja.Hej.

    Odpowiedz
  • 12 listopada 2015 o 07:58
    Permalink

    … Nie jestem Polakiem … ale dużo złośliwości czytam w komentarzach , …. A mnie się spodobało , bardzo ładnie powiedziane , dużo starych prawd … mądre słowa i prawidłowego podejścia do wielu spraw .. Z przyjemnością zarekomenduje ten artykuł tak samo dla początkujących jak i dla instruktorów , … Nie znam tych ludzi osobiście / tzn Pani redaktor i PW / – ale uważam , ze można ich polubić ! Tolerancja i kompromis !

    Odpowiedz
  • 4 marca 2015 o 11:24
    Permalink

    Pani redaktor, proszę darować sobie przypisy, są irytujące. W wywiadzie uwaga powinna być skierowana na gościa rozmowy, a nie na zadającego pytania, co mnie obchodzi pani „perlisty rechot”?

    Odpowiedz
  • 8 stycznia 2015 o 12:28
    Permalink

    Święte słowa!!!
    To oportunista i pseudo tanguero
    Kto w ogóle ma pomysł by robić z nim wywiad, by promować takąosobę??

    Odpowiedz
  • 15 grudnia 2014 o 15:58
    Permalink

    Piotr W… – antydefinicja tanga.
    Górnolotne wywody, wzniosłe „przemyślenia”… Piotr W nie tańczy tanga. Tango nie jest jego pasją. On jedynie zarabia tangiem. Zna kilka tangowych figur i od lat czaruje nimi początkujących.
    Ma naleciałości z towarzyskiego i całkowity brak techniki tanga. Nie wykształcił żadnej nawet średniozaawansowanej tancerki ani tancerza.
    Jego występy w tv krążą w środowisku jako przykry żart…
    Od lat nie bywa na żadnej milondze. Jak wiele lat temu bywał to tylko piwo pił przy barze, bo wszystkie liczące się partnerki czmychały po kątach.
    Jest w Polsce kilka osób mających pojęcie jak uczyć tanga, zastanówcie się nad wyborem nauczyciela raz jeszcze… Przestrzegam przed tym szarlatanem.

    Odpowiedz
  • 7 grudnia 2014 o 01:03
    Permalink

    „PRO ? AM mocno roz­wija się w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Tam prak­tycz­nie co tydzień, w róż­nych miej­scach, odby­wają się tur­nieje. Głów­nie w tańcu towa­rzy­skim, ale także w sal­sie i tangu argen­tyń­skim (Mamma mia? Tur­nieje w tangu argen­tyń­skim? czyż to nie pro­fa­na­cja..?”

    Nie ma żadnych takich „co tygodniowych” zawodów tanga argentyńskiego w Stanach Zjednoczonych. Nie ma par PRO-AM w tangu argentyńskim. Nie ma dominacji Argentyńczyków w zawodach bo po pierwsze nie ma takich zawodów a po drugie nauczyciele, to głównie „krążący” zawodowcy z Buenos Aires, jak na całym świecie. Od niedawna odbywają się zawody w San Francisco – eliminacje do mundialu tanga w Buenos Aires. Są stosunkowo mało popularne i zostały zaincjalizowane przez kilku dość nielicznych argentyńskich nauczycieli mieszkających i uczących w Stanach. W Polsce jest mit Ameryki: „każdy Amerykanin ma psychoanalityka”, „każda Amerykana ma kosmetyczkę” i każdy uczeń tanga tańczy w parze PRO-AM. W rzeczywistości tango w Polsce jest na wyższym poziomie niż w USA.

    Odpowiedz
  • 13 listopada 2014 o 08:20
    Permalink

    Witaj Piotrze. Jestem twoim uczniem z Zielonej Góry. Bardzo podoba mi się wywiad z Tobą. Będę go polecał wszystkim którzy próbują ze mną miodu tangowego, by zrozumieli co jest ważne w rozwoju. Mam nadzieję na rychłe spotkanie podczas nauki.

    Odpowiedz
  • 12 listopada 2014 o 15:59
    Permalink

    Ach ten Piotr… umie zarażać tangiem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X