„Najpierw było tango” – rozmowa z Anną Kossak

Anna Kossak

Anna Kossak opowiedziała nam o swojej nowej powieści „Pasja budzi się nocą” i tym, co inspirowało ją do pisania. Zapraszamy do lektury wywiadu i wzięcia udziału w konkursie, w którym będzie można wygrać książkę z autografem autorki!

[Kinga Wojaczek] Można w Twojej książce odnaleźć osoby z polskiego środowiska tangowego?

[Anna Kossak] Można odnaleźć pewne ich zachowania, ale nie ma osoby „czystej”, choć przyznam, że pewni ludzie mnie inspirowali. Więc – tak! Nauczycielka Ania to jedna z najpiękniejszych polskich tanguer, aktorka Ania Iberszer. Byłam na zajęciach z nią, które tak wyglądały, jak je opisałam.

Nie boisz się reakcji osób, które siebie rozpoznają? Ja, czytając twoją książkę, przynajmniej w kilku przypadkach byłam pewna, kto jest kim.

Nie boję się, chociaż niedawno mówiłam żartem „U Aktorów” [poniedziałkowa milonga w Warszawie, przyp. red.], że panowie przestaną ze mną tańczyć. Mam jednak nadzieję, że będą chcieli pokazać, że to nie oni są wymienionymi w książce kaleczniakami i jednak będą… Jestem ciekawa reakcji czytelników, choć przygotowuję się na to, że niektórym książka nie będzie się w ogóle podobać. W końcu wszystkich się nie zadowoli.

Dlaczego zdecydowałaś się pisać o tangu?

Tango uważam za bardzo fajną formę spędzania czasu. To jest coś dla ciała, coś dla ducha, coś niestandardowego. I myślę, że tango zasługuje na to, by ludzie – jeśli nie będą chcieli tańczyć – to żeby przynajmniej, na Boga, nie mylili tanga argentyńskiego z tymi wszystkimi wygibasami z pseudogwiazdorskich programów telewizyjnych.

To jest twoja pierwsza książka?

Tak, ale kolejne już się piszą. Moja mama zmartwiła się, że skoro napisałam taką barwną powieść, to pewnie nie będę już miała pomysłów, więc ją uspokajam: mamo, mam pomysły! Będzie więcej! Zresztą, w „Pasji…” zakończenie jest otwarte… Poza tym co rusz przychodzą do mnie dziewczyny i pytają: ?a o tym napisałaś?”, ?a o tym?”. Nie! Więc okazuje się, że temat nie jest jeszcze wyczerpany. Być może powstanie druga część powieści.

Wydaje mi się, że ta książka jest bardzo ekshibicjonistyczna, znajduję w niej dużo
twoich przekonań, przemyśleń…

Książka na pewno pokazuje tango moimi oczami. W związku z tym starałam się, żeby bohaterka miała moje cechy. Wiadomo – jeśli dziewczyna ma inny charakter, może tango postrzegać zupełnie inaczej. Natomiast same przeżycia bohaterki nie są moimi przeżyciami. To, z kim ona mieszka, z kim się przyjaźni – to nie jest moje otoczenie. Wczoraj rozmawiałam z jedną tanguerą, która powiedziała: ?Słuchaj, jak one są u Ciebie w domu na imprezie…”. Nie! To nie jest mój dom. To nie jest moja impreza. Bohaterka ma niektóre moje cechy, to wszystko. Co do przekonań, starałam się raczej zrobić z tego dialog, czyli pokazywać różne strony medalu, a nie jedną prawdę objawioną. Dotyczy to nie tylko tanga, ale też różnych innych kwestii, w których warto wyrobić sobie własne zdanie.

Jesteś psychologiem, prawda?

Tak.

Czytając książkę, miałam wrażenie, że próbujesz w niej przemycić swoją wizję funkcjonowania człowieka, szczególnie kobiet.

