Trzeba korzystać z możliwości” — wywiad z Jerzym Dembińskim

Jestem umó­wio­na w Bati­dzie przed milon­gą z Jerzym Dem­biń­skim, któ­ry tań­czy tan­go od dwóch lat. Jestem spóź­nio­na, nie mogę zapar­ko­wać. Dzwo­nię, a Jerzy mnie uspo­ka­ja, że cze­ka cier­pli­wie, zło­żył zamó­wie­nie na pysz­ne ciast­ko i jak chcę, to mnie też coś zamó­wi. Inży­nier che­mik, dok­to­rant jed­nej z wie­deń­skich uczel­ni, spe­cja­li­sta od paliw, nadal pra­cu­je jako kon­sul­tant dla naj­więk­sze­go ame­ry­kań­skie­go kon­cer­nu Exon Mor­ris. Prze­żył Powsta­nie War­szaw­skie będąc na miej­scu od pierw­sze­go do ostat­nie­go dnia.

Jerzy Dembiński[Anna Kos­sak] Jerzy, jesteś męż­czy­zną, któ­ry wie­le w życiu prze­żył, ale miał tak­że dużo szczę­ścia. Zjeź­dzi­łeś cały świat, masz bar­dzo wyma­ga­ją­cy zawód, cały czas jesteś aktyw­ny, i tań­czysz tan­go… Nie mogłam odpu­ścić takie­go roz­mów­cy!

[Jerzy Dem­biń­ski] Bar­dzo mi miło. W takim razie zacznie­my od tego, że powiem Ci, w jaki spo­sób na to tan­go wpa­dłem. Zaczy­na­jąc od począt­ku: wie­le lat miesz­ka­łem w War­sza­wie, kie­dyś tu stu­dio­wa­łem. Któ­re­goś wie­czo­ru spa­ce­ro­wa­łem Ale­ja­mi Ujaz­dow­ski­mi i posta­no­wi­łem wejść do kawiar­ni U Akto­rów. W mło­do­ści spę­dzi­łem w niej dużo cza­su, wypi­łem spo­ro dobrych alko­ho­li. Pamię­tam takie dobre pijań­stwo z Han­ką Skar­żan­ką… i z inny­mi, któ­rzy już nie­ste­ty nie żyją… Ale do rze­czy: to był ponie­dzia­łek. Wcho­dzę i patrzę ? a tam się dzie­je coś dziw­ne­go. Gwar, muzy­ka, ruch… Tań­czą tan­go! Bar­dzo mi się to spodo­ba­ło. Pod­sze­dłem do Jac­ka Mazur­kie­wi­cza i tro­chę mu o sobie opo­wie­dzia­łem, bo z wia­do­mych wzglę­dów ode­zwa­ły się we mnie pew­ne sen­ty­men­ty. Kie­dy prze­szli­śmy do tego, że w tej kawiar­ni dzie­je się coś inte­re­su­ją­ce­go, Jacek potwier­dził i powie­dział, że jest to nie tyl­ko cie­ka­we miej­sce, ale tak­że dosko­na­łe do polo­wa­nia na kobie­ty, bo jest ich w tym tan­gu wię­cej niż nas.

No ład­nie! (śmiech)

Zro­bi­ło to na mnie fan­ta­stycz­ne wra­że­nie i do dzi­siaj wier­nie cho­dzę na wszyst­kie milon­gi.

Nie tyl­ko cho­dzisz, ale przy­wo­zisz i odwo­zisz damy.

No tak, ale jeśli cho­dzi o to polo­wa­nie, to tak napraw­dę nie bar­dzo mi wycho­dzi (śmiech).

Po wywia­dzie będziesz cele­bry­tą i wte­dy się wszyst­ko zmie­ni (śmiech).

Nie musi i wca­le tego nie ocze­ku­ję, bo prze­cież w samym polo­wa­niu jest urok i nie­ko­niecz­nie trze­ba zdo­by­wać tro­fea (śmiech).

Krą­żą słu­chy, że byłeś kochli­wy i że mia­łeś kil­ka żon.

