Tango to opowieść o nas – rozmowa z Pauliną Policzkiewicz-Woźniak

Och, to jest problem. Jak można zachęcić panów do przełamywania oporów?

Podstępem (śmiech). Tak właśnie radzę żonom nie tańczących jeszcze mężów. Mężczyźni bardzo szybko się płoszą, boją się tanecznych propozycji. Są dla nich straszne! (śmiech). Obawiają się, że będą musieli się sprawdzić: tu i teraz przeobrazić w tancerza i prowadzić – o matko! I pląsać!

Boją się, że od razu zostaną wyciągnięci na parkiet.

Nie biorą pod uwagę tego, że my jesteśmy gotowe poczekać. Trzeba się umówić w lokalu i wyraźnie powiedzieć: nie oczekuję, że od razu wyskoczymy na parkiet. Pójdziemy popatrzeć.

Pokażę ci inny świat…

Wprowadzenie powinno być łagodne. Od temperamentu danego mężczyzny będzie zależało, kiedy i jak bardzo się w taniec zaangażuje.

Myślę, że przy okazji warto poruszyć temat bezwolności i braku mocy sprawczej tangowych kobiet. Narzekają, że nie mają z kim tańczyć, a na milongi przyprowadzają koleżanki.

Tak jest za każdym razem, kiedy zgłaszają się dziewczyny na kurs.

Oczekują dostawy.

Myślą, że my im kogoś znajdziemy, zatrzymamy i że będzie na nią czekał. A ja zawsze proponuję: sąsiada, brata koleżanki, kogokolwiek z otoczenia, żeby zacząć.

Może się wstydzą? Z jednej strony są wyemancypowane, z drugiej liczą na to, że objawi się książę. Bawią mnie ogłoszenia typu: szukam dobrego partnera, kiedy dziewczyna jeszcze nie zaczęła. Znajdź jakiegokolwiek, wybierać będziesz później. Co można poradzić takim dziewczynom, żeby wzięły odpowiedzialność za własne tango?

Czasami jest tak, że boimy się odrzucenia. I nie chcemy być tymi ? chyba na szczęście ? które ciągną faceta na siłę. Czujemy, że ten układ powinien być odwrócony: to my mamy być znalezione i zaproszone do tańca. To oczekiwanie w nas jednak jest. Więc rozumiem, że takie działania mogą nie być łatwe. Poza tym kobiety lubią sobie towarzyszyć. Na fitness czy na zakupy lubimy iść z koleżanką. Na tango też.

I nie myślimy, że z nią raczej nie zatańczymy, ale ona jest naszym wsparciem.

A mężczyzna wyrusza jak na łowy, działa na własne ryzyko i własną odpowiedzialność i… nie chcę użyć tego słowa ? szuka zdobyczy… ale w sensie pierwotnym, jako odwieczny myśliwy.

Nie bójmy się słów. Tango porusza w nas atawizmy.

Być może to jest tak silne, że mężczyzna w tangu ? jak na polowaniu ? musi działać w pojedynkę, dlatego nie przyprowadza kolegów.

Jest nas więcej, i żeby miał nas kto szukać do tańca, to chyba najpierw my musimy znaleźć ich do nauki.

Najlepiej, żeby cały ten początek był lekki i niezobowiązujący. Spotkajmy się gdzieś, gdzie jest tango. Bez założeń, że to będzie mój partner, że coś z tego ma wyniknąć, że musimy ze sobą tańczyć już do końca. Jak taki mężczyzna, za sprawą kobiety, wejdzie do lokalu i zobaczy, że tam jest kilkudziesięciu innych mężczyzn, którzy tańczą i super spędzają czas, to ona daje mu szansę, aby się z takimi mężczyznami zidentyfikował.

Każdemu rozmówcy zadaję to pytanie, ale odpowiedzi są różne. Powiedz mi, co Tobie dało tango i czym dla Ciebie ono jest?

(Bardzo długa chwila milczenia) Nie wiem, co wybrać.

Wymień wszystko. Z zachowaniem hierarchii ważności lub w kolejności dowolnej.

Jeśli chodzi o pytania związane z tym tematem, to mam odpowiedź bardziej uproszczoną i rozbudowaną.

Daj tę drugą.

Nie wiem, czy ta rozbudowana wersja nadaje się do wywiadu, bo chyba wnika zbyt głęboko. Dotyczy sfery emocjonalnej, uczuciowej, całej mojej konstrukcji (śmiech).

Paulina Policzkiewicz-WoźniakMyślę, że o to chodzi. Ludzie nie chcą czytać wymyślonych plastikowych kreacji ? to mają w kolorowych pismach. Chcą autentyczności. To ich skłania do własnych przemyśleń.

