Pola Negri w Teatrze Kamienica — „Tango Notturno”

Pola Negri (pseu­do­nim uro­dzo­nej w pol­skim Lip­nie Apo­lo­nii Cha­łu­piec) była aktor­ką, któ­rej życio­rys nada­wał­by się na sce­na­riusz nie­jed­ne­go fil­mu. Debiu­to­wa­ła w War­sza­wie, osta­tecz­nie tra­fia­jąc do Hol­ly­wo­od i zosta­jąc jed­ną z naj­więk­szych gwiazd kina tam­tych lat. Gaze­ty spe­ku­lo­wa­ły na temat jej roman­su z Char­lie Cha­pli­nem, a Rudolf Valen­ti­no spę­dził przy jej boku ostat­nie lata swo­je­go krót­kie­go, ale burz­li­we­go życia (war­to przy tym odno­to­wać, że obaj ci pano­wie byli odpo­wie­dzial­ni za wpro­wa­dze­nie tan­ga do kine­ma­to­gra­fii — patrz tutaj). Kie­dy Joseph Goeb­bels zaka­zał jej gra­nia w nie­miec­kich fil­mach, wsta­wił się za nią Adolf Hitler. Żyła 90 lat, o któ­rych moż­na by pisać i pisać…

Z bio­gra­fią Poli Negri posta­no­wi­li zmie­rzyć się arty­ści z war­szaw­skie­go Teatru Kamie­ni­ca. Wysta­wi­li spek­takl zaty­tu­ło­wa­ny ?Tan­go Not­tur­no?. Skąd ten tytuł? Tak nazy­wał się film, w któ­rym Pola Negri zagra­ła w roku 1937. W fil­mie może­my usły­szeć wyko­ny­wa­ne przez nią tan­go, o takim samym tytu­le. Posłu­chaj­my…

Tan­go Not­tur­no” jako utwór samo zro­bi­ło póź­niej nie­ma­łą karie­rę. Swo­ją wer­sję pio­sen­ki nagra­li m. in. Mie­czy­sław Fogg, Adam Aston, Wie­ra Gran i Sła­wa Przy­byl­ska.

Twór­cy Teatru Kamie­ni­ca dają nam szan­sę pozna­nia skom­pli­ko­wa­ne­go życio­ry­su legen­dar­nej aktor­ki z bli­ska, przed­sta­wia­jąc jej postać na deskach kame­ral­nej sce­ny. Tak sami opi­su­ją swój pro­jekt:

Ber­liń­ski apar­ta­ment Poli Negri, 1938, wie­czór. Na moment przed wyj­ściem na przy­ję­cie do mar­szał­ka Her­ma­na Goerin­ga, na moment przed decy­zją o uciecz­ce z Nie­miec. Dwie kobie­ty, dwie przy­ja­ciół­ki ? wiel­ka aktor­ka Pola Negri (Justy­na Sień­czył­ło) i jej oso­bi­sta sekre­tar­ka Paola Loebel (Gra­ży­na Leśniak ? Dan­gel) sto­ją w obli­czu trud­nych życio­wych wybo­rów.

Negri opo­wia­da o swo­im życiu, ale nie robi uprosz­czo­nych pod­su­mo­wań, uni­ka sen­ty­men­tal­nych wspo­mnień, nie budu­je mitów. Bez­względ­na wobec samej sie­bie, ostra w oce­nach. Legen­da kina, wiel­ka artyst­ka, ale i zła­ma­na, samot­na kobie­ta.

Bied­na dziew­czy­na z brud­ne­go podwór­ka na war­szaw­skiej Pra­dze tra­fia do zespo­łu wiel­kie­go Maxa Rein­hard­ta. Potem krę­ci naj­więk­sze fil­my nie­me­go kina z Ern­stem Lubit­schem i w koń­cu, z arty­stycz­ne­go Ber­li­na lat dwu­dzie­stych, jedzie do Hol­ly­wo­od, by zro­bić tam spek­ta­ku­lar­ną karie­rę, porów­ny­wal­ną z Mar­le­ną Die­trich i Gre­tą Gar­bo.

Ale bio­gra­fia Negri to rów­nież opo­wieść o zmierz­chu bogi­ni nie­me­go kina, o jej odej­ściu z ame­ry­kań­skich ekra­nów kin.

To histo­ria wiel­kiej artyst­ki, nie­praw­do­po­dob­nie uta­len­to­wa­nej aktor­ki, któ­ra musia­ła zmie­rzyć się z potę­gą dźwię­ku w kinie, ale rów­nież z nowym ide­ałem uro­dy, z nową twa­rzą show biz­ne­su, z innym wymia­rem dzia­ła­nia mass mediów i przede wszyst­kim z samą sobą, ze swo­imi sła­bo­ścia­mi i lęka­mi.