Znam ludzi, któ­rzy nie mie­li trzech żon jak ja, ale z kobie­ta­mi mają znacz­nie więk­sze doświad­cze­nie. Trze­cie mał­żeń­stwo zakoń­czy­ło się 35 lat temu i od tego cza­su jestem kawa­le­rem do wzię­cia. Ale Ty pew­nie mnie opi­szesz, że jestem babia­rzem.

Nic takie­go nie powie­dzia­łam.

Ale kochli­wy jestem (Jerzy spoj­rzał na mnie figlar­nie).

I dobrze, bo my jeste­śmy po to, żeby nas kochać, tyl­ko współ­cze­śni męż­czyź­ni cza­sem mar­nie sobie z tym radzą i nie wie­dzą jak. Masz dla nich jakąś radę?

Pró­bo­wać! Nie zra­żać się.

Tak samo do tan­ga. Po wizy­cie w Ale­jach Ujaz­dow­skich zapi­sa­łeś się na kurs?

Posze­dłem do Zło­tej Milon­gi na lek­cję gru­po­wą, ale zaczą­łem też szu­kać innej dro­gi, żeby dojść do lep­szych kwa­li­fi­ka­cji. Wzią­łem dość dużo lek­cji pry­wat­nych.

Wiem, że jesteś pil­nym uczniem. Ba! Nie Ty jeź­dzisz na lek­cje, tyl­ko nauczy­cie­le przy­jeż­dża­ją do Cie­bie!

Tak, rze­czy­wi­ście, kil­ku zapro­si­łem. A na milon­gach bar­dzo lubię tań­czyć z Anią ? po pierw­sze dobrze tań­czy, a poza tym ma jak dla mnie wła­ści­wy roz­miar, co też nie jest bez zna­cze­nia (hihi, Jerzy miał na myśli wzrost). Bar­dzo żału­ję, że nie chce mi dawać żad­nych wska­zó­wek i nie chce mnie kory­go­wać.

Może słusz­nie? Dziew­czy­ny, któ­re nie są nauczy­ciel­ka­mi, chy­ba nie powin­ny kory­go­wać, bo nie umie­ją pro­wa­dzić.

Jeśli dziew­czy­na po dwóch mie­sią­cach cho­dze­nia na lek­cje pró­bu­je robić figu­ry, to jej mówię, żeby się wzię­ła do cho­dze­nia, a na figu­ry przyj­dzie czas. Bo prze­cież cho­dze­nie jest głów­ną rze­czą w tan­gu i jak to się robi dobrze, to nie­wie­le wię­cej trze­ba. I chciał­bym, żeby Ania mi mówi­ła, co mogę zro­bić lepiej. Inna spra­wa, że tro­chę nie­sym­pa­tycz­nych rze­czy też się dzie­je. Są dziew­czy­ny, któ­re jak widzą, że facet nie jest zbyt dobry, to odma­wia­ją, nie chcą tań­czyć.

To jest pra­wo tan­ga: Wy może­cie nie pro­sić, my może­my odmó­wić.

Tak, ale chy­ba jed­nak powin­na być jakaś misja w tan­go­wi­czach, żeby zro­bić coś dla tych, któ­rzy dopie­ro wcho­dzą. Bo jak ina­czej mają się nauczyć? Cza­sem potrzeb­ne jest poświę­ce­nie.

Oj, nie lubię tego sło­wa, bo ono dla mnie zawsze pod­szy­te jest z jed­nej stro­ny pogar­dą, z dru­giej ? poczu­ciem krzyw­dy. Wolę, żeby był to wybór…

Ja te odmo­wy bar­dzo cięż­ko prze­cho­dzi­łem. Prze­waż­nie wycho­dzi­łem z milon­gi. Ale prze­zwy­cię­ży­łem to. Uwa­żam, że trze­ba tan­go trak­to­wać jak przy­jem­ność. Uczyć się, cho­dzić na milon­gi, ale tak­że tań­czyć w domu. Nie­daw­no roz­ma­wia­łem z Prze­mkiem (Miel­car­kiem) i pro­si­łem go o radę, bo jak naj­szyb­ciej chcę wyjść z krocz­ków, a tań­czyć muzy­ką. On mi powie­dział, że w domu tań­czył sam ze sobą, słu­cha­jąc dużo muzy­ki. To pozwa­la póź­niej wyko­rzy­stać to wszyst­ko w cią­gło­ści z part­ner­ką. I on ma chy­ba rację.

