Tadeusz Dębski – Tak to się wszystko zaczęło… (cz. 2)

Portret Pauliny Policzkiewicz-Woźniak

Skąd w Polsce tango argentyńskie? Kto zaszczepił taniec z egzotycznego dla nas regionu świata w nadwiślańskiej krainie i jakim cudem tak dobrze się tu przyjął? Dzisiaj tango tańczy tu co najmniej kilkaset osób, spotykających się na ponad 60 milongach tygodniowo. Wszystko zaczęło się jednak od garstki pionierów. Przedstawiamy fragment książki Emocje Tanga autorstwa Tadeusza Dębskiego, opisujący początki tanga w Polsce. Dziś druga część opowieści – wczoraj opublikowaliśmy pierwszą.

Wątek miłosny

W zasadzie zadurzyłem się w niej od pierwszego wejrzenia. To fascynacja jej osobą trzymała mnie przy nadziei, że się kiedykolwiek tego tanga nauczę. Paulina miała już kontakt z tańcem gdzieś w Holandii, a tu była tancerką-asystentką Dejwida. Prowadziła z nim lekcje, tłumaczyła. Przychodziłem w te niedziele dla niej. Żeby na nią popatrzeć i jej posłuchać. W 1998 roku w kasynie policyjnym „Pod Pałkami” powstała pierwsza milonga. To jest miejsce, gdzie przychodzi się tańczyć tango argentyńskie. Do tej pory my się tylko uczyliśmy, ale nie mieliśmy gdzie tej nauki sprawdzić. Poza tym, nie widzieliśmy, jak to ma wyglądać, bo jak już wspomniałem, wszystkie pokazy mistrzów były dopiero parę lat przed nami.

Ta milonga to zasługa Pauliny. Całe tango argentyńskie w Polsce to zasługa Pauliny. Jej pasja i jej działalność doprowadziła do powstania takiej społeczności tangowej, jaka jest teraz. Kilkaset osób. Ale wtedy to było 20-25 osób. Tyle przyszło na otwarcie i pierwszy pokaz. Pokaz Dejwida i Pauliny. Po raz pierwszy zobaczyłem jak ma wyglądać taniec. Był to pokaz – w obecnym naszym rozumieniu – na poziomie. Dużo uwag miałem do tego nijakiego Dejwida i jego okropnych, zamszowych butów. Ale Paulina… No, Paulina to było bóstwo. Makijaż, pończochy, kok, wszystko w klimacie.

A jak zatańczyła!

Przede wszystkim zastosowała w cyklu tangowym te wszystkie figury, których od roku uczyliśmy sie na lekcjach. W rytmie muzyki i bez błędów.

Wtedy właśnie zastosowałem po raz pierwszy ten numer z szalikiem. Owinąłem sobie nim głowę, bo mi szczęka niebezpiecznie nisko opadała z wrażenia.

Obejrzałem do dziś, przez 8 lat, ok. 150 pokazów, ale żaden, żaden nie wyrył się tak w pamięci. Może dlatego, że był pierwszy i tak niespodziewany.

Wziąłem sie mocno w garść i zacząłem poważniej się uczyć. Jednocześnie aktywnie wspomagałem Paulinę w jej działalności w Akademii Tanga Argentynskiego, którego była szefem. Wszystko, co robiłem dla tanga, robiłem dla Pauliny. Byłem przeszczęśliwy.

Milonga „Pod Pałkami” to był super lokal. Miał niszę dla orkiestry – której nigdy tam nie słyszałem – parkiet drewniany na środku i linoleum po bokach. Ćwiczyć można było na linoleum, a dopiero po opanowaniu kroku podstawowego, to jest całego ośmiokrokowego cyklu, można było wejść na parkiet. To była nobilitacja. I kryterium oceny poziomu. Ten, kto tańczył na parkiecie to był ktoś. Inni to szanowali.

Był też bufet w jak najbardziej starym stylu. Była „luneta i meduza” – to znaczy 2 pięćdziesiątki wódki czystej i galaretka z nóżek. Oraz śledź. Wszystko po złotówce.

Te ceny i emitowany wtedy właśnie w Warszawie film Tango w reżyserii Carlosa Saury spowodowały olbrzymie zainteresowanie młodzieży, głównie akademickiej, naszą milongą. Osiągając kilkusetosobową frekwencję utraciła ona swoją funkcję lokalu tanecznego, a zaraz potem towarzystwo zostało poproszone o opuszczenie lokalu.

Królową „El Corazon”, bo tak się ta milonga nazywała, Obiektem Pragnień i Podziwu była bezapelacyjnie Paulina. W pewnym momencie pojawił się wieczorem Janek Woźniak. Sam go namawiałem, by zaczął tańczyć. I zaczął. I po dwóch latach ożenił się z Pauliną. Mają śliczną tangową córeczkę – Helenkę. Z Jankiem od lat razem obchodzimy hucznie, tangowo, swoje urodziny w noc z 9 na 10 czerwca. Są to zawsze udane imprezy u nas w Wilanowie.

Paulina była i pozostała osobą, co do której moja wrodzona śmiałość, przechodząca czasem w bezczelność, zatrzymała się gdzieś na etapie śmiałości czterolatka wobec cioci.

Nawet teraz, gdy tańczę z Pauliną, jej majestat mnie paraliżuje.

Tadeusz Dębski

Animator i uczestnik kultury tanga argentyńskiego w Polsce, uznany przez rynek malarz i kontrowersyjny wizjoner w innych dziedzinach sztuki. Autor projektu „Buławy Sobieskiego”.

Podziel się
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
identicon

Grzegorz Wdowiak

Web developer - tworzy strony i aplikacje internetowe. Wreszcie - pisarz (wciąż) amator. Maniak komputerowy i muzyczny. Do niedawna współtwórca, webmaster i redaktor portalu Tango Nuestro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

X