Może pewne obserwacje… Oczywiście nic się nie dzieje przypadkowo i niektóre rzeczy zrobiłam bardzo świadomie, ale wszystko to są raczej pewne spostrzeżenia, a nie prawda objawiona. I tak bym chciała, żeby to zostało odebrane. Chciałabym się ustrzec formułowania kategorycznych sądów.

Dlaczego w takim razie piszesz? Wiemy, czemu o tangu, ale dlaczego w ogóle zdecydowałaś się napisać książkę?

Nie lubię książek o niczym. Z racji moich różnorodnych doświadczeń w różnych grupach zawodowych i społecznych, jak i z racji profesji, myślę, że mam wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. Sądzę, że warto ludziom pokazywać różne zjawiska. Po prostu! A czy będą chcieli się tym zainteresować i je przemyśleć, to jest ich indywidualna sprawa, nigdy nikogo do niczego nie zmuszam. Zarówno nad tangiem, jak i innymi kwestiami społecznymi możemy się zatrzymać i pomyśleć, ale nie musimy.

Anna KossakJak wyglądała praca nad książką?

Najpierw było tango. Zaczęłam spisywać swoje wrażenia dotyczące tanga, aż w pewnym momencie zastanowiłam się, kogo tak naprawdę interesują olśnienia, przeżycia i upadki Ani Kossak w tańcu. Może niekoniecznie kogokolwiek… Żeby nie przytłoczyć czytelników tangiem, pojawiły się kolejne osoby, ich historie, aż w końcu skleiło mi się to w całość. Książkę napisałam w rok, ale dwa lata nad nią pracowałam. Cały proces redakcyjny powieści, od momentu pomysłu do momentu wydania, trwał trzy lata, więc dosyć długo. Dopracowywałam głównie szczegóły pozatangowe. Starałam się, żeby książka była ciekawa. Redakcja natomiast zwracała mi uwagę, że potrzebne są dokładniejsze opisy bohaterek, sytuacji, że tu czy tam pozwoliłam sobie na zbyt duże skróty. Mogło to wynikać z tego, że skupiałam się na tangu. A okazało się, że czytelnik – jak twierdziła redakcja – potrzebuje całości. Oczywiście pewne niedopowiedzenia mogą być, można zostawić pole wyobraźni, ale jeśli chcę coś dokładnie pokazać, to należy to dokładnie opisać. Stąd przez kolejne dwa lata wzbogacałam warstwę opisową, nie rozwlekając akcji.

Dla kogo pisałaś tę książkę?

Dla osób, które lubią, jak w literaturze coś się dzieje, które są ciekawe świata i rzeczywistości. Być może znajdą w tej książce coś innego, coś, o czym nie mieli pojęcia, coś, co im się spodoba. Trochę się ubawią, trochę nabiorą nadziei, że różne rzeczy mogą się dobrze skończyć, trochę się przestraszą, bo jest tam również dreszczyk.

Czy jest to książka tylko dla kobiet?

Nie! Mam nadzieję, że nie tylko, szczególnie, że wielu panów już się w tę książkę zaopatrzyło. Fajnie, że poruszyłaś tę kwestię, bo myślę, że szufladka pod tytułem „literatura kobieca” trochę czyni krzywdę mężczyznom, bo o czym niby jest literatura męska? O pistolecie? O czołgu?

Pytam dlatego, że w książce znalazłam głównie charakterystyki kobiet, dużo psychologii kobiety, podczas gdy mężczyźni pokazani są z zewnątrz, wyłącznie poprzez swoje zachowania.

Tak… Dlatego mężczyźni mają okazję wiele dowiedzieć się o kobietach: jak one myślą, jak
rozmawiają.

Czyli to ma być lekcja dla mężczyzn?