Być może, tyl­ko czy u wszyst­kich to zadzia­ła? A jeśli męż­czy­zna za bar­dzo się zapa­mię­ta w tań­cu ze sobą i potem na milon­dze też będzie tań­czył sam ze sobą, jedy­nie uży­wa­jąc part­ner­ki, to raczej efekt tych ćwi­czeń nie wzbu­dzi jej zachwy­tu. Jeże­li part­ner jest tech­nicz­nie świet­ny, ale ja czu­ję, że tań­czy beze mnie, to nie jest przy­jem­ny taniec i cze­kam, żeby to się skoń­czy­ło.

Tu na pew­no masz rację. Musi być ten trze­ci ele­ment, czy­li taniec razem. Chciał­bym tań­czyć ład­nie i żeby to było przy­jem­ne dla part­ner­ki.

Cof­nij­my się w cza­sie. Czy zetkną­łeś się z tan­giem w przed­wo­jen­nej War­sza­wie?

Przed woj­ną byłem dziec­kiem, przy­je­cha­łem do War­sza­wy w 1935 roku, ale w cza­sie oku­pa­cji w War­sza­wie była masa kawiar­ni i miejsc, gdzie się ludzie spo­ty­ka­li. To się dzia­ło w cią­gu dnia, bo wie­czo­rem i nocą nie moż­na było cho­dzić po uli­cach ze wzglę­du na obo­wią­zu­ją­cą godzi­nę poli­cyj­ną. W tych kawiar­niach wystę­po­wa­li róż­ni akto­rzy ? zresz­tą po woj­nie tak­że, tyl­ko to było już w innych warun­kach. Naj­bar­dziej mam w pamię­ci Mie­czy­sła­wa Fog­ga, któ­ry był wszę­dzie i śpie­wał tan­ga. Potem zresz­tą go pozna­łem, i jego wnucz­ka. Tak więc kawiar­nie, a w nich tan­go, były w cza­sie oku­pa­cji głów­ną roz­ryw­ką. Do kina wte­dy nie wypa­da­ło cho­dzić, bo Niem­cy poka­zy­wa­li swo­ją pro­pa­gan­dę. Przy­znam się, że z inny­mi dzie­cia­ka­mi byłem parę razy, bo trud­no było dzie­ci od kina odcią­gnąć. Czę­sto cho­dzi­łem do świet­nych wte­dy teatrów. Wystę­po­wa­li w nich ci sami akto­rzy co w kawiar­niach. Ludzie gar­nę­li się do życia towa­rzy­skie­go, kul­tu­ral­ne­go. To była ich odskocz­nia. Jak koń­czy­ła się oku­pa­cja, mia­łem pra­wie 16 lat i już tań­czy­łem. Nie było wte­dy rock&rolla, ale tań­czy­li­śmy foks­tro­ta, wal­ca wie­deń­skie­go i tan­go. Po woj­nie, kie­dy skoń­czy­łem stu­dia i zają­łem się swo­ją karie­rą zawo­do­wą ? a była ona wyma­ga­ją­ca ? prze­sta­łem tań­czyć i przez całe lata mia­łem prze­rwę.

Bra­łeś udział w Powsta­niu War­szaw­skim.

