Tango to droga – wywiad z Igorem Chmielnikiem

Igor Chmielnik
Pokaz koszul Tadeusza Dębskiego, 2012

Co poza tym?

Niezależnie od tego, na jakim kobieta jest etapie, lubię, jak ma „zrozumienie sprawy”. Ludzie przychodzący do tanga rozumieją je na różne sposoby. W tym nie ma nic złego, bo nie ma jednego słusznego rozumienia tanga. Potrafię jednak zauważyć, kiedy ktoś szuka w tangu osobistego popisu. Jeśli kobieta ma sprawne ciało i stara się pokazać mi, ile umie, albo nie czuje muzyki ? to nie jest to. Odkryłem partnerki, które nie tańczą długo, ale ja już lubię je prosić. Nazwałbym to ? w tym, co tańczymy – odpowiednią gęstością tanga.

Co się na to składa?

Oczywiście aspekt techniczny jest ważny ? opanowanie techniki bardzo ułatwia. Nie ma to związku z tym, na jakim jest aktualnie poziomie, tylko czy jest na drodze, czy nie. Ma to związek z rozumieniem przez nią tanga i rozwojem. Nie o to chodzi, czy rozwinęła się od ostatniego razu. To, czy ona jest na drodze, czuję także wtedy, gdy tańczymy po raz pierwszy. Są osoby, które tańczą dość długo i stanęły w miejscu, z różnych powodów nie mają ochoty iść dalej. Tracę zainteresowanie i przestaję się angażować. Jednak jak czuję jakość, uziemienie, poprawne objęcie… że ona myśli o tym objęciu… Dla mnie to znaczy, że ona szanuje to, co robi. Mnie i siebie także.

Zarówno kobiety jak i mężczyźni robią rzeczy, które z zewnętrznego oglądu są straszne. Jest to oczywiście dopuszczalne, zwłaszcza jak zaczynają. Ja byłem na parkiecie bardzo pogiętym esem ? floresem i w ogóle nie czułem, że coś jest nie tak. Gdy to odkryłem, postanowiłem się z tym zmierzyć. Szacunek, który ma się dla partnera/partnerki, ma odwołanie w technice. Oczywiście jak taniec jest samą techniką, to nie wiem, o czym jest. Wtedy do niczego nie zmierza. O, wypadł mi papieros. Możesz napisać, że tak mnie telepie (cały drży). Patrzę i myślę: no tak, próbujesz fikać, chcesz, żeby cię to porwało, ale to, co robisz, jest potwornie niedojrzałe. Kolejną rzeczą jest rozumienie muzyki.

A cechy, które są od nas mało zależne? Takie jak wzrost: wyższa ? niższa, tęższa ? szczuplejsza, ładniejsza ? brzydsza…

To jest dla mnie zupełnie bez znaczenia, ale rozwinę to, tylko proszę, albo nie pisz nic, albo nie pomiń żadnej części mojego wywodu: z przyjemnością odkryłem, że najbardziej w kobietach podoba mi się wygląd zewnętrzny, czyli piękno, ale na postrzeganie tego piękna w dziewięćdziesięciu procentach ma wpływ osobowość i charakter kobiety. Pozornie atrakcyjna dziewczyna może stracić moje zainteresowanie w kilka minut, za to ta mniej spektakularna błyskawicznie zyskać. Na pewno ma znaczenie to, jak jest ubrana, bo w ubiorze jest zawarte rozumienie tanga. Dziewczyna przychodząca w mini chce być sexi, ale dla mnie taka nie jest. Jeśli zakłada jakąś strasznie długą kieckę, to myślę: acha, to ty jeszcze nie wiesz. Taktyczny strój tangowy u kobiet jest dla mnie zachętą.

Czyli jaki ma być, aby cię zachęcić?

W tangu ukształtował się międzynarodowy styl mody. Nie potrafię tego opisać, ale patrząc, czuję: ta dziewczyna wie, a ta nie.

Co takiego ma ta, która wie?

Nie powiem! (trochę się przekomarzamy, dociskam Igora, żeby wykrztusił jakiś konkret). Noo… Szpilki, legginsy, sukieneczka do kolan… Na pewno nie strój do tańca towarzyskiego, bo wtedy mam dużą rezerwę. Widzę, że jest w innej estetyce.

Dziewczyny tańczą w dżinsach, w bojówkach… Do spodni też można mieć różną bluzkę. Przeszkadza ci to?

Nie. Najważniejsze, żeby strój pasował do osobowości. Albo to jest gustowne, albo nie. To jest tak jak z ubraniem się na przyjęcie, zwłaszcza gdy każą przyjść w stroju casual, czyli niedookreślonym. Ale widzisz: ktoś się ubrał z klasą albo nie. Podobnie w tangu. Nie umiem tego doprecyzować, ale to czuję. Ja tego nie rozumiem głową. Widzę to albo nie. Najwięcej w tangu załatwia chemia między partnerami.

Ja sobie nie wyobrażam tanga bez chemii.

