Libertango — dzieje jednego utworu

Album "Libertango"Astor Piaz­zol­la nie raz dosta­wał po uszach od swo­je­go men­to­ra, Ani­ba­la Tro­ilo, za two­rze­nie muzy­ki zbyt odle­głej od „kla­sycz­ne­go” tan­ga, a przez to sła­bo nada­ją­cej się do tań­ca. Mimo wszyst­ko naj­bar­dziej dziś zna­ny muzyk tan­ga szedł dalej swo­ją dro­gą, eks­pe­ry­men­tu­jąc z muzy­ką poważ­ną czy jaz­zem, osta­tecz­nie zaś sta­jąc się ojcem muzycz­ne­go nur­tu zwa­ne­go tan­go nuevo, będą­ce­go uciecz­ką od orto­dok­sji w stro­nę więk­szej swo­bo­dy wyra­zu. Mani­fe­stem zerwa­nia z tra­dy­cją (a może raczej — jed­nym z takich mani­fe­stów) jest kom­po­zy­cja, któ­rą Piaz­zol­la zaty­tu­ło­wał łącząc dwa sło­wa: „liber­tad” (po hisz­pań­sku „wol­ność” — w tym przy­pad­ku rozu­mia­na wła­śnie jako swo­bo­da twór­cza) i „tan­go”. Powstał krót­ki utwór, któ­ry muzy­cy z całe­go świa­ta będą grać i prze­ra­biać przez dzie­się­cio­le­cia. Mowa oczy­wi­ście o „Liber­tan­go”.

Mamy kwie­cień roku 1974. Piaz­zol­la ma 54 lata i dał się już usły­szeć na ponad 20 albu­mach. Od pew­ne­go cza­su mie­sza tan­go z wpły­wa­mi bar­dziej popu­lar­nych na świe­cie gatun­ków, takich jak jazz czy muzy­ka roc­ko­wa. Aku­rat prze­sia­du­je w swo­im domu w Rzy­mie, kie­dy odwie­dza go jego wło­ski mene­dżer Aldo Paga­ni. Muzyk zosta­je przez nie­go namó­wio­ny do stwo­rze­nia pły­ty, któ­ra od począt­ku była­by pomy­śla­na jako dobry mate­riał do radia i szaf gra­ją­cych. Krót­ko mówiąc — koniec smę­ce­nia i trud­nych w odbio­rze kom­po­zy­cji, czas pisać komer­cyj­ne hity. Paga­ni poma­ga dobrać pozo­sta­łych muzy­ków i wcho­dzi w rolę pro­du­cen­ta, a Piaz­zol­la bie­rze się za kom­po­no­wa­nie. Atmos­fe­ra w medio­lań­skim stu­dio jest napię­ta, ale wresz­cie nuta po nucie powsta­je goto­wy album. Utwo­ry są rela­tyw­nie krót­kie i — jak na Piaz­zol­lę — nie­zbyt skom­pli­ko­wa­ne. Takie też mia­ły być tytu­ły poszcze­gól­nych pio­se­nek — dla­te­go na tyl­nej okład­ce znaj­du­je­my takie nazwy, jak Medi­tan­go, Under­tan­go, Novi­tan­go czy Tri­stan­go (w liście do syna Piaz­zol­la napi­sze, że trud­niej było mu stwo­rzyć tytu­ły pio­se­nek, niż muzy­kę). Album otwie­ra zaś tytu­ło­wa kom­po­zy­cja Liber­tan­go.

Smak i atmos­fe­rę tam­tych cza­sów naj­ła­twiej będzie poczuć oglą­da­jąc poniż­sze nagra­nie, na któ­rym Piaz­zol­la wraz z zespo­łem wyko­nu­je Liber­tan­go na potrze­by wło­skiej tele­wi­zji. Praw­do­po­dob­nie jest to wła­śnie rok 1974, a za ksy­lo­fo­nem może­my zoba­czyć same­go ini­cja­to­ra powsta­nia albu­mu — Aldo Paga­nie­go. I ta wło­ska moda…

Zło­żo­ny z ośmiu kom­po­zy­cji album rze­czy­wi­ście „chwy­cił”; pozy­tyw­ną recen­zję zamie­ścił nawet ówcze­sny Play­boy, muzy­ka łatwo wpa­da­ła w ucho. Nato­miast to, co dzia­ło się póź­niej (i dzie­je się nadal) z samym utwo­rem Liber­tan­go, zde­cy­do­wa­nie prze­ro­sło inten­cję „zrób­my faj­ną pio­sen­kę do radia”. Trwa­ją­cy nie­co ponad dwie i pół minu­ty kawa­łek pod­da­wa­ny był wszel­kim moż­li­wym eks­pe­ry­men­tom i gra­ny we wła­ści­wie dowol­nych kon­tek­stach. Dziś powie­dzie­li­by­śmy, że roz­prze­strze­nił się po świe­cie wiru­so­wo (powsta­jąc całe dzie­się­cio­le­cia przed YouTu­bem); wła­ści­wie przy­brał postać muzycz­nej epi­de­mii. Skąd takie wnio­ski?

