„Byle­śmy umieli tań­czyć nie gorzej od Fran­cu­zów” – Tango w polskiej prasie z 1913 roku

Tango argentyńskie - Tygodnik Ilustrowany nr 51 / 1913Znane nam źródła wskazują, że tango argentyńskie pojawiło się w Polsce w październiku 1913 roku. Nie jest jednak łatwo o materiały, które opisywałyby jego formę i recepcję w Warszawie czasów sprzed I Wojny Światowej. Mimo to parę dni temu trafiliśmy na prawdziwy skarb – skan artykułu Tygodnika Ilustrowanego właśnie z końca roku 1913, ukazujący świeże emocje wywołane sto lat temu w Polsce przez taniec „awanturników z La Platy”.

My jesteśmy jedynie posłańcem – artykuł odnalazła Anna Karol – Pietruszewska ze Stowarzyszenia Tanga Argentyńskiego: Bielsko-Buenos Tango, a zdigitalizował go Lechosław Hojnacki, który umieścił go następnie na swoim serwisie NETango, gdzie sami odnaleźliśmy tekst.

Aby zobaczyć większą wersję skanu, wystarczy kliknąć na zamieszczony obrazek. Dla wygody poniżej znajdziecie także transkrypcję całego tekstu. Przyjemnej lektury!

PS – wtedy tango było mężczyzną.

transkrypcja artykułu:

Szalejący, rozbawiony, a uciekający przed widmem nudy świat tym razem do pampasów amerykańskich sięgnął po natchnienie, z nad brzegów La Platy zapożyczył takt nowego tańca i w jego upajającym wirze pogrążył chciwe nieznanych dreszczów tłumy.

Namiętne matchiche, cake-walki murzyńskie, omdlewające walce, nawet apaszów brutalne rytmy umilkły wobec nowego władcy, a raczej kacyka mody choreograficznej.

Kacykowi temu na imię ?tango?. Krew w jego żyłach płynie argentyńska, brzmi wspomnieniami fandanga, dźwiga charakter melodyi hiszpańskich. Rodowód tej krwi łączy się niezawodnie z kompanami Diaza de Solisa, który pierwszy do brzegów La Platy dotarł. Czeredy awanturników hiszpańskich, złotego runa poszukiwaczy grały lasom dziewiczym, grały plemionom czerwonoskórych swe narodowe pieśni. W chwilach odświętnych szukały haszyszu w kole tanecznem, mocnej podniety dla stwardniałych w życiu surowem nerwów i uczuć. Te nieuczone dźwięki hiszpańskie zmieszały się z tubylczymi taktami, nasiąkły zaprawą wielorasowych osadników argentyńskich i wydały stylowego, na swój sposób, metysa – tanga.

Tango jest typowym metysem. W budowie jego ślady kilkunastu naraz tańców się plączą, mając za podstawę charakterystyczną fugę, niewolącą tancerza do wpadania nie w takt, lecz w jego środek. Muzyka albo wyprzedza tancerza, albo za nim pośpiesza – nigdy zgadzać się z nim nie może. Stąd trudność dobrania się pary tancerzów, stąd wielu trzeba prób, aby zgodzić się w takcie prób nieustannych. Większą podobno trudność stanowi opanowanie harmonii ruchów, ile że tango zaprasza do tańca całą postać pary i każe jej sunąć na ostrzu przystojności pod warunkiem sine qua. Wyrzeczenie się tego ?ostrza? zamienia tango w niezgrabną krętaninę, najlżejszy zaś objaw temperamentu prowadzi do shockingu.

To niebezpieczeństwo tanga, ta jego skłonność i podatność do zmysłowej intepretacyi zdecydowała o jego powodzeniu i sławie argentyńskiej.

I tango rósł we wpływy i możność nad brzegami La Platy – aż, jako zbogacony plantator, trzciny cukrowej, zapragnął hołdu Europy. Debiut ułatwił mu Jan Reszke.

Jan Reszke wydawał w Paryżu jeden ze swych słynnych z wykwintu wieczorów. Szło mu o clou, o jakoweś nieznane urozmaicenie. Przypadek zbliżył go do pary Argentyńczyków, odbywających wczasy nad Sekwaną. Argentyńczycy wypomnieli z zachwytem swój taniec narodowy. Reszke zobowiązał ich i… oto na wieczorze rozległy się, po raz pierwszy w Europie, nieznane rytmy czarodzieja z drugiej półkuli.

Tango olśnił widzów. Sława jego obiegła salony paryskie i zatryumfowała w sezonie nicejskim i, po sukcesie nowym w Biaritz, zawładnęła Paryżem, a więc i Europą…

I oto ?tango? stał się królem balów, magnesem kasyn, tinglów, przedstawień dramatycznych, punktem kulminacyjnym.

Bez ?tanga? niema dziś, na prastarym kontynencie, herbatki tańcującej, operetki, lekkiej muzyki, kabaretu, szynku, filmy kinematograficznej, flirtu, zabawy, uciechy.