Kie­dy wybu­chło, mia­łem 15 lat. Byłem w War­sza­wie od pierw­sze­go do ostat­nie­go dnia. Bar­dzo dłu­go nie chcia­łem wra­cać do tych cza­sów, nie chcia­łem roz­pa­mię­ty­wać. Czte­ry lata temu w Muzeum Powsta­nia War­szaw­skie­go wró­ci­łem do tych wspo­mnień, tak­że pod wpły­wem zwie­dza­ją­cej je mło­dzie­ży. Gru­pa pięt­na­sto-szes­na­sto­lat­ków była opro­wa­dza­na przez prze­wod­ni­ka, któ­ry opo­wia­dał: „Zobacz­cie! Tu był Plac Napo­le­ona, a tam…”. Wte­dy nie wytrzy­ma­łem i powie­dzia­łem, że tak się skła­da, że te zdję­cia, któ­re oglą­da­ją… że ja w tych miej­scach byłem: w jed­nych pięć minut wcze­śniej, w innych pięć minut póź­niej… To było pra­wie sie­dem­dzie­siąt lat temu… Potem zapro­si­li mnie na inte­rview, któ­re­go efekt zamiesz­czo­no na stro­nie muzeum.

Jak odbie­rasz dzi­siej­szą mło­dzież?

Myślę, że prze­szło­ścią nie bar­dzo się inte­re­su­je. Jak ja byłem mło­dy, to bar­dzo inte­re­so­wa­li­śmy się histo­rią, lite­ra­tu­rą, inny­mi nauka­mi. Wszy­scy dobrze się uczy­li ? ja oczy­wi­ście też. Może dla­te­go, że nie było to powszech­ne, a wręcz nie­bez­piecz­ne? Nie było tele­wi­zji, w cza­sie oku­pa­cji nie moż­na było mieć radia, nie było takich moż­li­wo­ści jak w dzi­siej­szym świe­cie. Zosta­wa­ły książ­ki i pod­ręcz­ni­ki do nauki. Od godzi­ny siód­mej obo­wią­zy­wa­ła godzi­na poli­cyj­na, nie moż­na było cho­dzić po uli­cach, więc sie­dzia­ło się w domach i czy­ta­ło książ­ki. Mło­dzież była bar­dziej patrio­tycz­na. Dzi­siej­szy świat jest na luzie, nie ma woj­ny, roz­wój tech­no­lo­gicz­ny dostar­cza całej masy szyb­kich roz­ry­wek.

Dzi­siaj Powsta­nie War­szaw­skie jest róż­nie oce­nia­ne przez histo­ry­ków.

Tak, to praw­da, ale ja też mam swo­ją opi­nię. Od pierw­szej sekun­dy widzia­łem, co się dzia­ło. Sły­chać było arma­ty po dru­giej stro­nie Wisły, Armia Radziec­ka była mię­dzy Radzy­mi­nem a War­sza­wą, a Niem­cy na dobrą spra­wę ucie­ka­li… Ale to wszyst­ko jest w innym wywia­dzie. 10 lat po woj­nie wyje­cha­łem z PRL‑u. Wte­dy nie wyjeż­dża­ło się na wyciecz­ki i nie mia­ło się pasz­por­tów. Trze­ba było mieć zna­jo­mo­ści i szczę­ście, na szczę­ście jed­no i dru­gie mia­łem.

Two­je poko­le­nie dużo prze­szło. Nie tyl­ko woj­na, ale czas po woj­nie dla nie­jed­ne­go był o wie­le gor­szy i trud­niej­szy. Ale dzi­siej­si mło­dzi ludzie też mają trud­ny czas. Wasze życie było zagro­żo­ne ze stro­ny dru­gie­go czło­wie­ka. Życie współ­cze­snych mło­dych zagro­żo­ne jest przez nich samych. Znam kil­ka osób z Two­je­go poko­le­nia, któ­re prze­ży­ły napraw­dę strasz­ne rze­czy, a jed­nak umie­ją pogod­nie korzy­stać z życia. Obec­nym trzy­dzie­sto-czter­dzie­sto­lat­kom mało się chce i zże­ra ich wiecz­na fru­stra­cja. Co moż­na pora­dzić ludziom, któ­rzy się zagu­bi­li?