Może nie lekcja, raczej pewna wskazówka. Również odnośnie tego, jak kobiety funkcjonują w tangu. Odnoszę wrażenie, że – szczególnie w Polsce – panowie są jacyś niepewni; nie wiadomo, dlaczego tańczą albo nie tańczą. Oczywiście mają prawo do tego, żeby tańczyć lub nie, ale z tego, co zauważyłam bądź usłyszałam, Włosi, Grecy, Francuzi, Niemcy, są bardziej otwarci. Nastawieni na to, że jak dziewczyna jest nowa, to warto ją poznać. Nasi jakoś lubią te partnerki, które dobrze znają i z którymi im się dobrze tańczy. Gdy dziewczyna jest w obcym mieście i obcym środowisku – sama tego doświadczyłam – podchodzą do niej z dużą rezerwą, a szkoda. Może ta książka sprawi, że panowie będą bardziej otwarci i elastyczni w postrzeganiu i próbach tańczenia z nowymi partnerkami.

Czyli jest to książka z misją?

Bo ja wiem… Chyba tak… Przede wszystkim z misją tangową. Z zachętą do wejścia w tango. Oczywiście wiem, że to kobiety będą bardziej zachęcone, jako że kobiety są w ogóle bardziej niż panowie chętne do podejmowania różnych inicjatyw i wyzwań, próbowania nowych rzeczy. Wynika to po prostu z różnic w funkcjonowaniu, czy nam się to podoba czy nie. Aczkolwiek nie jest tak, że mężczyzna nie może być bardziej elastyczny. Może. Jeżeli będzie wiedział, co może zrobić, jaką ma alternatywę, to może zamiast pilota i kolejnego meczu wybierze jednak pójście z nami w tango.

Czym dla Ciebie jest tango? Jaką rolę pełni w Twoim życiu? Czy jest numerem jeden?

Nie! To nie jest coś najważniejszego! Moje życie w ogóle jest dla mnie ważne, jestem aktywna w wielu obszarach i tango jest po prostu jednym z nich. Jest dla mnie istotne dlatego, że pozwala na całkowite oderwanie się od innych aspektów codzienności. Tańcząc z partnerem jestem tu i teraz, akurat z nim, i nie lubię, jak nie daje mi on tej możliwości oderwania się, zagłębienia w nas. Ale do tego muszą się zgrać energie. Dla mnie jest to przeżycie energetyczne, metafizyczne, ale także fizyczne, bo jest to ruch. Tak więc tango zaspokaja również moją potrzebę aktywności fizycznej.

Nie ma w nim wyuczonych układów; dla mnie jest to bardziej, kod, język. W tangu uczymy się rozmawiać, uczymy się rozumieć, odczytywać to, co chcemy sobie powiedzieć – i wtedy jest fajnie. Mam zaburzoną lateralizację, dla mnie pląsanie dwa kroki w prawo, dwa kroki w lewo to jest porażka. Fitness – fajny, energiczny, ale cała sala idzie w lewo, a ja w prawo. Mam zaburzoną koordynację. W tangu oddaję się prowadzeniu, sama nie myślę. Skupiam się na czuciu i to jest piękne.

Jak często tańczysz?

Czasami pięć razy w tygodniu, czasami raz. Moja najdłuższa przerwa to dziesięć dni.

Nie koliduje to z życiem rodzinnym?

Nie, to nie przeszkadza. Każdy ma tyle samo czasu. Wszyscy mamy dwadzieścia cztery godziny, pozostaje jedynie kwestia tego, co z nimi zrobimy. Ja staram się zajmować tym, na co mam ochotę. Oczywiście są priorytety, trzeba dokonywać wyborów. Moi najbliżsi dzielnie znoszą różne moje pomysły i decyzje. Doszłam do tego, że nikt nic nie musi. Jeżeli coś nam się układa inaczej, niż byśmy chcieli, to też trzeba się zastanowić, dlaczego. Wcale nie jest tak, że życie musi być tylko usłane różami. Bolesne doświadczenia nas kształtują. Co do tanga – kiedy chcę, to tańczę i nie zaburza mi ono niczego.

