Tango to droga – wywiad z Igorem Chmielnikiem

Przedstawiamy wywiad z aktorem, instruktorem, organizatorem milong i zapalonym tanguero Igorem Chmielnikiem. Anna Kossak pyta go o tango, szczęście, miłość, rozwój – wszystko to, co w życiu ważne. A także jak się o to starać.

[Anna Kossak] Jaki jesteś?

[Igor Chmielnik] (Długa chwila namysłu. Westchnienie. Napina całe ciało) Nie wiem.

To znaczy, że siebie nie znasz?

Moją życiową filozofią jest droga i proces (powoli, dwukrotnie zaciąga się papierosem). W tangu, życiu czy aktorstwie nauczyłem się takiego triku, że odpowiedź „nie wiem” jest tą, za którą mogę wziąć pełną odpowiedzialność. Zadajesz mi pytanie najbardziej esencjonalne, pierwotne, podstawowe. Nie mogę na nie odpowiedzieć. Trochę zazdroszczę tym, którzy mogą, trochę nie.

Dlaczego?

Istnieje ryzyko, że jak oni już nazwą siebie jakoś, mogą przez to nie znaleźć siebie innymi, bo będą przekonani, że są tacy.

Bez wątpienia jesteś bardzo wyrazisty.

Hmm… Jak jestem szczęśliwy, to od razu widać. Jak struty ? niestety też. Jestem aktorem, ale w tangu i w życiu staram się iść prosto po tym, co czuję. Niektórzy zarzucają mi, że z tanga robię teatr, ale jestem od tego najdalszy i zawsze taki zarzut jest dla mnie policzkiem, aczkolwiek daje mi do myślenia, że może gdzieś się zagalopowałem.

A jak zapytam: kim jesteś?

W pierwszej kolejności jestem człowiekiem, w drugiej mężczyzną, w trzeciej aktorem i tanguero.

Nie milonguero?

To zależy od dnia. Milonguero to jest ten facet, który przychodzi na milongę, by tańczyć z kobietami, cieszyć się, bawić. Chce znaleźć jak najwięcej radości i dobrze spędzić czas. Tanguero dąży do przeżycia jak najlepszego tanga, jest arcywybredny.

Jak odbierają ciebie ludzie? Jakie sygnały do ciebie docierają?

Ogromnym zaszczytem dla mnie i radością jest to, że ludzie oceniają mnie pozytywnie i doceniają, jak na przykład przygotowuję milongę. Jestem na to bardzo łasy, bo wtedy mam poczucie, że to, co zrobiłem, dało „coś”. Bardzo lubię postawę dawania. Ona przynosi mi ogromną satysfakcję. Zawsze muzykę układam od zera, nie korzystam z gotowych playlist. Spędzam nad tym dużo czasu starając się przewidzieć, czego ludzie będą oczekiwać, jakiej chcą atmosfery, w którą stronę to wszystko się potoczy. Sprawdzam, czy tanga pasują do siebie w tonacji, a nie tylko czy orkiestra się zgadza.

Część ludzi, nie tylko w tangu, ale w ogóle w życiu, mówi, że czerpie ze mnie inspiracje. Nie wiem, czy na to zasługuję. To jest bardzo zobowiązujące. Gdy widzę, że ktoś chce iść moją drogą, jest to dla mnie mobilizujące. Nie muszę się tym przejmować, ale chcę. Lubię czynienie świata lepszym, i nie chodzi tu o jakieś ogromne działanie. Chciałbym, żeby w tej machinie czasu moje życie miało jakiś sens. Nie chcę emanować czymś, co by psuło.

Przejmujesz się krytyką?

Nie, jeśli dotyczy drogi, na której jestem, mojego sposobu rozumienia tanga. Tak, jeśli zrobiłem coś, co dotyka osobę, którą cenię i szanuję. Czasem żartuję, a ludzie o tym nie wiedzą ? mam takie kiepskie poczucie humoru. Jestem okropny, bo mnie moje dowcipy śmieszą. Czasem jest to rodzaj prowokacji i nie wszyscy to dobrze odbierają.

Patrząc z perspektywy twojego dotychczasowego życia, co cię najbardziej zachwyciło?

(bardzo długa chwila namysłu. Odsłuchując myślałam, że mi się zacięło nagranie) Miłość. Amor. Agape. Caritas. Każdy rodzaj miłości, także ten najtrudniejszy, jakim jest emanacja do ludzi. To jest trudne, bo jednak nasz egoizm w tym przeszkadza. Szczera miłość do przyjaciół, do bliskich, do tego, co się robi. Wszystkie nitki tego uczucia spotykają się w sercu, nawet jeśli przechodzą przez rozum.