Tango to… taki mój łącznik… z samą sobą. Zawsze czułam, że urodziłam się za późno, że żyję nie w tych czasach! Ciągle towarzyszy mi nostalgia za czasem minionym… Jestem uczepiona przeszłości… Nie żadnej konkretnej, ale czuję, że to, co minione, jest mi bliższe, niż to, co jest teraz. Nie mogłam połączyć swojego życia z tęsknotą za przeszłymi czasami. A tango jest właśnie tą drogą do mnie. Ono wyraża smutek, melancholię… Nie wiem, skąd to we mnie jest, ale jestem z tego zbudowana. To nie jest dziś potrzebne, nie pomaga żyć, ale jednak to mnie wypełnia i dzięki tańczeniu tanga mogę sobie to układać i poczuć dobrze ?w sobie? ? właśnie wtedy, kiedy tańczę. Tango to także opowieść. Niesamowite jest to, że nie znając wielu wyszukanych słów-kroków, możemy już samym ruchem opowiadać historie, wysnuwać je z siebie. Historie, które są zbudowane z nas. Nie wiemy, dokąd nas zaprowadzą, więc pragniemy zatańczyć jeszcze jedno i jeszcze jedno tango. Ciągle budować ciąg dalszy. I tak bez końca. To pasjonujące!

Trzeba mieć otwartość na te opowieści…

Tango to przede wszystkim bliskość: bezwarunkowa, natychmiastowa. Wymaga otwarcia się w jednej sekundzie. I zaufania. Także pragnienia bycia z tą jedną osobą przez kilka chwil. Czasami na milondze widać tańczące pary, w których te osoby nie są ze sobą, są bardzo oddalone. Bywa, że w trakcie tańca spektakularne figury przeszkadzają mi w koncentracji na partnerze. Płynność i oszczędność, to lubię. Jeżeli komuś włączą się naładowane baterie i w nadmiarze czuję gancha, sacady, wykopy, to wtedy myślę: dobrze, też włączam guzik i sobie razem powirujemy, ale to nie doprowadzi nas do momentu, w którym poczujemy, że cudownie, razem, w całej pełni nam się tańczyło. Możemy potem być zadowoleni, że poszaleliśmy, ale ja odczuwam wtedy pewien rodzaj zawodu, bo wcale do siebie nie dotarliśmy. Tańcząc, lubię zapukać do tej drugiej osoby i lubię, jak mnie wpuszcza (śmiech). Czasem udaje się to w pełni, ale bywa też tak, że takie otwarcie trwa tylko sekundy. Nieraz mam poczucie, że tańczy nam się dobrze, ale jest taka między nami odległość, która uniemożliwia dotarcie głębiej. Może być tak, że wymaga to dłuższego oswojenia się ze sobą, bo przecież ja też nie jestem na wszystkich otwarta i nie jest tak, że od razu każdego wpuszczę (śmiech). Czasem moje ciało mi na to nie pozwala i nie ma to nic wspólnego z rozumową decyzją. Dowiaduję się o tej swojej otwartości z własnego objęcia i tego, jak do partnera podeszłam. Na przykładzie wielu par widać, jak to się zmienia. Wraz z doświadczeniem siebie lub pewną chwilą przychodzi gotowość na domknięcie objęcia i otwartość emocji.

Gdybyś miała opisać tango w trzech słowach…?

(Chwila wahania) Muszę to sobie napisać (bierze papierową serwetkę, pisze, podaje). Przyszły mi na myśl te, ale mogłabym dopisać także inne.

Bliskość, objęcie obecność.

Każde z tych trzech słów sprowadza się do jednego. Tak jak objęcie zakłada bliskość, tak bliskość prowadzi do objęcia (śmiech). A wszystko to zespala się z obecnością. To jest taka trójca, w której każde ze słów oznacza wszystkie trzy. Poczucie obecności, że jestem tutaj, przy tej osobie, powoduje, że nasz dotyk będzie właściwy: nie za mocny i nie za delikatny. Będzie utwierdzeniem, że: ?oto ja, oto ty? i że jesteśmy razem. Tango to kontakt i pewna czujność.

Bliskość, czujność, dotyk… Tango przyniosło Ci męża…

Taaak… To jest… takie… życie! Skoro się żyje tangiem i ono jest wszechogarniające, to się łączy wiele rzeczy… i poznaje się męża… i rodzi się dzieci… To także jest wpisane w kalendarz tangowy (śmiech).
czytaj dalej ?

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X