Pomysł spek­ta­klu naro­dził się tuż przed otwar­ciem Teatru Kamie­ni­ca w War­sza­wie w 2008 roku. Tan­go Not­tur­no wyre­ży­se­ro­wa­ła wybit­na reży­ser fil­mo­wa i teatral­na, Bar­ba­ra Sass. Sce­na­riusz powstał w opar­ciu o sztu­kę teatral­ną Mag­da­le­ny Gau­er, aran­ża­cję muzycz­ną two­rzy Janusz Tyl­man.

Brzmi inte­re­su­ją­co? Dla nas tak — dla­te­go sami wybie­ra­my się na sztu­kę i dla­te­go zare­zer­wo­wa­li­śmy dla naszych Czy­tel­ni­ków dwa miej­sca na naj­bliż­szy, nie­dziel­ny spek­takl. Jak zwy­kle będzie­my Was pro­sić o odro­bi­nę kre­atyw­no­ści. Dla zwy­cięz­cy w naszym kon­kur­sie mamy podwój­ne zapro­sze­nie do Teatru Kamie­ni­ca. Co trze­ba zro­bić, żeby je dostać? Prze­nieść się na chwi­lę w cza­sie…

Jest poło­wa lat dwu­dzie­stych ubie­głe­go wie­ku. Wyobraź­my sobie taką sce­nę: na rogu któ­rejś z małych, niko­mu nie­zna­nych uli­czek, Char­lie Cha­plin (któ­ry od jakie­goś cza­su nie widu­je się już z Polą, cho­ciaż ona wciąż jesz­cze cho­dzi mu po gło­wie, gosz­cząc nie­pro­szo­na pod i tak już przy­cia­snym melo­ni­kiem) wpa­da na Rudol­fa Valen­ti­no (któ­ry do swo­je­go — już nie­od­le­głe­go — koń­ca będzie kochan­kiem Poli). Obaj pano­wie patrzą na sie­bie z nie­skry­wa­ną nie­chę­cią i żalem, sto­jąc naprze­ciw sie­bie w peł­nym napię­cia mil­cze­niu (jak to w nie­mych fil­mach bywa).

Po chwi­li Char­lie­go zaczy­na swę­dzić sto­pa, któ­ra przy­pad­kiem utkwi­ła w przy­pad­ko­wym wia­drze (cza­sy były takie, że wia­dra wala­ły się wszę­dzie i zazwy­czaj mia­ły roz­miar buta). Char­lie zaczy­na się nie­spo­koj­nie wier­cić, ska­kać na jed­nej nodze, aż wresz­cie wyko­nu­je efek­tow­ny obrót, przy­pad­kiem strą­ca­jąc Rudol­fo­wi kape­lusz (oczy­wi­ście wie­dzie­li­ście od same­go począt­ku, że Char­lie — tak się przy­pad­ko­wo zło­ży­ło — spa­ce­ro­wał nio­sąc na ramie­niu dłu­gą dra­bi­nę, nie­bez­piecz­ną przy efek­tow­nych obro­tach). Rudolf, zasko­czo­ny i lek­ko zbi­ty z tro­pu, schy­la się i pod­no­si z chod­ni­ka swo­je nakry­cie gło­wy. Strze­pu­je kurz z kape­lu­sza i mówi…

A to już miej­sce dla Was. Pobaw­cie się w sce­na­rzy­stów i napisz­cie, co Rudolf Valen­ti­no mógł­by powie­dzieć w takiej sytu­acji. Pamię­taj­cie, że dłu­gie mono­lo­gi nie mia­ły racji bytu w nie­mym kinie — pozwól­cie mu na traf­ną i zwię­złą ripo­stę. Na wasze pro­po­zy­cje cze­ka­my do jutra (sobo­ty), do godzi­ny 20.00 — pisz­cie na adres redakcja@tangonuestro.pl. W sobo­tę wie­czo­rem wybie­rze­my i ogło­si­my zwy­cięz­cę, któ­ry otrzy­ma od nas podwój­ne zapro­sze­nie na nie­dziel­ny spek­takl ?Tan­go Not­tur­no? (na godzi­nę 19.00).

Chwi­la kre­atyw­ne­go wysił­ku i być może w ten week­end spo­tka­my się (my i Pola Negri) w Teatrze Kamie­ni­ca — zapra­sza­my do zaba­wy!

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Grzegorz Wdowiak

Web developer - tworzy strony i aplikacje internetowe. Wreszcie - pisarz (wciąż) amator. Maniak komputerowy i muzyczny. Do niedawna współtwórca, webmaster i redaktor portalu Tango Nuestro.

Jedna myśl na temat “Pola Negri w Teatrze Kamienica — „Tango Notturno”

  • 9 marca 2013 o 23:30
    Permalink

    Sztu­ka pew­nie taka sobie, ale UWIELBIAM rekla­mę tego spek­ta­klu w War­szaw­skich Tram­wa­jach! Co ja już nie nawy­my­śla­łem tych alter­na­tyw­nych histo­rii, że aż bym się sam prze­szedł 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X