Tango to droga – wywiad z Igorem Chmielnikiem

Igor Chmielnik
Z Mateuszem Kwaterko, 2010

My nie chcemy, żebyście tańczyli z nami z litości czy poczucia obowiązku. Nie we wszystkich kobietach jest poczucie żalu, bo przecież zdarza się, że niekoniecznie chcemy z kimś zatańczyć i odmawiamy. Tańczymy po to, żeby czerpać z tego przyjemność. Z drugiej strony sam wiesz, że tango dla nauczycieli i instruktorów jest kawałkiem biznesu.

Tak, więc dajmy każdemu prowadzić swój biznes tak jak chce.

Skoro chcemy rozwijać środowisko tangowe, czy sądzisz, że organizatorzy milong powinni bardziej dbać o atmosferę i przyjmowanie do swojego grona nowych osób?

To zależy od osobistych uwarunkowań konkretnych nauczycieli, bo to oni zwykle są gospodarzami milong. Są nauczyciele, którzy tańczą znakomicie, a uczą w niełatwy sposób ze względu na ograniczoną komunikatywność. Są ludzie, którzy nie mają predyspozycji społecznych i dla nich takie wymagania są trudne do spełnienia. Są też nauczyciele mający społecznikowskie zacięcie, a ich umiejętności tanecznych nie oceniam zbyt wysoko. To, o czym mówisz, jest związane z polityką. Nauczyciele nie są zobowiązani do niczego. Sposób prowadzenia biznesu jest ich sprawą. Oczywiście z dziewczynami, które uczyły się u mnie i jakoś ogarniają ten proponowany przeze mnie system, jest mi z nimi łatwiej tańczyć, bo bardziej je rozumiem, ale daleki jestem od barteru.

Może być tak, że dziewczyna zatańczy z nauczycielem i sama nie zostanie jego uczennicą, ale poleci go swoim koleżankom. Łatwiej jest polecać tego, z kim tańczyłam i mi to pasowało.

To, co mówisz, jest dobrym wskazaniem dla nauczycieli, ale nie jest niczym, czego należałoby od nich wymagać.

Prowadzisz poniedziałkową milongę Una Emoción w warszawskiej restauracji „U Aktorów”.

Tak. Lubię, kiedy milonga jest fiestą, dlatego za swoją jestem na maxa odpowiedzialny. Chcę jej nadać jakiś charakter, więc nie wprowadzam zbyt wielu DJ-ów. To sprawia, że jak ktoś nie lubi mojej muzyki albo atmosfery, którą staram się generować, to trudno, ale poprzez takie działanie staram się budować wyrazistość mojej milongi. Zawsze, gdy jestem DJ-em, to się nim czuję, niezależnie od tego, gdzie gram. Chcę, żeby wszyscy znaleźli dobrą zabawę. Wtedy też tańczę ? tyle, ile jestem w stanie.

Jaką muzykę preferujesz?

Im dłużej tańczę, tym bardziej staję się radykalną konserwą i talibem tanga tradycyjnego. Twierdzę, że w klasyce można znaleźć WSZYSTKO (kładzie tak silny akcent, że zaczynam się wstydzić moich alternatywnych upodobań). Muzyka, która zahacza o różne inne gatunki, jest dobra dla tych, co zaczynają, bo daje im różne możliwości wyrazu. Przybliża ich do tanga. Ma podany bit. Na początku drogi muzyka tangowa jest bardzo trudna, dla mnie też taka była, mimo że z racji wykształcenia byłem bardziej oswojony z muzyką niż przeciętny człowiek.

Igor Chmielnik
Z Jackiem Mazurkiewiczem, milonga Una Emoción

Czy kobiety powinny odmawiać?

Oczywiście. Jak coś im nie pasuje, powinny dziękować w trakcie. Ja sam na początku proponowałem to partnerkom, pytałem po pierwszym tangu, czy tańczymy dalej, dając jej wybór. Zawsze mnie to mobilizowało. Na początku wkurzała mnie ta merytokracja: że technika. Przecież ja mam tyle pasión! Na szczęście zrozumiałem, że to za mało (szkoda, że to nie TV i że Czytelnik nie może zobaczyć, jak pracuje Igora mimika…).

Masz miejsce jeszcze na inne pasje?

Czuję, że moje naczynie jest już pełne. Jeśli robi się coś więcej, trzeba robić czegoś mniej. Czas nie jest tak pojemny, aby zmieścić wszystko.

Możesz powiedzieć, że jesteś szczęśliwy?

(bez namysłu) Tak! (kurczowo złapał szklankę, upił kilka łyków) Tak… Jestem szczęśliwy także przez to, że cały czas tego szczęścia szukam. Mam w planie nadal iść tą drogą, na której jestem. Mam apetyt na kontynuację, chociaż marzę o tym, by pracować w Warszawie. To dałoby mi możliwość pchnięcia tanga w tym kierunku, który na mnie być może czeka. W większy wymiar profesjonalny. Chcę sam się cały czas rozwijać, ale także chciałbym w większym stopniu wpływać na środowisko, chociażby przez to, że mógłbym częściej uczyć. Jak już mam jakieś poglądy, to chciałbym je przekazywać. Dbać o wartości, kody. Chciałbym też bardziej zaangażować się w moją milongę, która jest spełnieniem mojego marzenia. Chciałbym tez zrobić ze sześć godzin warsztatów. Może w lato? Mam sporo do powiedzenia i do pokazania, nawet jeśli jeszcze nie ogarniam tego wszystkiego, co chcę przekazać. Wielu nauczycieli ma pewnie większe zasoby, ale z niewiadomych dla mnie względów nie komunikują tego dość wyraźnie.

Tańczysz inne tańce?

Nie. Tango jest tak kompletne, tak ogarnia aspekty, na których mi zależy, że to do mnie przemawia i to mi zupełnie wystarczy. Doceniam każdy rodzaj tańca, jeśli ktoś to robi serio, ale ja nie mam potrzeby szukać czegoś oprócz tanga.

Zacząłeś uczyć.

Moi uczniowie… Szeroki temat, chociaż nie mam ich wielu. Zazwyczaj mówię im, że ten i ten nauczyciel jest znacznie lepszy niż ja, bo ma dużo więcej doświadczenia i dużo więcej rozumie. Mam dużo pokory w sobie, dlatego uprzedzam. Słyszę: „Ale ja chcę uczyć się u ciebie”. Miałem takiego ucznia, który dłużej tańczył ode mnie i to było dla mnie dużą odpowiedzialnością i zaszczytem, że chciał wzbogacać to, co już umie, o moje przemyślenia. Praca z ludźmi nad tangiem dotyczy głównie ich głów. Bo tak naprawdę nikt ciebie nie nauczy tanga, ani ja, ani ilość pieniędzy, które wydasz, ani też ilość lekcji, które weźmiesz. Nauczysz się tylko ty sama, ty sam. Tyle wiem. Może to jest jakaś moja śmierć w tym temacie…

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X