Co było twoją największą lekcją pokory? Powrotem do szeregu, przed który wyszedłeś?

Miałem taką sytuację na studiach, kiedy po trzech semestrach profesorowie byli bardzo niezadowoleni z tego, co proponowałem. Miałem swoje przekonania o teatrze i o sposobie gry ? trochę odebrane od ojca, ale to nie była moja opowieść, tylko jego. Myślałem, że już tyle wiem. Słabo mnie wtedy ocenili. Powiedzieli, że przychodząc do szkoły zachwyciłem ich, a teraz im się nie podoba ani to, co i jak robię, ani moja arogancka postawa. Ja tego tak nie odbierałem. Zawsze żyłem przekonaniami o słuszności spełniania najwyższych kryteriów, ale droga, którą obrałem, nie była właściwa. Straciłem jakąś perspektywę. Dowiedziałem się, że chcieli mnie wywalić. Dla mnie to było porażające, bo przecież robiłem, co mogłem. Godzinami ślęczałem na próbach, ale to po prostu nie było dobre. Podszedłem do tego trochę inaczej i potem ocenili mnie na same piątki, więc wyszedłem z tego zwycięsko i bardzo ich do siebie przekonałem. To była chyba moja najsilniejsza dotychczasowa lekcja pokory.

Igor Chmielnik
Na festiwalu, 2008

Twój ojciec, znany aktor (Jacek Chmielnik ? red.), to dla ciebie błogosławieństwo czy przekleństwo?

Nigdy nie traktowałem tego inaczej niż błogosławieństwo, ale prawdopodobnie nie w tym wymiarze, w jakim ludzie mogliby się tego spodziewać. Można mieć wrażenie, że syn aktora ma otwarte jakieś drzwi. Tymczasem ojciec był bardzo bezkompromisowym człowiekiem, potrafiącym w imię idei iść po trupach i niejedne drzwi z tego powodu otwarte nie zostały. Był szczerym idealistą, tymczasem spotykał się z brakiem wiary w taką jakość. Bardzo wierzył w szeroko pojętą miłość, wiarę i piękno. To właśnie po nim odziedziczyłem. Dopóki żył, miałem możliwość obcowania z jego bogactwem. Dzięki temu wyrobił mi się pewien pogląd na etykę zawodu aktora, mówiąc szumnie: etos.

Być może droga, którą idę jako aktor, powoduje, że omijają mnie fantastyczne doświadczenia natury doraźnej, ale za to trudno mnie zepchnąć z dążenia do rzeczy wielkich. Nie mam na myśli wielkiej popularności ani sławy, tylko możliwość brania udziału w wielkiej sztuce. Nie chcę patetyzować, ale to jest coś, o czym naprawdę marzę i kryteria, które sobie stawiam, idą w tym kierunku. Oczywiście chcę być aktorem najlepszym, najbardziej charyzmatycznym i podziwianym, ale chcę też, by sztuka na ludzi działała. Po to jest potrzebna.

Co masz na myśli mówiąc: wielka sztuka?

Docierająca do głębi. Przemieniająca ludzi na lepsze. Niezależnie od rodzaju sztuki. Po prostu. Bo jak nie ? to jest tylko rozrywką, której mamy pełno. Parodyści, kabareciarze, kuglarze… Świetnie, że są. A kim jest aktor? Dzięki swojemu warsztatowi może dotykać takich strun, które są niewidzialne, a jeśli ma kunszt, może na nich grać.

Pracujesz na etacie w teatrze im. Witkacego w Słupsku.

Tak, poza tym gościnnie występuję w warszawskiej Romie i łódzkim teatrze Szwalnia. Praca w mniejszych ośrodkach ma tę zaletę, że gdy moi koledzy z zaszczytnym etatem w teatrze warszawskim „robią” dwie propozycje w roku, ja mam ich siedem, za chwilę będzie ósma, a w dziewiątej zagram główną rolę. Ten ogrom doświadczeń w pewnym momencie będę chciał zaproponować większemu ośrodkowi w Warszawie, ale na razie dorobek, który zbieram, jest bezcenny. Rzecz jasna brakuje mi bardzo Warszawy i tanga w Warszawie… I miłości, którą tu mam… Tam pracuję i śpię, czasem wychodzę zjeść. Praca wypełnia moje tamtejsze życie, to jest pasja.
czytaj dalej ?

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Anna Kossak

Psycholog, trener i coach. Autorka książki "Pasja budzi się nocą". Doświadczona miłośniczka życia, kochająca zwierzęta, podróże i tango argentyńskie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X