Co może dać tango? Wywiad z Tereską i Jackiem Mazurkiewiczami

Ania: Mnie w ogóle nie ciągnie do prowadzenia.

Jacek: Nie chodzi o „ciągnie”. Jeśli w ogóle chcesz się rozwijać, to powinnaś uzyskiwać informacje w różny sposób. Wizualnie, werbalnie. W dotyku i odczuciach ciała możesz w pełni uzyskać, kiedy staniesz po stronie prowadzącego. A facet po stronie podążającej, i poczuje, jak to jest, jak źle prowadzi do krzyżyka albo jak robi ocho w zły sposób i wywala partnerkę z osi.

Ania: Krzyżyk! To mój konik. Niby prosta rzecz, uczona zaraz na początku kursu. Ale niewielu umie go poprowadzić przyjemnie dla partnerki. Trafiłam kiedyś na praktikę, na której go uczyłeś. Wtedy dopiero zwróciłam uwagę, że krzyżyk może być niesamowicie przyjemny, a najczęściej jest nijaki. Trzeba by chyba zrobić całodzienne warsztaty z krzyżyka, żeby prowadzący oddrukował starą wersję i nauczył się robić go tak bosko jak Ty.

Jacek: Po to go wymyślono, żeby był przyjemny. Po to robię fakultety z wybranymi tematami (w środy w Equilibrum, w niedziele w Złotej Milondze), aby dzielić się wiedzą, którą zdobyłem. Wtedy robię takie tematy jak krzyżyk, swobodna noga partnerki i kto ją tak naprawdę prowadzi? Jest takie piękne zdanie, że to prowadzący tańczy nogami partnerki. Bo to prawda. Ja te nogi wprawiam w ruch i się nimi bawię. Ona jest oczywiście aktywna, ale jeśli podążająca akceptuje moje prowadzenie, to jej aktywność ogranicza się do tego, żeby utrzymać swoją oś, żeby pięknie wyglądać, stać pewnie na tej nodze, na której ją postawię, a tę drugą dać mi do zabawy.

Ania: Myślisz, że ćwiczenia wykonywane samodzielnie w domu mają sens?

Jacek: Mają. Samemu trzeba ćwiczyć. Kiedyś brałem lekcje u Mariano Galeano i dał mi zestaw ćwiczeń do robienia przy ścianie.

Ania: Czemu ludzie chodzą na żmudną technikę, a nie chcą uczestniczyć w przyjemnych zajęciach z muzykalności?

Jacek: Nie interesuje ich to. Mnie dopiero w Argentynie zarazili potrzebą słuchania muzyki. Powiedzieli mi, że jak nie będę jej słuchał, to nie będę tańczył. Ci, którzy idą tańczyć nie znając muzyki, są pozbawieni możliwości interpretacji.

Ania: W sensie: trzeba słuchać i znać? Wychodząc na parkiet wiedzieć, jak brzmi dany utwór?

Jacek: Tak. Znając utwór, mogę zrobić tysiąc rzeczy. Wiem, co się za chwilę stanie, że będzie paPAM (Jacek zademonstrował, a stolik z pyszną bezą w skupieniu pochłanianą przez Tereskę gwałtownie podskoczył). Jak wiem, że będzie, mogę je zatańczyć. A jak nie wiem, to nie zatańczę. Są utwory z naprawdę pięknymi ozdobnikami muzycznymi. Ja osobiście uwielbiam ? czego niemal nikt nie robi ? stop! Ciszę. Jest piękne nagranie La Cumparsity D?Arienzo, gdzie cisza trwa dobre parę sekund, a wszyscy tańczą. A tu trzeba stanąć! Jak słup soli! Zatrzymać się i razem z orkiestrą bez ruchu wytańczyć ciszę. Kiedyś Godoy na warsztatach pokazał nam, jak wytańczyć szesnastkę (czyli 1/16 całej nuty). Można to zrobić, jak się wie, że ona w tym miejscu jest. Z takim partnerem, który wyciągnie z muzyki rytm, ciekawostkę, ciszę, synkopkę – żadna partnerka się nie nudzi, nawet jak z nim tańczy codziennie te same utwory. Oscar Casas powiedział mi w tajemnicy, żebym nigdy przed partnerką nie odkrywał wszystkich swoich możliwości, żeby za każdym razem ją zaskoczyć.