Tango argentyński, niby jakowyś Rockfeller lub Wanderbild, ma dzisiaj nawet swych usłużnych heraldyków, ma mir i poważanie, ma świadectwo najchlubniejsze najgłośniejszej na globie akademii!

Nawet Instytut francuski, nawet hardy aeropag tych, którzy wybierają sami siebie na nieśmiertelnych, pośpieszył ze złożeniem mu czołobitności.

Tak, na walnem posiedzeniu Instytutu, członek Akademii, Jan Richiepin, wygłosił płomienną konferencyę o… ?tangu?, wyprowadził pochodzenie jego od Egipcyan, od ruin tebańskich uznał w nim potomka sfinksów, olimpijczyka, kreonida, tytana!

Instytut francuski padł plackiem przed baletem. Literatura francuska rozpłaszczyła się przed zmysłowym podrygiem zbogaconego metysa argentyńskiego.


A my?

Warszawa nie lubi nigdy stać w tyle za Francyą, jeśli mowa nie o tej Francyi, która pracuje od rana do wieczora i gromadzi miliardy franków w kasach oszczędności, ale o tej, która się bawi…

Z Warszawy do Paryża przecież tylko krok jeden. Na wielkich bulwarach zawsze można spotkać rodaka – częściej w Café de la Paix, niż w muzeach i galeryach.

W tej 700,000 rzeszy cudzoziemców, z których Paryż francuski żyje, stały jest odsetek Polaków. Czyliż więc można dziwić się, że nie brak i tych, co przyjechali umyślnie, aby specyalnie studyować ?tango?. I bądźmy ufni w ich zdolności i dobrą wolę. Nauczą się tańczyć dobrze, nie gorzej od Francuzów i wrócą do kraju, szczepić w nim kulturę z nad Sekwany.

Karnawał przyszłoroczny rozpocznie się niewątpliwie i w Warszawie pod znakiem ?tanga?.

Cieszmy się. Jesteśmy na równi z Europą, nie damy się prześcignąć stolicy świata i potrafimy jej dorównać, gdy idzie o krok posuwisty i zgrabne ruchy na parkietach salonowych.

A to, że robotnik francuski pracuje trzy razy intensywniej od naszego, że zarabia dużo więcej, a co zatem idzie, odżywia się, mieszka, ubiera i dzieci wychowuje inaczej, to, że całe życie Francyi współczesnej bije rytmem ogromnej, wytężonej, porywającej w swoje tryby cały naród pracy, że Paryż przez cały dzień kipi – nie zabawą, ale tą właśnie pracą, ogarniającą wszystkie dziedziny wytwórczości ludzkiej i przerabiającą natychmiast każdą nową ideę na mądrze i praktycznie zastosowany wynalazek, że w całym kraju rośnie przez to dobrobyt, że prawdziwa kultura ma tam swoje gniazdo, z którego od czasu do czasu zrywa się jakiś geniusz, zdumiewający śmiałością swego lotu i polotu cały świat cywilizowany – to nas obchodzi mniej.

Byleśmy umieli tańczyć ?tango? nie gorzej od Francuzów, byle powierzchowna nasza europejskość nie była narażona na zarzut nieumiejętności dotrzymania kroku elicie nadsekwańskiej, byleśmy mieli złudzenie, że idziemy w pierwszym szeregu… cywilizacyi. Jesteśmy na dobrej drodze. W przededniu sezonu tanecznego całe zastępy młodzieży przygotowują się już wytrwale do ?tanga?, badają jego tajemnice, uczą się ruchów które nie byłyby ?shocking? – i tylko patrzec jak posuwisty, pełen temperamentu, na wskro polski, dający ujście naszej bujności rasowej mazur stanie się w salonach warszawskich tańcem, który będzie wywoływał grymas na ustach ustach wytwornych w paryskich kabaretach wykształconych tancerzy.

Czekajmy karnawału.


Tygodnik Ilustrowany, nr 51/1913

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Tango Nuestro

Tango Nuestro jest serwisem poświęconym tangu argentyńskiemu w Polsce. Znajdziesz u nas katalog milong i instruktorów w całym kraju, informacje na temat nadchodzących wydarzeń, bazę ciekawych artykułów, tablicę ogłoszeniową i wiele innych ciekawych treści.

Jedna myśl na temat “„Byle­śmy umieli tań­czyć nie gorzej od Fran­cu­zów” – Tango w polskiej prasie z 1913 roku

  • 30 marca 2013 o 14:21
    Permalink

    Cieszę się, że artykuł i u Was wzbudził duże emocje- ja byłam zachwycona gdy dostałam go do ręki!
    takich perełek będzie więcej już wkrótce, wszak to 100-lecie tanga!
    To wszystko w ramach Festiwalu Tanga 2013 – zapraszam na stronę bbtango.etaniec.org

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X