War­to dostrzec, że mogą robić wszyst­ko, co tyl­ko im odpo­wia­da. Mają duże moż­li­wo­ści. Są wol­ni. Mój wnu­czek, któ­re­go rodzi­ce są leka­rza­mi, powie­dział, że nie pój­dzie na medy­cy­nę, bo jej nie zno­si, i zajął się muzy­ką. Zało­żył zespół z kole­ga­mi i gra. Trze­ba korzy­stać z moż­li­wo­ści.

Zje­cha­łeś kawał świa­ta.

To praw­da, przede wszyst­kim w związ­ku z karie­rą zawo­do­wą. W swo­im życiu pra­co­wa­łem w języ­ku nie­miec­kim, angiel­skim, rosyj­skim i pol­skim.

Miesz­ka­łeś w Austrii, Izra­elu, USA, Rosji. Nadal podró­żu­jesz. Nie­daw­no byłeś w Hisz­pa­nii, za chwi­lę jedziesz do Sta­nów. Czy pod­czas wyjaz­dów cho­dzisz na milon­gi?

Raz byłem, wła­śnie w Sta­nach, i mi się nie podo­ba­ło. Byłem w Hart­ford, to jest wiel­kie mia­sto prze­my­sło­we. Milon­gę zor­ga­ni­zo­wa­ła Kana­dyj­ka, a całe towa­rzy­stwo, któ­re tam było, to głów­nie imi­gran­ci z Mek­sy­ku, więk­szość prze­by­wa­ła nie­le­gal­nie. Oni mają muzy­kę w sobie, ale wca­le dobrze nie tań­czy­li. Poza tym jakoś trud­no mi było się poro­zu­mieć… Mia­łem wra­że­nie, że nale­żą do gru­py… takie mod­ne sło­wo teraz… tak jak­by byli odsu­nię­ci…

Wyklu­cze­ni?

O wła­śnie! Tak więc atmos­fe­ra mi nie odpo­wia­da­ła.

Jakie masz jesz­cze aktyw­no­ści oprócz tan­ga? Upra­wiasz ogró­dek?

Nie oso­bi­ście. Wzglę­dy zdro­wot­ne mi nie pozwa­la­ją.

To masz zdro­wie na tan­go, a nie masz na ogró­dek?

Nie mogę dźwi­gać, schy­la­nie się też nie jest dobre. Nie porwał­bym się tak­że na mara­ton, ale na tan­go ? tak, mam dość zdro­wia. Poza tym gram w bry­dża.

Nie myśla­łeś, żeby spi­sać swo­je wspo­mnie­nia? Wie­le Two­ich prze­żyć mógł­byś opi­sać wręcz powie­ścio­wo!

Szcze­gól­nie moje mał­żeń­stwa były cie­ka­we. Moja dru­ga żona była pół Polką, pół Chin­ką. Jej ojciec przed woj­ną był kon­su­lem w War­sza­wie. Tu poznał jej mat­kę, Polkę, oże­nił się i został. Po róż­nych pery­pe­tiach ? tak­że takich, że nie­któ­rzy wma­wia­li mi, że takie jak ona to pod­sta­wie­ni szpie­dzy ? wyje­cha­li­śmy do USA. Tam uro­dzi­ła się nasza córecz­ka ? dziec­ko miło­ści. Nie­ste­ty roman­tyzm prysł i nie uło­ży­ło się.

Tak bywa.

Moja trze­cia żona była leka­rzem. Bar­dzo ambit­na, karie­ra była dla niej wszyst­kim, zresz­tą rze­czy­wi­ście zro­bi­ła ogrom­ną karie­rę nauko­wą. Nie myśla­ła o dzie­ciach. Mia­ła taki ciąg na tę karie­rę, że to zacią­ży­ło na naszym mał­żeń­stwie. Był taki moment, kie­dy eko­no­micz­nie gorzej sta­łem. Wte­dy nie­mal od razu dała mi znać, że to nie ona ma być pro­vi­der, że to męska rola.

A pierw­sza żona?