Anna KossakWracając do misji twojej książki – może chciałabyś za coś publicznie ochrzanić polskich tangueros?

Na pewno nikogo nie chcę ochrzaniać. Jestem przeciwniczką zmuszania i karania. Uważam, że nie tędy droga i moje życie mi to pokazuje. Moi bliscy są dla mnie bardzo wyrozumiali. Wiele osób dziwi się, że jak to: nie jesteś wieczną singielką?! I masz dzieci?! Mam dwoje! Nie są pod linijkę, w końcu stanowią odrębne organizmy, ale staramy się przestrzegać pewnych zasad i nie uprzykrzać nawzajem życia. Wiem, że metoda dawania wyboru i różnych możliwości, chwalenia, działa lepiej niż zmuszanie czy ochrzanianie, więc ochrzaniać absolutnie nie chcę.

Natomiast zachęcam, żeby mieć większą uważność na to, co się dzieje na sali, na partnerki. Nie jestem zwolenniczką musu, ale dawania możliwości jak najbardziej tak. Zachęcam naszych panów do tego, żeby poznawali panie, żeby tańczyli z różnymi. Żeby jak im raz nie wyjdzie, nie zrażali się, bo są różne dni, różne momenty. Sama przeżyłam taką historię: tańczyłam z pewnym panem i było nam fatalnie – skoro mnie było źle, to jemu też nie mogło być cudownie. Tańczyliśmy drugą tandę – też niedobrze. Minęły trzy miesiące, nie zraził się, dzielnie mnie poprosił, tańczyliśmy, było do niczego. Po pół roku (cały czas byłam na początku swojej tangowej drogi) nie zraził się, poprosił mnie i też było tak sobie, ale w końcu nastąpił taki moment, że teraz jest to jeden z moich ulubionych partnerów. Bardzo żałuję, że nie mieszka w Warszawie, bo świetnie nam się razem tańczy. Jest fun!

Miałam też kilka olśnień, gdy od pierwszej tandy było tak, że przez trzy dni chodziłam nieprzytomna. Niestety, zdarza się to rzadziej. Owszem, bywa i tak – podobnie jak w seksie – że jest od razu cudownie, ale zazwyczaj trzeba się siebie nauczyć, przyzwyczaić trochę, żeby odczuć prawdziwą przyjemność. W moim przypadku tak jest częściej, aczkolwiek, jak powiedziałam, ze trzy olśnienia były.

W książce zawarta jest historia kobiety, która wiele w życiu traci, wiele musi przebudować i próbuje się wybić ponad swoją obecną sytuację. Uczy się nowych rzeczy, które dla niektórych są trudne albo wręcz przerażające, jak na przykład nauka tańca. Może moglibyśmy spuentować naszą dotychczasową rozmowę zachętą do przekraczania swoich lęków? Także poprzez tango. Zachętą do tego, aby szukać nowych partnerek i partnerów, próbować czegoś, co się do tej pory nie udawało i mieć cierpliwość, żeby udało się za rok?

Moim zdaniem warto mieć tę cierpliwość. Natomiast myślę, że tango jest tak specyficzną aktywnością, że jednak nie jest dla każdego.

Szczególnie u mężczyzn tango może wymagać dużej cierpliwości.

Nie jestem pewna. Nie zgodzę się z tym, że prowadzenie jest trudniejsze. Jest po prostu inne. Kobiety są prowadzone przez różnych partnerów, którzy jakby mówią jednym językiem, ale z różnym akcentem i teraz zrozum Ślązaka i Kaszuba…

Z drugiej strony mężczyźni też mają ten problem, że partnerki różnie odczuwają, a dodatkowo muszą jeszcze myśleć o krokach…

No nie wiem… Nie jestem mężczyzną i nie jestem prowadzącą. Mało tego, nawet nie chce mi się być. Podziwiam dziewczyny, które chcą i sprawia im to przyjemność. Ja nie mam takiej potrzeby. Moje życie akurat tak się układa, że na co dzień dzierżę stery, w związku z tym jeśli mogę się w tangu całkowicie oddać, to bardzo mi to pasuje i nie mam w ogóle zakusów, żeby to zmieniać. Oczywiście lubię, jak partner jest wrażliwy i zostawia mi przestrzeń, ale podążam tam, dokąd mnie prowadzi, i uwielbiam to.