Z recep­cji poza świa­tem tan­ga. Naj­bar­dziej zna­nym cove­rem Liber­tan­go jest utwór I’ve Seen That Face Befo­re wyko­ny­wa­ny przez Gra­ce Jones:

…Ale ta buja­ją­ca inter­pre­ta­cja to dopie­ro począ­tek (swo­ją dro­gą — Moni­ka Brod­ka może pochwa­lić się prze­rób­ką prze­rób­ki utwo­ru, z powa­la­ją­co ambit­ną rolą fran­cu­sko­ję­zycz­ne­go… „chór­ku”?). Liber­tan­go w podob­nej wer­sji tra­fi­ło tak­że do rekla­my H&Mu, a w Pol­sce do utwo­ru Piaz­zol­li śpie­wał cho­ciaż­by Jacek Boń­czyk (jak­by co, nic nie mówi­łem, ale jak­że łatwo otrzeć się o kicz/banał, gdy emo­cjo­nal­ne tan­go łączy się z emo­cjo­nal­ną z natu­ry pio­sen­ką aktor­ską…). Był­bym zapo­mniał — I’ve Seen That Face Befo­re tra­fi­ło też do fil­mu Polań­skie­go. Ogól­nie gdy­by spró­bo­wać to wszyst­ko poli­czyć, wycho­dzi na to, że Liber­tan­go doro­bi­ło się przy­naj­mniej sze­ściu­set róż­nych (wyda­nych publicz­nie na trwa­łych nośni­kach) wyko­nań.

Pozwo­lę sobie zapro­po­no­wać kil­ka nie­ty­po­wych aran­ża­cji:

A krą­ży tego w sie­ci jesz­cze dużo, dużo wię­cej… Przede wszyst­kim nama­wiam jed­nak do wsłu­cha­nia się w inter­pre­ta­cję Eve­lyn Glen­nie:

Artyst­ka ta od dwu­na­ste­go roku życia jest oso­bą nie­sły­szą­cą. Na kon­cer­tach czę­sto wystę­pu­je boso, by za pomo­cą stóp wyczu­wać gra­ne dźwię­ki.

Dużo tego? Dużo. Liber­tan­go oka­za­ło się być two­rem wszę­do­byl­skim, kuszą­cym muzy­ków (i „pra­wie-muzy­ków”) jak otwar­ty ogień ćmy. Jako że prze­bi­ło się do popkul­tu­ry, dla wie­lu osób jest też — w takim lub innym wyko­na­niu — pierw­szym kon­tak­tem z tan­giem. Jest w tym pewien para­doks: Piaz­zol­la doro­bił się prze­cież u orto­dok­syj­nych tan­gu­eros przy­dom­ku El Ase­si­no del Tan­go, a tym­cza­sem przez nie­go wła­śnie wie­le osób na tan­go tra­fia. Ba — tra­fia­ją do świa­ta tan­ga dzię­ki być może naj­bar­dziej komer­cyj­nej i wybit­nie nie­ta­necz­nej pły­cie Piaz­zol­li! Pły­cie, któ­rą w skle­pie muzycz­nym moż­na by poło­żyć obok nagrań Jeth­ro Tull — i tam też by sobie pora­dzi­ła (to chy­ba ta wyeks­po­no­wa­na per­ku­sja i koń­ców­ka Under­tan­go).

Tak dwa nie­przy­zwo­icie pojem­ne sło­wa: „liber­tad” i „tan­go”, połą­czo­ne w zagad­ko­wy neo­lo­gizm, dały utwór, któ­ry trwa nie­ca­łe trzy minu­ty, a roz­brzmie­wa nie­prze­rwa­nie od pra­wie trzy­dzie­stu lat. Piaz­zol­la, któ­ry umi­ło­wał Bacha, pew­ne­go dnia wziął się za bary z muzy­ką „dla mas” — i wywal­czył w niej swo­je miej­sce. Argen­tyń­ski kom­po­zy­tor, wir­tu­oz ban­do­ne­onu, odwró­cił się bokiem do tan­ga — i los go za to bynaj­mniej nie uka­rał. To był napraw­dę zuchwa­ły hom­bre


Wiel­ką pomo­cą przy zbie­ra­niu mate­ria­łów był dla mnie blog Piaz­zol­la on Video.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Grzegorz Wdowiak

Web developer - tworzy strony i aplikacje internetowe. Wreszcie - pisarz (wciąż) amator. Maniak komputerowy i muzyczny. Do niedawna współtwórca, webmaster i redaktor portalu Tango Nuestro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X