Może być, także przyjemne. Ludzie mogą nie mieć ze sobą chemii i zatańczyć bardzo fajną historię. Ja nie tańczę z partnerkami tylko dlatego, że czuję chemię. Tańczę z bardzo różnych powodów. Zawsze szukam, żeby w tym było coś serio, nawet jeśli jest to zabawa. Kobieta w słusznym wieku, która nie ma figury baleriny ? w pierwszym rzucie nie ma między nami chemii. Gdy tańczę z dużo starszą kobietą, która ? mówiąc brutalnie ? nie funkcjonuje już w obiegu damsko?męskim, przy całej mojej szczebiotowatości, zwłaszcza wobec niej, często szukam w objęciu z nią, w tej tajemnicy naszego spotkania we dwoje, w tym, czego nikt nie widzi ? ja szukam spotkania poza tym opakowaniem, które jest na różnej prędkości wobec życia. I momenty, w których mi się to udaje, są dla mnie wyjątkowe. Gdy obejmuję kobietę, która jest na kompletnie innym etapie życia, doświadczam tego, że oto spotyka się dwoje ludzi, kobieta i mężczyzna… Chcę odgadnąć, jak ona chciałaby być tańczona… TaRRRam… TaRRRam… Przy wyrobionych postawach życiowych typu: jestem twardą babką albo zahukanym kaczątkiem, często ona sama mi na to nie pozwala. Pomijając aspekt seksualności, ponieważ tango nie do końca o tym opowiada, są dwa słowa najczęściej używane przez starych Argentyńczyków na określenie tanga: sentimiento i pasión.

Z jakich powodów prosisz?

Z różnych. Główny: po prostu chcę z tą kobietą zatańczyć, a dlaczego ? mówiłem wcześniej. Zwykle ma to związek z muzyką, dlatego czekam albo sprawdzam, co będzie, zaglądając DJ-owi przez ramię. Czasami pozwolę sobie sam siebie zaskoczyć i mimo że dana muzyka pasuje mi do zatańczenia z tą, poproszę inną. Poza tym dochodzą względy towarzyskie, ale mają naprawdę niewielki udział. Staram się od nich izolować, bo chcę, żeby tango było zawsze autentyczne. Nie lubię tańczyć z poczucia obowiązku, bo ktoś mnie pyta, dlaczego nie proszę jego żony. Jeżeli nie umie tego uszanować, to stawiam naszą znajomość na szali, bo tango traktuję bardzo serio. Nie chcę przymusu, to obraża naszą relację. Mogę daną panią lubić, a wcale nie chcieć z nią tańczyć.

Igor Chmielnik
Charakteryzacja do spektaklu Garderobiany

I nigdy ci się nie zdarza tańczyć z tymi, z którymi nie chcesz?

Ależ zdarza! Na przykład przez przypadek, bo wstała nie ta, którą prosiłem, a ja oczywiście nie wiedziałem, co zrobić. No i teraz są dwie strategie: albo tańczę z tą osobą jak najgrzeczniej i staram się znaleźć coś dla siebie, albo bardzo przepraszam i proszę właściwą panią. Różnie to wychodzi, zawsze to jest jakieś faux pas, ale trudno.

Kolejny przypadek: wybieram sobie na milondze kobietę, z którą najmniej chcę zatańczyć. Robię to z przekory. Często jest to dziewczyna przygaszona, zgarbiona, niegotowa. Ona nie chce tańczyć. Właściwie chce, tylko nie umie, wstydzi się, ma gorszy dzień. Albo nawet jest zaawansowana, ale ja nie chcę z nią tańczyć. Jak mam humor, to tak robię, albo jak mi przykro, że ktoś długo siedzi i się źle bawi. Partnerki nie byłyby zachwycone wiedząc, dlaczego poprosiłem, zdaję sobie z tego sprawę. Wielokrotnie bywało, że z tej przekory wychodził ogień, że było to fajne spotkanie. Oczywiście teraz bywam rzadko, więc najbardziej jestem zainteresowany tańczeniem z osobą, do której mam silny emocjonalny stosunek.

Tango jest przede wszystkim dla mnie. Wszystkie te dyskusje, które pojawiły się swego czasu na portalach, będą wiecznie żywe i przepojone rodzajem żalu. Uważam, że tango jest zawsze osobistą sprawą ludzi, którzy tańczą. Zdrowy męski egoizm, czyli nie tańczenie z niechcianymi partnerkami, pozwala dać wszystko tym, z którymi chcą tańczyć. Przecież kobiety, z którymi lubimy tańczyć, są bardzo różne: wcale niekoniecznie sexi, nie zawsze jeszcze wyrobione. W dużej mierze zależy to od kobiety, czy będzie tańczyła.

To znaczy?

Po trzech miesiącach tańczenia byłem w Hiszpanii. Podeszła do mnie kobieta w konkretnym wieku, o urodzie na pierwszy rzut oka nie bardzo do mnie pasującej. Popatrzyła i po hiszpańsku skinęła do mnie głową. Nie mogłem jej odmówić. Może to nie było zbyt delikatne cabeceo, ale uważam, że kobiety są w stanie prosić. Nie lubię wbijania nas w poczucie obowiązku proszenia ? ja to powiedzmy czasami trochę mam, ale poczucie odpowiedzialności za całość, gdy nawet nie jest to moja milonga, nie jest obligatoryjne.
czytaj dalej ?

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X