Ania: Jak dziewczyna słucha muzyki w tańcu, to zawsze znajdzie swoją przestrzeń i potrafi coś zaproponować. O ile partner jest uważny, nie pospiesza i nie ciągnie. Tylko jak zachęcić nas do umuzykalniania się?

Jacek: Czy słyszałaś kiedykolwiek, żeby ten, kto ma prawo jazdy, chodził na doszkalające kursy?

Ania: Tak. Ci, co mają zacięcie do jazdy sportowej lub rajdowej.

Jacek: A zwykły kierowca? Zrobi prawo jazdy i na tym kończy. Ja kiedyś miałem kontakt z rajdowcami, oni mnie trochę pouczyli. Niby tak samo masz gaz, hamulec, biegi i kierownicę, ale możesz z tym samochodem zrobić cuda. To tak jak w tangu, wchodzisz na wyższy poziom. Co zrobić, żeby ludzie chcieli się doszkalać? To nie jest kwestia tylko tanga. Ludzie są leniwi, a lenistwo jest motorem rozwoju. Wszystkie uproszczenia i wynalazki pochodzą z lenistwa.

Ania: Jak mówi moja bratanica: po co mam siedzieć, jak mogę leżeć.

Jacek: No właśnie. Ale w tangu dochodzimy do innej sfery: przyjemności. Samochód większość osób prowadzi, żeby się przemieścić. Tango chyba wszyscy tańczymy dla przyjemności. Miguel Pla to bardzo szanowany członek społeczności tangowej, był nawet w Polsce; powiedział, że w każdym tanguero drzemią dwie profesje: szołmen i nauczyciel. Jak się rozejrzysz po milondze, to zobaczysz, że tak jest.

Ania: Wykwit całej masy pseudo nauczycieli to coś przerażającego. Słabo tańczy, a zabiera się za uczenie.

Jacek: Rynek to weryfikuje. Są uznani, mniej uznani, i tacy, co znikają. Dyskusja trwa od lat. Tango nie jest tańcem towarzyskim i mam nadzieję, ze nie uda się go ubrać w żadne ramy systemowe jak oceny czy certyfikaty. Jeden z nauczycieli kiedyś powiedział: ja się dziesięć lat uczyłem kroku w bok i nadal nie umiem tego zatańczyć, wciąż się rozwijam. Bo to nie jest sprawa zdania egzaminu i zdobycia certyfikatu. To jest cały mikrokosmos: słuchanie, próbowanie, ludzie, style? i wrażenia.

Ania: Dla mnie tango jest językiem. Jak ja znam chiński i Niemiec zna chiński, to sobie pogawędzimy. Tak samo w tangu.

Jacek: Podam przykład: kiedyś u znajomych zatańczyłem z ich kuzynką, która przyjechała z Argentyny. Zrobiliśmy wrażenie na rodzinie. A żona znajomego na to: no tak, oni się umówili! A przecież widzieliśmy się pierwszy raz w życiu. Więc tak, to jest język. Samo podejście i objęcie przekazuje 80% informacji i po tym już wiadomo, co będzie można zatańczyć. Miałem kilka fajnych zdarzeń. Kiedyś tańczyłem z dziewczyną z Nepalu. Było fantastycznie. I to jest niesamowite. Ludzie, którzy w innych okolicznościach pewnie by się nie spotkali, na płaszczyźnie tanga mogą.

Ania: Czemu już nie współprowadzisz Una Emocion?

Jacek: (łypnął na mnie groźnie, zarechotał, po czym na krótką chwilę zastygł) Powody są różne. Najistotniejszy to zdrowie Tereski. Aby poprowadzić tę milongę, trzeba tam spędzić 7 godzin, a to zdecydowanie dla Tereski za dużo. Praktika zaczyna się o 19.30., wcześniej trzeba przygotować salę, wynieść stoły i krzesła?