Może tango jest dla silnych kobiet, które potrzebują czasami powrotu do archetypowych ról?

Co to jest silna kobieta? To temat na osobną rozmowę. Ja osobiście uwielbiam silnie zaznaczone role w tangu. Poza parkietem, lubię w pewnych sferach być staromodna, może czasem konserwatywna. Lubię pewne zasady. Oczywiście wybieram te, które mi pasują.


Jeśli po lekturze wywiadu macie ochotę przeczytać książkę „Pasja budzi się nocą”, możecie ją wygrać w naszym konkursie. Napiszcie w komentarzu pod artykułem, dlaczego książka powinna trafić właśnie do was, pamiętajcie, aby podać swoje imię i nazwisko. Dajemy Wam czas do poniedziałku, równo do północy. We wtorek wybierzemy naszym zdaniem najciekawszy komentarz i podamy nazwisko laureata bądź laureatki w aktualizacji artykułu.


AKTUALIZACJA: Straszliwy dylemat – wybrać zwycięzcę spośród dwóch osób startujących w konkursie. Ale – co poradzić – musieliśmy. Postanowiliśmy nagrodzić Grażynę Nowak – za odwagę udzielenia pierwszego komentarza. Za obie wypowiedzi serdecznie dziękujemy, a ze zwyciężczynią skontaktujemy się w sprawie odebrania książki!

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Grzegorz Wdowiak

Web developer - tworzy strony i aplikacje internetowe. Wreszcie - pisarz (wciąż) amator. Maniak komputerowy i muzyczny. Do niedawna współtwórca, webmaster i redaktor portalu Tango Nuestro.

2 myśli na temat “„Najpierw było tango” – rozmowa z Anną Kossak

  • 17 lutego 2013 o 20:47
    Permalink

    Z wielka przyjemnościa przeczytałam wywiad. Chcę przeczytać tę ksiażkę, by poznać bohaterkę. Czy bała się cabaceo, czy ze strachem mieszanym z nadzieją obserwowała zbliżającego się w jej stronę tancerza …. – a może nie do mnie? a gdy poprosił siedzącą obok jednak czuła się strasznie od niej gorsza?… Czy tańcząc czuła spięcie tak wielkie, że niemal nie słyszała muzyki, potykała się i szeptała mimowolnie „przepraszam” – co ją doprowadzało do rozpaczy? Czy milonga była katorgą, do której tęskniła następne kilka dni?
    Czy w końcu, pewnego dnia… jednak odpłynęła?

    Odpowiedz
  • 17 lutego 2013 o 17:47
    Permalink

    Tango to coś więcej niż tylko taniec, czy muzyka ? to pasja, a nawet styl życia. Pasja, która targa naszymi uczuciami. Kiedy zatańczymy choć raz, nasze życie już nigdy nie będzie takie same. Wiem coś o tym? I to nie jest tylko chwilowe zauroczenie, raczej bezgraniczna miłość, której oddajesz się bez reszty. Mam ochotę przeczytać powieść o tej szczególnej namiętności, jej różnych obliczach i odcieniach. Wydaje się, że książka zabiera nas w tę szczególną podróż, w której każdy z czytelników znajdzie garść argentyńskich zapachów, szczyptę smaków, a wszystko w rytmie uwodzicielskiego tanga. Książka wydaje się być pierwszym tangiem w tej szczególnej, bo powieściowej milondze, którą mam ogromną ochotę przeżyć.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X