Bar­dzo się z nią przy­jaź­nię, darzę ją bar­dzo cie­pły­mi uczu­cia­mi. Mamy cór­kę, któ­ra miesz­ka­ła ze mną w USA. I tak jak moja trze­cia żona mia­ła dzi­ką ambi­cję zawo­do­wą, tak pierw­sza nie mia­ła żad­nej. Była model­ką Mody Pol­skiej. Stu­dio­wa­ła angli­sty­kę, czy­ta­ła milio­ny ksią­żek. Świat lite­rac­ki jej wystar­czał. Wyszła za mąż po raz dru­gi za czło­wie­ka, któ­ry w wie­ku 55 lat poszedł na eme­ry­tu­rę i wio­dą bar­dzo spo­koj­ne życie.

Kie­dyś były cza­sy z jasny­mi zasa­da­mi: męż­czy­zna dba o byt, kobie­ta go wspie­ra. Za każ­dą dużą karie­rą męż­czy­zny stoi mądra kobie­ta.

Ale były kobie­ty wyła­mu­ją­ce się. Taka Emi­lia Pla­ter na przy­kład…

Wyjąt­ko­we kobie­ty żyły w każ­dych cza­sach.

Teraz też żyją. Są atrak­cyj­ne panie wokół mnie, ale cza­sem mam kło­pot, bo nie do koń­ca wyczu­wam inten­cje.

Zako­chu­jesz się?

Musi iskrzyć, muszą być emo­cje. Przy­jem­ność bycia razem. A wiesz, co jest naj­waż­niej­sze? (świę­ty Bar­na­bo! Będzie­my roz­ma­wiać o sek­sie…?) Zapach. Tego się nie kon­tro­lu­je. Pasu­je lub nie. To jest ta che­mia. Ale myślę, że na moim eta­pie chy­ba będzie mi trud­no kogoś zna­leźć na sta­łe. Przy­dał­by się dzi­ki sen­ty­ment.

Im jeste­śmy star­si, tym jeste­śmy mniej ela­stycz­ni, bar­dziej wyma­ga­ją­cy, a więc trud­niej nam zaak­cep­to­wać dru­gą oso­bę w cało­ści. Jeste­śmy bar­dziej wybred­ni, a przez to nie­raz tra­ci­my szan­sę na coś faj­ne­go.

Tu mogła­by jed­na z moich córek opo­wie­dzieć, jak w spo­sób zor­ga­ni­zo­wa­ny chcia­ła zna­leźć part­ne­ra.

O, to może mi się przy­dać do kolej­nej książ­ki, umó­wi­my się na tę opo­wieść. Wra­ca­jąc do Cie­bie: nie boisz się, że jak będziesz za bar­dzo zacho­waw­czy, możesz prze­ga­pić faj­ną babecz­kę? Wiesz, jesteś na takim eta­pie, że… jeśli jest che­mia, feeling… Nawet jak­by chcia­ła być przy Tobie usta­wio­na, to co Ci szko­dzi?

Nic, ale jeśli tyl­ko o to cho­dzi, to chy­ba nie o to cho­dzi (śmiech). Na szczę­ście nie wszyst­kie kobie­ty szu­ka­ją kogoś, kto zaj­mie się rachun­ka­mi. Naj­przy­jem­niej jest być razem, miesz­kać razem, robić róż­ne rze­czy razem.

I tań­czyć razem. Życzę Ci ? bez jakiej­kol­wiek prze­sa­dy ? 100 lat w tan­gu!

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

Jedna myśl na temat “Trzeba korzystać z możliwości” — wywiad z Jerzym Dembińskim

  • 14 sierpnia 2013 o 20:15
    Permalink

    Mia­łam przy­jem­ność zatań­czyć z Jerzym kie­dy był na samym począt­ku swo­jej dro­gi tan­go­wej. Życzy­ła­bym sobie, żeby każ­dy tan­gu­ero był tak uprzej­my i tro­skli­wy o part­ner­kę w tań­cu. Mam nadzie­ję, że się jesz­cze spo­tka­my na par­kie­cie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X