Tereska: Zamieść podłogę!

Jacek: ? o północy to wszystko z powrotem ustawić. Za długo to trwało. Drugi powód jest taki, że wbrew powszechnemu przekonaniu, że organizatorzy milong zarabiają majątek, niestety bardzo często się dokłada. Czytałaś niedawno notkę Igora (Chmielnika, organizatora milongi Una Emocion), który się wkurwił, że było tyle osób, a zapłaciła połowa? Ludzie nie myślą, że trzeba zapłacić za salę. I to jest żenujące. Przecież my dokładnie wiemy, kto nie płaci.

Ania: Może być tak, że ludzie wrzucają do skrzyneczki, a Ty tego nie widzisz, bo tańczysz.

Jacek: Ale ja liczę ludzi, a potem pieniądze. I jeśli było 40 osób, a ja mam należność od 20, to wiem, że reszta nie zapłaciła. Często bywało, że nie płacili ci najbogatsi. (I tu podzieliliśmy się spostrzeżeniami, kto nie płaci, kto wypija innym napoje ze stolika, kto pożycza kasę i nie oddaje, kto sępi papierosy?). Więc jak raz dopłaciłem stówę, drugi i trzeci sto pięćdziesiąt ? a jeszcze ktoś mnie obsmarował, że coś było nie w porządku, że muzyka się nie podobała bo dj chujowy ? to sobie pomyślałem: mam to tam, gdzie robotnik ma klienta w większości przypadków, tzn. w dupie. A że mam pojemną, to nie boję się o zdrowie!!!

Ania: Czasami grywasz bardzo wymagająco dla tancerzy, a już ustaliliśmy, że muzykalni nie jesteśmy, więc stwarzasz ludziom trudności. Ja akurat lubię, jak cudaczysz, bo jest to coś innego.

Jacek: Jeżeli puszczę jedną taką tandę na 4 godziny milongi, to ci, co umieją tańczyć, docenią. A ci, co nie umieją, niech idą na piwo albo na kawę.

Ania: Wielu dj-ów ma ograniczoną ilość utworów, więc nie bardzo mają czym zaskakiwać. Nie umieją komponować tand. Czy nie uważasz, że zanim zechcą, by ludzie tańczyli do ich muzy, to też powinni się podszkolić właśnie z dj-owania?

Jacek: W Internecie można znaleźć podstawowe zasady dj-owania, to może być pierwszy krok. Są też organizowane warsztaty, można wziąć w nich udział. Nie wiem, czy w Polsce, na pewno w Niemczech. U mnie dj-owanie wzięło się trochę z przekory. Chciałem trochę innej muzyki, niż wszędzie słyszałem.

Ania: A mam Cię! Najpierw każesz nam słuchać muzyki, żeby ją znać i wynajdywać smaczki, a potem serwujesz nam taką, której w życiu nie słyszeliśmy. Ze złośliwości?

Jacek: Powiedziałem: innej, a nie: nieznanej. Mam nieco inne preferencje niż większość dj-ów, którzy uwielbiają okres Złotej Ery. Niektóre orkiestry są rzeczywiście wyjątkowo zajebiste. Ale ja wolę raczej Starą Gwardię i wczesny okres Złotej Ery. Nie lubię późnej Złotej Ery i utworów z lat 60-tych, nie pasuje mi taka aranżacja. Żeby tańczyć dobrze, muszę czuć mrówki na kręgosłupie i podszyciu stóp. Jestem wrażliwy muzycznie. Zupełnie nie jestem wrażliwy na obrazy, literaturę. Na muzykę bardzo.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

Jedna myśl na temat “Co może dać tango? Wywiad z Tereską i Jackiem Mazurkiewiczami

  • 20 października 2014 o 16:00
    Permalink

    Rewelacyjny wywiad i bardzo interesujące uwagi, wskazówki oraz refleksje. Artykuł świetny i godny polecenia do przeczytania zarówno osobom usiłującym tańczyć jak i tańczącym tango. Aniu, Tereniu i Jacku moje szczere gratulacje.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X